http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Oszukani bez szans na ratunek

kig
2009-03-25, ostatnia aktualizacja 2009-03-25 00:00

Mieli mieć piękne mieszkania blisko lasu. Ale deweloper zniknął, zostawiając jedynie fundamenty i długi. Niedoszli lokatorzy osiedla Żubr są bezradni. Podobnie czują się mieszkańcy apartamentowca przy Nowoursynowskiej 139 w Warszawie. Oni mieszkania mają od lat, ale wciąż nie są ich właścicielami

ZOBACZ TAKŻE
>> Grasz na aukcjach w sieci? Uważaj na skarbówkę

Osiedle Żubr - Niepołomice

W internecie do dziś można znaleźć stronę internetową spółki Providentia, która zachęca do zakupu mieszkań na osiedlu Żubr w Niepołomicach pod Krakowem. "Jest takie miejsce... dokąd Władysław Jagiełło przyjeżdżał z Krakowa na długie miesiące, gdzie szumi puszcza i po dziś dzień żyją żubry, gdzie co roku powstają setki miejsc pracy, gdzie żyje się spokojnie, lecz ciekawie" - czytamy w ofercie. Taka reklama przekonała ok. stu rodzin, które w 2007 roku kupiły od firmy mieszkania. Tam, "gdzie szumi puszcza", straszą dziś szkielety niedokończonych domów. Biura Providentii świecą pustkami, podobnie jak jej konto bankowe, na które niedoszli mieszkańcy wpłacili 12 mln złotych. Dług dewelopera wobec wykonawcy - firmy Adma, opiewa na 17 mln. Ile wynosi zadłużenie dewelopera wynikające z innych zobowiązań, nie wiadomo. Budowa stanęła.

- Próbowaliśmy ją ratować na własną rękę. Adma zgodziła się dokończyć inwestycję, jeśli oszuści pozwolą jej przejąć budowę w zamian za długi. Bank poszedł nam na rękę i był skłonny dalej wszystko kredytować - mówi Dariusz Lackosz, jeden z oszukanych. - Jednak Providentia w ostatniej chwili się wycofała.

Pan Dariusz na wymarzone mieszkanie w Niepołomicach zaciągnął kredyt - 350 tys zł. 140 tys. bank zdążył przekazać deweloperowi. W tej chwili rata tego kredytu wynosi 750 zł miesięcznie. Dodatkowo płaci za wynajęcie mieszkania. - Bank w każdej chwili może wycofać nam kredyt. Zostaniemy z długiem bez możliwości kupna innego mieszkania - mówi załamany.

Szanse na to, by kiedykolwiek odzyskał mieszkanie, są niemal zerowe. Potrzeby wierzycieli takich jak on w przypadku bankructwa dewelopera zaspokaja się na samym końcu. Zgodnie z prawem przed lokatorami w kolejce ustawi się bank oraz wykonawca. Dla reszty może nie wystarczyć.

Nowoursynowska 139 - Warszawa

Mieszkańcy tego apartamentowca, nim odebrali klucze do mieszkań, zapłacili deweloperowi - Natolin Plaza Center sp. z o.o. 100 proc. wartości lokali. Ten najpierw wielokrotnie przesuwał termin wydania im mieszkań, zmuszając do podpisywania niekorzystnych aneksów do umów. Kiedy wreszcie mogli się cieszyć własnymi M, okazało się, że nieprędko staną się ich pełnoprawnymi właścicielami. Do dziś, choć od zakupu mieszkań minęły ponad dwa lata, nie mają aktów notarialnych potwierdzających, że są właścicielami. Deweloper w nieskończoność odwleka ich podpisanie - obecnie próbuje np. dzielić administracyjnie budynek na 18 części. Kiedy Biuro Geodezji i Katastru nie zezwoliło na taki podział, deweloper się odwołał i sprawa wydania aktów notarialnych znów odsunęła się w czasie. Mieszkańcy stracili cierpliwość. Na swoich balkonach wywiesili bannery: "Dwa lata bez aktów notarialnych", "Stop nieuczciwym deweloperom". Deweloper zareagował nerwowo. Przy pomocy ochroniarzy oraz dźwigu chciał pozrywać bannery. Bezskutecznie. Mieszkańcy wezwali policję. Jednak niewiele więcej mogą zrobić.

- Przedstawiciele firmy unikają kontaktu z mieszkańcami - twierdzi Maciej Skowroński, "prawie właściciel" jednego z mieszkań w feralnym bloku. - Trudno uwierzyć w ich dobre intencje. Łatwiej w to, że względem naszych mieszkań deweloper ma jakieś niecne plany - dodaje. Lokatorzy podejrzewają, że pod zastaw mieszkań, których właścicielem formalnie ciągle jest firma, chce zaciągnąć nowe kredyty. Deweloper nie komentuje sprawy.

Na swojej stronie internetowej www.nowoursynowska139.pl mieszkańcy piszą: "Wywieszone bannery są krzykiem naszej rozpaczy!!! Mamy nadzieję, że nasza sytuacja zainteresuje przedstawicieli władz samorządowych niższych i wyższych szczebli, co w konsekwencji doprowadzi do zmiany przepisów, które będą chroniły interesy zwykłych obywateli".

Jak nie dać się oszukać - radzi mec. Agnieszka Jędrzczak, radca prawny:
Kupując mieszkanie od dewelopera, możemy zawierać z nim kilka rodzajów umów. Większość z nich to umowy przedwstępne (choć w nagłówku mają informację, że są "umową kupna sprzedaży mieszkania"). Prawo dla tego typu umów nie wymaga formy aktu notarialnego. Jednak zawsze możemy takiej formy zażądać i należy to robić. Dlaczego? Jeśli zawrzemy z deweloperem zwykłą umowę w formie pisemnej, na jej podstawie możemy dochodzić w sądzie wyłącznie odszkodowania. Nie mamy żadnych prawnych możliwości nacisku na dewelopera, by ten przeniósł na nas prawo własności do lokalu, który kupiliśmy. Jeśli umowa przedwstępna ma formę aktu notarialnego, takiego przeniesienia może dokonać sąd, który zastąpi notariusza.
Dlatego choć umowy w formie aktu notarialnego nie są tanie, warto się w ten sposób zabezpieczać. Jeśli deweloper nie chce w ten sposób podpisywać umów, należy na niego patrzeć bardzo podejrzliwie, a najlepiej zrezygnować z transakcji.
Niezwykle ważne tak naprawdę jest, żeby zanim się podpisze jakąkolwiek umowę, zasięgnąć opinii czy rady prawnika bądź rzecznika praw konsumenta lub Federacji Konsumentów. Osobnym rozdziałem dotyczącym umów z deweloperami są bowiem stosowane przez nich niedozwolone klauzule.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów