TVP zabrało dzieciom bajkeMichał Stangret: Minął już tydzień, odkąd trzylatki poszły do przedszkola, wielu czytelników narzeka, że ich dzieci się rozpłakały. Gdy pytamy ich, czy sami płakali, kiedy byli w wieku swoich dzieci, większość mówi, że nie.Monika Rościszewska-Woźniak*: To nie znaczy, że nie płakali. Płacz nie jest przyjemny, a nasz umysł wypiera z pamięci to, do czego nie chciałby wracać. Prawda jest taka, że w pierwszych dniach przedszkola nie płaczą tylko nieliczne dzieci. Czasami to się ciągnie nawet kilka miesięcy. To nie znaczy, że maluchy, które nie płaczą, nie przeżywają rozstań z rodzicami. Być może przeżywają je jeszcze bardziej.
Płacz w pierwszych dniach przedszkola jest więc czymś normalnym?- Pierwsze dni w przedszkolu są szalenie ważne, kluczowe dla rozwoju emocjonalnego dziecka. To pierwsze rozdzielanie z rodzicami i - dla większości - pierwsze trudne doświadczenie życiowe. Dziecko wcześniej doznawało samej radości, teraz cierpi. Ale w sumie to doświadczenie pozytywne, bo dziecko uczy się prawd życia. Samo płakanie oprócz funkcji komunikacyjnej rozładowuje napięcie. Dlatego gdy dziecko płacze, nie wolno mówić: "Patrz, inne dzieci nie płaczą, nie bądź beksa". Trzeba dawać się wypłakać.
Ale my, rodzice, uważamy, że przyszli ludzie sukcesu - a chcemy, aby takie były nasze dzieci - nie mogą płakać.- Jeśli rodzic chce wychować człowieka bez uczuć, który najprawdopodobniej będzie miał przez to kłopoty z komunikacją i nie będzie potrafił współpracować z innymi, to proszę bardzo. Dziecko strofowane z powodu płaczu będzie mogło mieć kłopoty z odczytywaniem emocji innych. Można próbować wychować cyborga, dla którego jedyną drogą do osiągnięcia celu będzie marsz po trupach, ale to go może wykluczyć społecznie. Płacz dziecka w pierwszych dniach często wynika z błędów popełnianych przez przedszkola. Są wychowawczynie, które mają pretensję do rodziców, że dziecko odstaje od reszty - nie je czy nie chce leżakować. Nie rozumieją, że jedne dzieci na adaptację potrzebują tygodnia, inne kilku miesięcy.
Przedszkola tłumaczą, że organizują programy adaptacyjne.- Czyli zwykle dwie, trzy wizyty w wakacje i koniec. A gdy rodzice chcą w pierwszych dniach przedszkola uczestniczyć z dziećmi w zajęciach, panie ich wypraszają, mówiąc, że to rozprasza inne dzieci, które też by chciały mieć obok rodziców. To nonsens.
Dlaczego rodzice się nie buntują?- Może by się buntowali, ale jak pani zawstydzi rodzica, mówiąc, że inne dzieci radzą sobie samodzielnie, to rodzic sobie myśli: "Może faktycznie coś jest nie tak?". Z drugiej strony traktujemy przedszkole trochę po macoszemu. Myślimy, że służy do przechowania dzieci i żeby one tam nie płakały. Po trosze dlatego, że sami przeszliśmy nędzne przedszkola, z których mamy złe wspomnienia - ze szpinakiem, z leżakowaniem. A przedszkole to fundament edukacji. To tu się zachęca lub zniechęca na resztę życia do poznawania świata.
* Monika Rościszewska-Woźniak, ekspert od wychowania maluchów, pracuje w Fundacji Rozwoju Dzieci im. J.A. Komeńskiego, która dąży do podnoszenia wiedzy o znaczeniu wczesnej edukacji dla kariery życiowej człowiekaNapisz do nas - mailto:metro@agora.pl