Mammografia: rząd na dwa głosy - Dziesięć lat temu było nas może 100-150 osób - mówi Katarzyna Bratkowska, współorganizatorka corocznej 8-marcowej Manify. Dziś z platformy nie widziałyśmy końca manifestacji, mogła być nas 5-6 tys. - oceniła. - W tym roku w walce przede wszystkim o nasze zdrowie (jedno z haseł to znieczulenie przy porodzie za darmo) i ciągle o prawa kobiet wspierały nas Renata Dancewicz, Marysia Seweryn czy Paulina Młynarska. Pojawił się też były pełnomocnik rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn Magdalena Środa.
Politycy zawiedli - Mimo że w zeszłym roku "dostałyśmy" prezent od premiera w postaci Elżbiety Radziszewskiej, to nie zaszczyciła nas swoją obecnością. Może się pani ukrywa gdzieś w tłumie - ironizowały organizatorki. Ironii w tym roku nie zabrakło. Zgromadzeni choć niemrawo, jednak skandowali za organizatorkami "Po co nam in vitro, załatw to modlitwą", "zalegalizujmy nierówność płciową", czy "zamiast Manify rekolekcje w spa w przyszłym roku".
- Od dziesięciu lat krzyczymy, co roku coraz głośniej, i nic się nie zmienia, stąd ironia, jak inaczej reagować na absurd? - pyta Bratkowska. Podkreśla, że żadna z ustaw na rzecz kobiet, a głównie te o aborcji czy in vitro nie zostały zrealizowane. Narzeka na SLD, które przed objęciem władzy zapowiadało regulacje, ale nic nie zrobiło, narzeka na bierność Platformy. Jakie jest więc polityczne zaplecze Manify? - Ja głosowałam na Polską Partię Pracy, Manifa sympatyzuję z Zielonymi, Partią Kobiet, ale w tym systemie wyborczym żadna z nich nie ma szansy zwyciężyć - przekonuje feministka.
Kolejne pokolenie w pochodzie Jedna z platform była dla matek z dziećmi, zapewne najmłodszych uczestników, ale widać też było sporo nastolatków. - Przyszłyśmy zobaczyć, co tu się dzieje, bałyśmy się, że będzie fanatycznie, ale nie, jest super - mówią chórem nastolatki (14 i 15 lat) - dwie Zuzie, Zosia i Alicja (na zdjęciu). To ich pierwsza Manifa, dowiedziały się o niej od mamy, która przekonała dziewczyny, że warto manifestować swoje poglądy.
- Trochę mi się nie podoba, że feminizm jest tak silnie łączony z antykościelnością - podkreśla Zuzia. Dziewczyny nie czują, że w szkole są dyskryminowane ze względu na płeć, ale zauważają nierówności - np. przekleństwa mają tylko kobiecy wymiar - nawet, te które dotyczą mężczyzn, obrażają ich matki. - Ja bym chciała żyć w kraju, w którym nikt nie będzie się wstydzić, czym jest. Żebym mogła wyjść w różowych spodniach i nie będę musiała się bać, że napadnie na mnie banda dresów, krzycząc to Emo, zabijmy go - tłumaczy Zuzia. Dla niej i jej koleżanek Manifa służy tolerancji i walce o równość wszystkich, dlatego tam przyszły.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl