Rodzice apelują: nie uczcie się na naszych dzieciachWalka o sześciolatki przybiera na sile. Rodzice, którzy w niedzielę protestowali przeciwko reformie edukacji kosztem najmłodszych pod Ministerstwem Edukacji, nie dają za wygraną. Przyszli do Sejmu, by przysłuchiwać się posiedzeniu komisji edukacji. Podczas niego przedstawiciele resortu edukacji mieli opowiedzieć posłom o szczegółach reformy. Mieli też odpowiedzieć na pytania rodziców, które zadaliśmy w ich imieniu w "Metrze".
Jednak szef komisji edukacji Andrzej Smirnow najwyraźniej przestraszył się konfrontacji z niezadowolonymi rodzicami. Zaraz po rozpoczęciu obrad zdecydował o ich przerwaniu. Oficjalny powód: przestrzeganie regulaminu Sejmu. Rodzice zaproszeni przez posłów PiS nie mieli zgody by wejść na posiedzenie komisji.
Rodzice nie wrócili jednak do domu. Smirnow umożliwił im spotkanie z przedstawicielami Ministerstwa Edukacji. Obie strony zostały zaproszone do malutkiej, cichej sejmowej salki z dala od kamer i fleszy. Części tego spotkania udało nam się przysłuchiwać. Przez dwie godziny rodzice, pedagodzy i psychologowie wylewali swe żale, a przedstawiciele Ministerstwa Edukacji z wiceminister Krystyną Szumilas na czele odpierali zarzuty, że polskie podstawówki są nieprzygotowane na przyjęcie maluchów.
Tomasz Elbanowski, szef akcji ratujmaluchy.pl, tłumaczył, że dziś, żeby rodzic mógł posłać dziecko o rok wcześniej do szkoły, musi zdobyć opinię psychologa, który sprawdza, czy dziecko jest do tego przygotowane. Teraz ministerstwo chce posłać do szkoły wszystkie maluchy. - Przez pierwsze trzy lata rodzice będą mieli możliwość wyboru, czy chcą posłać dziecko wcześniej, czy nie. Dopiero za trzy lata będzie obowiązek - zapewniała Szumilas.
A agresja starszych dzieci wobec młodszych? Minister przekonywała rodziców, że nie powinni się tego obawiać. - Dzieciom nic nie grozi. Już dziś większość wiejskich zerówek mieści się przy szkołach, a nie przy przedszkolach Agresja ze strony uczniów klas wyższych została wyeliminowana także dlatego, że dziś w szkołach nie ma już siódmej i ósmej klasy.
Szkoły nie są przystosowane do przyjęcia sześciolatków. Nie ma odpowiednich ławek, szatni, łazienek czy świetlic dla najmłodszych - mówią rodzice. Wiceminister Szumilas odpowiada, że w przyszłorocznym budżecie 347 mln zł zostanie przeznaczone na opiekę świetlicową, aby maluchy po zajęciach mogły czekać na rodziców nie we wspólnej świetlicy ze starszymi rocznikami, ale zostawały w tych samych salach, gdzie się uczą, i tam miały zajęcia dodatkowe. Wciąż nie ma odpowiedzi na pytanie, jak będą dostosowane szkoły do potrzeb sześciolatków w przyszłym roku, skoro na jedną MEN przeznaczył zaledwie 11 tys. zł!
- Polskie szkoły nie są przygotowane do przyjęcia sześciolatków i - choć ten pomysł jest godny uwagi - aby go móc zrealizować, nie wystarczy rok. Czas, by ministerstwo, które doskonale o tym wie, wreszcie przyznało to publicznie i przedstawiło plan, jak to zmienić - mówi Elbanowski. - Dziwne jest tylko to, że zamiast dopuścić do obrad komisji, zorganizowano spotkanie z rodzicami - mówi.
Posłowie z komisji edukacji mówią, że mieli wręcz zakaz wstępu na spotkanie z rodzicami. - To skandal, że nas tam nie wpuszczono, podobnie jak sam fakt przerwania obrad komisji. Obie decyzje były bezprawne - mówi Jadwiga Wiśniewska (PiS), członek komisji edukacji. Zapewnia, że PiS będzie w tej sprawie interweniować u marszałka Bronisława Komorowskiego. Zastanowi się też nad złożeniem wniosku o odwołanie Smirnowa z funkcji szefa komisji edukacji. Przerwane spotkanie ma zostać wznowione dziś o godzinie 18. Ale przewodniczący komisji znów nie zgodził się, by brali w nim udział rodzice.
Napisz, co sądzisz o tej sytuacji: metro@agora.pl