Dorn na aucieO losie Ludwika Dorna decydowało wczoraj 37 członków zarządu głównego PiS. Wniosek o jego wykluczenie złożył sam prezes partii. Powody? Jarosław Kaczyński zarzucił w nim, że Dorn obraża członków ugrupowania - m.in. określeniem "susłoizacja". Związane jest ono z Markiem Suskim, rzecznikiem dyscypliny partyjnej w PiS, który zdecydował o bojkocie przez partię m.in. TVN.
Na swoje nieszczęście były marszałek Sejmu już od przegranych wyborów parlamentarnych głośno krytykował sposób sprawowania władzy przez Kaczyńskiego. W proteście zrezygnował z funkcji wiceprzewodniczącego partii, po czym został zawieszony w prawach członka partii. We wrześniu spór zaognił się na nowo. Tym razem poszło o alimenty, które Ludwik Dorn płaci na swoje dzieci z poprzedniego małżeństwa. Polityk wnioskował do sądu o ich zmniejszenie, a były premier zarzucił Dornowi, że łamie reguły. W odpowiedzi były marszałek Sejmu wytoczył prezesowi PiS proces o naruszenie dóbr osobistych.
Od początku prawie pewne więc było, że dalsza działalność Dorna w PiS jest policzona. Jeszcze przed posiedzeniem zarządu politycy przyznawali, że nie da się go wybronić. Po godzinie wszystko było jasne.
- Ludwik Dorn nie jest już członkiem PiS. Pożegnaliśmy się godnie - oświadczał poseł Joachim Brudziński. - Z niewiadomych przyczyn Dorn sam nie chciał zrezygnować. Eskalował działania, których skutkiem jest taka decyzja - dodawał. W jawnym głosowaniu za jego wyrzuceniem było 34 polityków, dwóch się wstrzymało, a tylko jeden zagłosował przeciw. Do głosowania przeciw przyznał się poseł Tomasz Dudziński. W ogóle nie brali w nim udziału, nie kryjący niechęci do Dorna: Zbigniew Ziobro i Marek Suski.
Posłowie, którzy byli obecni na posiedzeniu zarządu, mówią, że były już polityk PiS przemawiał przed nimi pół godziny. Po swoim wystąpieniu nie czekał na decyzję swoich kolegów, tylko wyszedł.
- Nie wykazywał skruchy. Podtrzymywał swoje teorie i mówił, że partia jest źle zarządzana - zdradza nam jeden z członków zarządu głównego PiS.
Jacek Kurski: - To dobra decyzja. Równo rok po przegranych wyborach przez PiS czas w końcu zająć się pracą w opozycji, a nie Ludwikiem Dornem - komentuje.
Co dalej z przyszłością Dorna? On sam zapowiada, że będzie chciał odwołać się od decyzji zarządu. Deklaruje też, że nie zakłada nowej partii ani nie zamierza przystępować do innej formacji politycznej. - Pozostanę PiS-owcem na wygnaniu. Wrócę do PiS - mówił Dorn podczas konferencji prasowej. - Jako członek partii przeciwstawiałem się kryzysowi w niej, teraz też, mimo że poza nią, będę robił to samo - dodawał.
Politolodzy podkreślają, że odejście byłego marszałka z Sejmu - nazywanego w PiS "trzecim bliźniakiem" - to symboliczne wydarzenie. Ludwik Dorn od początku był związany z braćmi Kaczyńskimi, współtworzył PiS, a przez wiele lat w ławach sejmowych zasiadał tuż obok prezesa partii.
- Ta decyzja świadczy o sile prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Eliminuje on wybitne jednostki, które sprzeciwiają się jemu i nie są mu lojalni. To nie jest dobre, bo partia ogranicza się tylko do walorów prezesa. Źle też jest, gdy w partii brakuje demokracji - ocenia prof. Andrzej Antoszewski, politolog z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Podziel się swoją opinią. Napisz do nas: metro@agora.pl