>>
Młodzi ruszyli po państwowe pieniądze W Kijowie analitycy i eksperci rozmawiali o problemach, przed jakimi wobec kryzysu politycznego i gospodarczego stoją miasta aspirujące do miana gospodarzy Euro 2012. - W miastach oczekujących na pomoc państwa postępy są o wiele mniejsze. Już dziś widać, że Odessa i Lwów nie nadążają za innymi - ocenił Andrij Kapustin z Komitetu Euro 2012, ukraińskiej organizacji społecznej kontrolującej przygotowania do mistrzostw. Według niego w maju jako gospodarzy Euro 2012 na Ukrainie UEFA wskaże Kijów, Donieck, Dniepropietrowsk i Charków.
Prowadzone tam inwestycje powstają za pieniądze prywatne. Łożą na nie ludzie z czołówki rankingów najbogatszych obywateli Ukrainy, jak: Ihor Kołomojski (zbudował stadion w Dniepropietrowsku), Rinat Achmetow (finansuje budowę stadionu w Doniecku) i Ołeksandr Jarosławski (modernizuje stadion i lotnisko w Charkowie).
Eksperci są zdania, że ciężar przygotowań kraju do mistrzostw spadł na prywatnych inwestorów, ponieważ politycy są zajęci wzajemnym zwalczaniem siebie. Według nich przez kłótnie między prezydentem Wiktorem Juszczenką a premier Julią Tymoszenko kraj ma problemy z finansowaniem inwestycji, a przez wojny toczone w parlamencie brakuje ustaw ułatwiających zaangażowanie w inwestycje obcego kapitału. - Do startu turnieju pozostało 1187 dni. To bardzo krótki czas, z czego nasi politycy nie bardzo zdają sobie dziś sprawę - podsumował Kapustin. A politolog Witalij Kułyk nakreślił pesymistyczną wizję na przyszłość, stwierdzając, że "przygotowania do Euro 2012 zbiegają się w czasie z kampanią prezydencką przed wyborami w 2010 r., w której kandydaci chętnie będą sięgać do tematu ME, niewiele w tej sprawie robiąc".
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl