Zerówki do podstawówki - Dzień dobry, pani minister już na państwa czeka - tak Jerzy Barski, ministerialny doradca, powitał wczoraj rodziców, którzy przybyli o 10 na spotkanie. W sumie było osiem osób.
I zaczęło się. - Ale państwa jakoś dużo, a my zaprosiliśmy tylko cztery osoby - mówił Barski. - Minister Hall w zaproszeniu napisała, że przedmiotem spotkania ma być "merytoryczna rozmowa o przyszłości polskiej edukacji", więc wzięliśmy ze sobą doświadczonych nauczycieli i pedagogów, żeby sprostać rzeczowej rozmowie - tłumaczył Tomasz Elbanowski, przedstawiciel rodziców z akcji "Ratuj maluchy". - Bez nich nie wejdziemy, bo rozmowa mijałaby się z celem.
- A to nie można było zadzwonić wczoraj i o tym uprzedzić? Niestety, takie mamy formalności, że mogą wejść jedynie osoby, których nazwiska widnieją na zaproszeniu - tłumaczył Barski.
Rodzice i eksperci trzy razy zwracali się do doradcy, by ten poprosił minister Hall, aby zgodziła się wpuścić wszystkich. Tłumaczyli, że niektórzy przyjechali specjalnie z Gdańska.
Przez 40 minut Barski kursował w tę i we w tę. Ale minister była nieugięta. W końcu rodzice usłyszeli, że może i zgodziłaby się wpuścić wszystkich, ale w ministerstwie akurat nie ma ekspertów od reformy - tłumaczył Barski.
- Dziwne, że minister edukacji zaprasza, jak rozumiem, na poważne rozmowy o przyszłości edukacji w Polsce, a nie przewiduje obecności ekspertów - ironizowała Dorota Dziamska (dyr. ośrodka kształcenia nauczycieli). W końcu coraz bardziej zniecierpliwiony Barski zwrócił się do koczującej przed wejściowymi bramkami grupy: - A czy któreś z państwa wpuściłoby do swojego domu osoby niezaproszone? Ci tłumaczyli, że to nie dom minister Hall, tylko ministerstwo, a w końcu przyznali: - Może jesteśmy naiwni, ale myśleliśmy, że minister wykaże się odrobiną otwartości.
Po czterdziestu minutach padło po raz ostatni: - Wchodzą państwo czy nie? - To może w takim razie umówimy się na inny termin, gdy w ministerstwie będą eksperci? - zaproponował w odpowiedzi Tomasz Elbanowski. Odpowiedź brzmiała: - Minister Hall zgodziła się. Zapraszam na górę, by uzgodnić termin.
- Tam przyjął mnie wiceminister Krzysztof Stanowski. Wstępnie uzgodniliśmy termin na 26 lutego - mówi Elbanowski.
Tym razem będą mogli wejść z rodzicami nauczyciele i pedagodzy, bo ministerstwo obiecuje, że zorganizuje też własnych ekspertów. Wciąż nie wiadomo, czy ministerstwo zgodzi się wpuścić media na spotkanie.
Po spotkaniu rodzice i ich eksperci byli rozżaleni na zachowanie minister, ale trochę też na siebie: - Od dziewięciu miesięcy się dobijamy, zapraszamy Hall na wszystkie wiece. W końcu nam odpowiedziała. Może trzeba było jednak wejść na spotkanie bez ekspertów - mówili między sobą.
Przegłosowana już w sejmie reforma - choć czeka teraz jeszcze na podpis prezydenta, który zapowiadał weto - to najprawdopodobniej i tak przejdzie, bo Lewica obiecała koalicji PO-PSL poparcie przy odrzuceniu prezydenckiego weta w zamian za emerytalne przywileje dla nauczycieli. Zgodnie z nią rodzice sześciolatków będą mieli jeszcze przez trzy lata wybór - posłać dziecko do szkoły albo do przedszkolnej zerówki. W praktyce wszystko zależy od samorządów. W Warszawie np. zerówki w większości przenosi się do szkół. A te, niestety, wciąż nie są przygotowane na przyjęcie maluchów. Protestującym rodzicom zależy właśnie na tym przygotowaniu szkół.
Co więc minister Hall miała do przekazania wczoraj rodzicom? Po co zapraszała ich do siebie? Tego się może dowiemy 26 lutego.
Można mieć pretensje do rodziców, ale to minister przegrała
Dr Dariusz Tworzydło, ekspert ds. public relations z Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie Bez wątpienia część gości przyszła wczoraj do ministerstwa nieproszona. Nie można więc mieć do pani minister Hall pretensji, że ich nie wpuściła. Są pewne procedury, których w takich wypadkach należy przestrzegać, choćby ze względów bezpieczeństwa. Goście mogli przecież zadzwonić nawet dzień wcześniej, uprzedzić, że jednak wezmą ze sobą ekspertów. Ale pytanie, czy jednak warto było tak rygorystycznie odmawiać spotkania? Przyjazna rozmowa na pewno dobrze wpłynęłaby na wizerunek minister Hall. To, co zrobiła, może powodować - być może zupełnie niesprawiedliwe - poczucie, że bała się rodziców. Można było ich zaprosić na górę i wytłumaczyć, że dziś spotkanie będzie kurtuazyjne, bo nie ma akurat ministerialnych ekspertów, a na spotkanie eksperckie umówić się w innym terminie. Można było przynajmniej do tych ludzi zejść. To zostałoby odebrane przez opinię publiczną jako profesjonalizm i dowód na to, że minister jest otwarta na obywatela i nie wykorzystuje jego potknięcia.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl