http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rodzina - hamulec czy sprężyna?

Michał Stangret
2008-12-24, ostatnia aktualizacja 2008-12-24 00:00

W tym akurat Polacy są zgodni. Pytani o najważniejsze rzeczy w życiu - wskazują szczęście rodzinne. Kariera, praca, wiara, patriotyzm - zajmują dalsze miejsca.

Rodzina
fot. CBCS / sxc.hu
Rodzina
>> Jakie jest pokolenie wyżu?

Także z badań przeprowadzonych dla "Metra" przez MB SMG/KRC, z których dowiedzieliśmy się, że młodzi choć są nastawieni na zarabianie pieniędzy i robienie kariery, to ostatecznie aż w 86 proc. wybierają rodzinę.

Różnią się za to eksperci. Według jednych rodzina absorbuje nas, ogranicza, a my zamykając się w rodzinnych twierdzach, stajemy się aspołeczni. Drudzy przekonują, że jest wręcz przeciwnie: w rodzinie ładujemy akumulatory, by mieć siłę wyjść do ludzi.

Rodzina to hamulec
Z Adamem Ostolskim, socjologiem i publicystą "Krytyki Politycznej", rozmawia Michał Stangret

Dlaczego Polacy stawiają rodzinę, szczęście rodzinne tak wysoko w rankingach najważniejszych rzeczy w życiu?

Gdyby Polacy byli szczęśliwi w życiu rodzinnym, nie byłoby ono tak pożądanym dobrem i często wymienianym marzeniem. Najprawdopodobniej więc nie jest nam najlepiej w tych naszych rodzinach.

Podczas debaty "Metra" powiedział pan, że w Polsce mamy do czynienia z podobnym wzorem więzi rodzinnych jak w południowych Włoszech, który cechuje się tzw. amoralnym familizmem. Co to oznacza?

To taki typ kultury, gdzie więzi z rodziną zastępują człowiekowi więzi ze społeczeństwem. Ufamy tylko rodzinie. Uprzedzenia jesteśmy w stanie ograniczyć, dopiero gdy lepiej poznamy obcego, ale o kredycie zaufania nie ma mowy. Boimy się, że za dużo można stracić, a to niedaleka droga do rodzenia się klanów rodzinnych, mafii.

Czy nie przekonuje pana, że rodzina może być dla Polaków azylem, gdzie mogą naładować akumulatory, by z większymi siłami ruszyć do aktywności społecznej?

Oczywiście, że rodzina może być taką odskocznią, buforem bezpieczeństwa, schronieniem. Z tym że istnieje też druga strona tego medalu. Dlaczego Polacy z taką gorliwością chcą chronić się w swoich rodzinach? Bo nie czują się wystarczająco bezpiecznie w społeczeństwie. Nie otrzymują wystarczającej opieki od państwa, samorządów. Rodzina to dla nich jedyna droga ucieczki.

Ale przecież w stronę rodziny uciekamy nie od dziś.

Moim zdaniem to uwydatniło się w okresie zaborów i nabrzmiewało przez cały okres, gdy Polska nie miała swojej państwowości. To z kolei spowodowało upadek zaufania do dobra wspólnego. Powstawał wzór rodzinnych twierdz, jedynego schronienia dla Polaków. Nawarstwianie przez dziesięciolecia takich postaw sprawia, że teraz powoduje, że tak trudno nam się od tego oderwać.

Dlatego teraz nepotyzm wciąż jest dla nas nieznanym słowem?

Ta długa polska tradycja kultywowania aktywności społecznej opartych na więzach rodzinnych kontrastuje ze standardami zachodnimi, które teraz chcielibyśmy zaszczepić w Polsce. Tam nepotyzm jest piętnowany, u nas mniej razi i obawiam się, że musi jeszcze sporo czasu upłynąć, zanim to się zmieni.

Rodzina nie jest hamulcem
Piotr Pałka, szef serwisu Fronda.pl
Obawy o to, że rodzina może być hamulcem dla zaangażowania w działalność społeczną, są nieuzasadnione. Cieszy mnie, że ogromna większość badanych na polecenie "Metra" młodych Polaków jest bardziej lojalna wobec własnej rodziny, niż wobec szefa czy społeczności lokalnej. To o tyle ciekawe, że sukcesy zawodowe czy kult zabawy bez ograniczeń są znacznie mocniej eksponowane w mediach, niż ciepło i stabilność, jakie daje rodzina. Młodzi nie dali sobie narzucić tego wykrzywionego obrazu.

Nie widzę zależności typu "im bardziej jestem zaangażowany w życie rodziny, tym mniej się angażuję w życie wspólnoty". Możemy się tylko domyślać, że jest wiele czynników, które powodują obojętność wobec problemów wspólnoty i zajęcie się "własnymi sprawami". Moim zdaniem ma to niewiele wspólnego z ucieczką w życie rodzinne.

Polska historia mówi dokładnie coś przeciwnego. To właśnie w rodzinach kultywowano cnoty bezinteresownego zaangażowania w sprawy publiczne. Na tym była zbudowana siła I i II Rzeczypospolitej, nie zaś na grupie zaangażowanych - jakbyśmy ich dzisiaj nazwali - "singli".

Jakie to może mieć znaczenie dzisiaj? Przede wszystkim działalność społeczna wymaga sporej wiedzy na temat tego, jak jest zorganizowane społeczeństwo, co odczuwają obywatele, jakie są ich troski i marzenia. Większość Polaków żyje w rodzinach, więc znajomość tego kontekstu przez osoby zaangażowane w życie społeczne jest bardzo ważna.

Działalność publiczna to ciężki kawałek chleba, nie zawsze są to same sukcesy, nie zawsze ludzie okazują nam za nią wdzięczność. W takich momentach człowieka może ogarnąć zwątpienie. Wtedy liczy się dobre słowo bliskich sobie ludzi, którzy patrzą na naszą działalność z pewnego dystansu, ale dobrze nam życzą.

Jeśli państwo potrzebuje dobrych obywateli, to kuźnią jest właśnie rodzina. To tutaj następuje bardzo ważna relacja dla życia społecznego. Z jednej strony rodzicom łatwiej zrozumieć, po co się trudzą, uczestnicząc w życiu zbiorowości, bo wiedzą, że robią to także dla swoich dzieci. Z drugiej strony wychowują nowe pokolenie Polaków i to od nich zależy, jakimi ich dzieci będą obywatelami. Żeby to wszystko przyniosło pozytywny skutek, rodziny muszą być jednak nośnikiem swoistego etosu. Jak już wspomniałem, był on w dawnej Polsce elementarną częścią wychowania. Dzisiaj nie jest jednak powszechny. Rodzina nie jest hamulcem, może natomiast - pod warunkiem pielęgnowania wspomnianego etosu - skutecznie stymulować ludzi do ciężkiej pracy dla ogółu.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów