http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Źle się dzieje na uczelniach

mar
2008-10-15, ostatnia aktualizacja 2008-10-15 00:00

Uniwersytet Warszawski
Fot. Albert Zawada / AG
Uniwersytet Warszawski
Wykładowcy od dziesięcioleci powtarzają to samo na zajęciach. Leceważą studentów państwowych uczelni, bo zarabiają w szkołach prywatnych. Ich dorobek naukowy to bezkarnie popełniane plagiaty. Na uczelniach kwitnie prywata i nepotyzm - taki obraz polskich szkół wyższych przedstawia w liście nasz czytelnik. Czy ta dramatyczna diagnoza jest pradziwa? Zapraszamy do dyskusji o stanie naszych uczelni. Co wam dały studia? Czy da się w Polsce robić karierę naukową? I czy warto? Co powinno się zmienić na uniwersytetach. Czekamy na listy: metro@agora.pl



Uczelnie to feudalny układ

Szlag mnie trafia, gdy czytam w gazetach piękne opisy życia na uczelniach, bo aż za dobrze wiem, jak to wygląda naprawdę. A prawda jest taka, że państwowe, feudalne uczelnie mają i studentów, i własnych pracowników gdzieś. Przykłady? Proszę bardzo.

- Zajęcia: profesor zarabia gdzie indziej. Naukowcy - mając gwarancję dożywotniego zatrudnienia - zamiast dbać o poziom nauczania, olewają pracę. Zatrudniają się w innych, prywatnych uczelniach lub sami je tworzą. To nic, że przepadają zajęcia na państwowej uczelni, bo zajęty gdzie indziej profesor nie miał czasu. To nic, że studenci godzinami czekają lub przez wiele dni chodzą za byle podpisem profesora czy adiunkta. Profesor ma konferencję naukową, wyjazd zagraniczny - wykłady i ćwiczenia odwołane, dla studentów dzień stracony. Co z tego, że zaoczni musieli zapłacić za przejazd i za nocleg? Studentów się lekceważy, a ci którzy próbują się upominać o swoje prawa i idą np. do rektora, są pacyfikowani.

- Kadra: od 30 lat to samo na wykładach. Nawet jeśli zajęcia nie przepadną, ich poziom jest żenująco niski. Stara kadra tuż przed emeryturą od 30 lat klepie na wykładach to samo. Wielu profesorów to ludzie jeszcze z nadania PRL. Słabo znają języki obce i rzeczywistość. Dobrze wiedzą zaś jak dbać o własne interesy i eliminować konkurencję. Wiedzą, jak dopisać się do pracy innych, wmawiając, że to ich praca, jak przepisać podręcznik kolegi i wydać jako własny, jak nie napisać ani jednej książki, a być profesorem. Wiedzę z czasopism popularnonaukowych potrafią podać jako własne przemyślenia, wykorzystać młodych pracowników, by pisali za nich. Umieją nawet jechać na praktykę dla młodych naukowców, gdy już są emerytami!

Nikt nie śmie kwestionować plagiatów profesorów w ich pracach i artykułach. A gdy przychodzi ocena kadry... piszą sobie piękne opinie i dają do podpisu kolegom, oferując w zamian inne poparcie np. przy awansie na prorektora lub wystąpienie o nagrodę.

- Feudalny układ. Układ feudalny na uczelni zamyka możliwość krytyki, nazwania kantu kantem, oszustwa - oszustwem. Jeśli ktoś zwraca uwagę na nieprawidłowości, ma problem z awansem naukowym, podlega mobbingowi. Dzieci profesorów na doktorat dostają się bez problemu i szybko go robią. Nic dziwnego, skoro pomaga im w tym cała gama adiunktów i prace magisterskie pisane przez studentów tatusia.

Jednocześnie starsi profesorowie boją się o swoje stołki i celowo robią wszystko, by młodsi pracownicy naukowi nie zrobili zbyt szybko doktoratów czy habilitacji. Nic dziwnego, że młodzi naukowcy (o ile można ich tak nazwać po 10-15 latach pracy) wolą rozwijać własne interesy i prywatne firmy. Logo uczelni służy im tylko do budzenia zaufania, a kasę robią poza uczelnią. Bywa, że zabierają studentów na praktyki do własnych firm i na tej podstawie dają zaliczenie.

- Student: największy kłopot. Student to największe zło na uczelni, tak twierdzi część emerytowanych profesorów. Na niestacjonarnych wystarczy, że płaci te 1,5 tys. i ma wolny czas przez 4,5 roku. Jak się uprze i pochodzi, to studia skończy, dostanie zaliczenia, pozdaje egzaminy. Jeśli oczywiście zapłaci za poprawki. Ćwiczenia ściągnie z internetu, odda i ma zaliczone. Pytania na egzaminie? Żaden problem, i tak ciągle są te same, więc zdać łatwo.

Uczelnia przyjmuje 170 studentów na 1. rok, choć miejsca ma na 100. Profesor sprawdza frekwencję na wykładach, chwali się, że u niego zawsze pełna sala. Jak to osiąga? Działa zasada: nie będziesz na wykładzie, dostaniesz 2 z egzaminu, nawet gdy napiszesz na 5. A sala duszna i zapchana, w takich warunkach wykładu się nie wygłasza tylko się go odbębnia. Pracownicy nagminnie zabierają uczelniany sprzęt do domu: komputery, aparaty fotograficzne, kamery - wszystko kupowane na koszt uczelni. A profesorowie są oburzeni, gdy każe się im to oddawać.

- Pokażcie, że gdzieś jest inaczej. Jeśli gdzieś są katedry w których panuje prawdziwie naukowa atmosfera, a szef dba o to, by jego kadra szybko dochodziła do stopni naukowych, proszę napiszcie o nich. Mnie się wierzyć nie chce, że gdzieś jest inaczej.

Pracownik naukowy państwowej uczelni z 30-letnim stażem

Imię i nazwisko znane redakcji

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów