Francuzi, którzy w tym półroczu przewodniczą Unii, a tym samym decydują, jakie problemy poruszone będą podczas obrad za najważniejszy uznali kryzys finansowy. - To oczywiste, że właśnie kryzys, który budzi ogromny niepokój Europejczyków, znajdzie się w centrum naszych obrad - napisał w zaproszeniu na szczyt prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Dlatego w obradach szczytu weźmie udział szef Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet oraz ministrowie finansów 27 państw członkowskich - premierowi Donaldowi Tuskowi w podróży towarzyszy więc minister Jacek Rostowski. Szefowie resortów mają uzgodnić plan ratowania europejskich finansów.
Szczyt rozpocznie się jednak od omówienia innej ważnej dla Starego Kontynentu sprawy, jaką jest przyszłość przyjętego w ubiegłym roku Traktatu Reformującego. Miał on pozwolić Unii sprawniej się zarządzać, tymczasem w czerwcu Irlandczycy odrzucili go w referendum. W związku z tym "na dywaniku" stanie premier Irlandii Brian Cowen. Ma opowiedzieć innym przywódcom UE o powodach odrzucenia traktatu i określić, jak w Dublinie poradzą sobie z tą sprawą.
Trzecie zagadnienie, które omawiane będzie podczas szczytu to pakiet klimatyczno-energetyczny, który miałby zostać przyjęty przez wszystkie państwa UE. Pakiet zakłada, że do 2020 roku z 8,5 do 20 proc. wzrośnie udział energii odnawialnej w UE - w przypadku Polski, której głównym źródłem energii jest wciąż węgiel, próg obniżono do 15 proc. - a emisje dwutlenku węgla spadną o 20 proc. Tuż przed szczytem rząd skrytykował prezydenta za to, że wstępnie zgodził się na te ustalenia na jednym z poprzednich szczytów. Zdaniem PO mogłoby to spowodować nawet dwukrotny wzrost cen ogrzewania mieszkań w Polsce.
Na osobnym spotkaniu ministrowie spraw zagranicznych omówią aktualną sytuację w Gruzji i stosunki z Rosją. Ponoć właśnie ta kwestia sprawiła, że na wyjeździe do Brukseli tak bardzo zależy prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. - Prezydent ma informacje, co się dzieje na Kaukazie, i chciałby się tymi informacjami podzielić z przywódcami europejskimi - powiedział wczoraj Witold Waszczykowski, wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Nie wiadomo tylko, przed jakim gremium to zrobi, bo ministrowie spraw zagranicznych ze względów protokolarnych nie są dla niego równorzędnymi partnerami.
Drugi problem z wyjazdem prezydenta może zaistnieć, gdy będzie omawiany kryzys finansowy. W obradach powinien na pewno wziąć udział minister finansów Jacek Rostowski. Nie wiadomo, kto będzie mu towarzyszył, bo przy stole obrad przewidziano tylko dwa miejsca dla każdego państwa, a ratować Europę chcą zarówno premier, jak i prezydent.
Kto więc powinien reprezentować Polskę w Brukseli? Donald Tusk czy Lech Kaczyński? - Na szczyty powinni jeździć politycy, którzy mają większą władzę wykonawczą i mogą podejmować decyzje. Nasza konstytucja daje takie możliwości premierowi, a tak się składa, że na obecnym szczycie będą omawiane problemy, których rozwiązanie leży w kompetencji rządu - odpowiada prof. Jan Barcz, ekspert prawa europejskiego.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl