>>
Kredyt, dopalacz i seks - pracownicy korporacji o sobiePrzywódcy czterech europejskich krajów wchodzących w skład grupy G8 spotkali się w Paryżu po to, by ustalić wspólną europejską odpowiedź na międzynarodowy kryzys finansowy. Oprócz prezydenta Sarkozy'ego, kanclerz Niemiec Angeli Merkel, premiera Wlk. Brytanii Gordona Browna i premiera Włoch Silvia Berlusconiego w spotkaniu wzięli udział szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso, przewodniczący Eurogrupy (państw strefy euro) Jean-Claude Juncker i szef Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet.
- Oznacza to ni mniej, ni więcej to, że cztery państwa zadeklarowały gotowość do wyłożenia pieniędzy na ratowanie zagrożonych banków w całej Europie. Zrobią to po to, by nie dopuścić do załamania się systemu finansowego - wyjaśnia Marek Zuber, ekonomista Dexus Partners.
Nie są to jedyne ustalenia szczytu. - Budżet państw UE należących do strefy euro zostanie zaadaptowany do sytuacji powstałej w związku z kryzysem finansowym - oświadczył prezydent Sarkozy. Zasugerował przy tym, że sztywne dotąd zasady dotyczące np. deficytu budżetowego, który nie może przekraczać 3 proc. PKB, i długu publicznego poniżej 60 proc. PKB mogą zostać złagodzone. Ma to pomóc w przezwyciężeniu skutków kryzysu. Także przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso stwierdził, że przepisy budżetowe będą stosowane "elastycznie".
Wspólne stanowisko szefów tych czterech państw zaskoczyło wielu komentatorów. Jeszcze kilka godzin przed paryskim szczytem przeciwny tworzeniu jakiegokolwiek wspólnego europejskiego funduszu był niemiecki minister gospodarki Michael Glos. - To przede wszystkim instytucje finansowe winny zadbać o własną wiarygodność. Banki nie cieszą się zaufaniem i to jest właśnie główna przyczyna kryzysu finansowego - twierdził Glos. Przeciwny wspólnej unijnej pomocy był także brytyjski premier Gordon Brown. On proponował stworzenie funduszu, z którego miałyby być ratowane nie banki, lecz przedsiębiorstwa. "Za" byli Francuzi, prezydent Sarkozy miał więc okazję, by ogłosić sukces.
- Sama deklaracja wspólnej pomocy to jeszcze nie sukces - uważa Zuber. - Najbliższe miesiące Unia musi poświęcić na budowanie nowych reguł, które nie dopuszczą do kolejnego takiego kryzysu. Słowem, należy wyeliminować z banków tak ryzykowne zachowania, które przyczyniły się do obecnej sytuacji. Bez tego zarówno ta europejska pomoc, jak i plan Paulsona w USA spalą na panewce - dodaje.
Jak nowa europejska strategia sprawdza się w praktyce, niemiecki rząd miał okazję przekonać się już kilka godzin po zakończeniu szczytu. Przed widmem bankructwa stanęło bowiem monachijskie konsorcjum bankowe Hypo Real Estate. Pozostałe niemieckie banki i towarzystwa ubezpieczeniowe wycofały się z planu ratowania, który wymagałby 35 mld euro. W niemieckim ministerstwie finansów spotkali się wczoraj w tej sprawie przedstawiciele Bundesbanku, Federalnego Nadzoru nad Usługami Finansowymi i największego niemieckiego banku komercyjnego Deutsche Bank. Chcą doprowadzić do przyjęcia nowego planu ratunkowego dla Hypo jeszcze przed otwarciem poniedziałkowej sesji na giełdzie w Tokio.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl