http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rozkaz: Tybet ma się bawić

Katarzyna Kęsicka
2009-02-25, ostatnia aktualizacja 2009-02-25 00:48

Tybetańczycy opłakują ofiary ubiegłorocznych protestów krwawo stłumionych przez Chiny. Tymczasem chińskie władze chcą zmusić ich do świętowania Nowego Roku. Pod kolbami bagnetów

Lhasa, 2008
Fot. Rune BACKS AFP
Lhasa, 2008
SERWISY
Tybet po olimpiadzie: przykręcanie śruby

Z Adamem Koziełem, ekspertem ds. Chin i Tybetu z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, rozmawia Katarzyna Kęsicka

Doniesienia z Tybetu są niepokojące: Chiny skierowały tam wojsko i zamknęły region dla cudzoziemców. Dlaczego?

Zaczęło się od apeli anonimowych blogerów z Tybetu, by nie świętować przypadającego dziś Nowego Roku i uczynić 25 lutego Dniem Żałoby. Przecież zbliża się pierwsza rocznica krwawo stłumionych wielkich protestów niepodległościowych w Lhasie, które wybuchły 14 marca. Zginęło w nich 220 Tybetańczyków, były tysiące rannych, do więzień trafiło 10 tys. osób. Chińskie władze w odpowiedzi ogłosiły Nowy Rok świętem państwowym, po raz pierwszy w historii Tybetu. Mieszkańcy dostali tydzień wolnego. Ludziom rozdawane są bony na zakupy i fajerwerki. Chiny chcą zmusić Tybetańczyków do świętowania pod bagnetami: ściągnięto masy wojska, przechodniów kontrolują uzbrojone patrole, na dachach budynków pojawili się snajperzy. Tybet odcina się od świata - właśnie przestał działać internet i telefony komórkowe.

Czego Chiny się boją?

- Zamieszek, podobnych do zeszłorocznych. Bo z kolei 10 marca przypada 50. rocznica powstania tybetańskiego przeciwko chińskiej okupacji. W walkach z Chińską Armią Ludowo-Wyzwoleńczą zginęło wtedy 86 tys. Tybetańczyków, kolejne dziesiątki tysięcy zabito w publicznych egzekucjach, spacyfikowano klasztory, a Dalajlama musiał uciekać. To najbardziej newralgiczna data w historii Tybetu. A władze Chin zachowują się tak, jakby dążyły do konfrontacji. Kilka dni temu zmieniły statut reżimowego Ogólnochińskiego Stowarzyszenia Buddyjskiego, któremu podlegają tybetańskie klasztory. Zakazano mnichom "udziału w działaniach podważających socjalistyczną stabilność społeczną", a Dalajlamę - największy autorytet duchowy i religijny dla Tybetańczyków - nazwano "watażką separatystycznego ruchu antychińskiego" i "największą przeszkodą w rozwoju buddyzmu".

Po ubiegłorocznych zamieszkach Chiny dosłownie spacyfikowały Tybet, wprowadzając w regionie nieformalny stan wojenny. Czy teraz Tybetańczycy odważą się wyjść na ulice, zaprotestować?

- Nie wiemy dokładnie, co tam się dzieje. Dostajemy tylko szczątkowe informacje, bo mało który Tybetańczyk ma odwagę rozmawiać dłużej przez telefon z zagranicą. Ale słyszymy, że napięcie jest tak wielkie, iż nawet drobne incydenty kończą się rozruchami i zbrojną interwencją. 15 lutego w okręgu Lit Hang na ulicę wyszedł jeden mnich z portretem Dalajlamy. Aresztowano go, ale następnego dnia milicja musiała rozpędzać dziesiątki, a później setki ludzi. 19 lutego w okręgu Nagczu doszło do scysji między tybetańskim kierowcą busa a chińskim taksówkarzem o pasażera. Interwencja chińskiej drogówki skończyła się starciami z tłumem Tybetańczyków, którzy zaczęli podpalać sklepy. Wezwano uzbrojone oddziały, wiemy, że padły strzały. Tybet to beczka prochu. A władze chińskie przez ostatni rok nie zrobiły nic, by uspokoić sytuację. Wprost przeciwnie: eskalują siłę i przemoc.

Losar odwołany

Zgodnie z tradycją Tybetańczycy nie świętują Losaru, czyli Nowego Roku, jeśli w poprzednim roku zmarł ktoś z rodziny. Tybetańczycy mieszkający w Polsce w geście solidarności z tybetańskim ruchem oporu odwołują zaplanowane na dziś (25.02) uroczyste obchody Losaru - czytamy na stronie www.ratujtybet.org.



Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów