Jeszcze dwa, trzy lata temu do diecezjalnych i zakonnych seminariów zgłaszało się rocznie 1800 młodych ludzi, którzy chcieli zostać księżmi, zakonnikami i siostrami zakonnymi. To o 100 osób mniej niż wcześniej. Księża spadek ten tłumaczyli m.in. niżem demograficznym i wyjazdami młodzieży za granicę do pracy. Uspokajali, że nie ma mowy o kryzysie powołań.
Jednak najnowsze dane nie pozostawiają wątpliwości: liczba chętnych gwałtownie spada. W ubiegłym roku akademickim w seminariach kształciło się tylko 1,6 tys. osób, a w tym - zaledwie 1,3 tys.
Po raz pierwszy do niektórych zakonów - np. do słynących z opieki nad chorymi i ziołolecznictwa bonifratrów, oaulistów czy barnabitów - nie zapukał ani jeden chętny. Do marianów, pijarów czy karmelitów - zaledwie po dwóch, trzech. Żadnych nowych kandydatów do kapłaństwa nie ma w ordynariacie polowym, a do seminarium w Łowiczu zgłosił się tylko jeden kandydat. - Aby normalnie prowadzić zajęcia, łączymy naszych czterech pierwszoroczniaków z grupą czterech osób, które zgłosiły się do pobliskiego Zgromadzenia Ducha Świętego - mówi ks. Wojciech Szukalski z Wyższego Seminarium duchownego w Bydgoszczy. Podobnie jest w co trzecim polskim seminarium.
Skąd ten kryzys? Bp Wojciech Polak, delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Powołań, uważa, że duży wpływ mają niedawne głośne odejścia z Kościoła znanych księży i zakonników. Ks. Szukalski wskazuje na pogarszający się wizerunek społeczny osób duchownych. - Wielu rodziców ma problemy z przyjęciem decyzji ich dzieci o wstąpieniu do seminarium czy zakonu. Coraz więcej grzechów ludzi Kościoła wychodzi obecnie na jaw. I choć z jednej strony to pozytywna rzecz, bo zmusza nas, księży, byśmy robili rachunek sumienia, to jednak trudno oczekiwać od młodych, by z chęcią zasilali nasze szeregi, a od ich rodziców, by byli z tego zadowoleni - mówi ks. Szukalski.
Księża skarżą się też na negatywną presję ze strony rówieśników: młody kandydat do kapłaństwa często musi się liczyć z utratą znajomych. - Nie robię z księży męczenników, ale wystarczy założyć koloratkę i przejść się po mieście, by usłyszeć dziesiątki wyzwisk. Że księża są chciwi, że się mądrzą, jak żyć uczciwie, a sami mają tyle na sumieniu. I weź tu, młody człowieku, załóż sutannę, noś ją do końca życia i tłumacz się ze wszystkich grzechów ludzi Kościoła. Wielu młodych ludzi uważa, że to zbyt trudne wyzwanie - mówi.
Jaki sposób ma Kościół na kryzys powołań? - Potrzeba więcej księży, którzy w bardziej przekonujący sposób dawaliby młodym świadectwo, że warto iść drogą kapłaństwa - twierdzi bp Polak.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl