W stolicy ludzie stali przez noc w kolejce, aby zapisać dzieci do żłobka. Zgadzam się z wiceprezydentem Warszawy Włodzimierzem Paszyńskim, że tak być nie powinno. Ale niepokoi mnie to, że pan prezydent podkreśla "kompletny brak wyobraźni" dyrektorki żłobka i rozgrzesza się swoją niewiedzą.
Czy to nie pan wiceprezydent Paszyński powinien najpierw uderzyć się w piersi? Czy zwolniona pani dyrektor jest winna, że w warszawskich żłobkach brakuje miejsc dla dwóch tysięcy dzieci? Przecież od zmiany zasad rekrutacji miejsc by nie przybyło.
Od dawna wiadomo (gazety donoszą o tym co roku, "Metro" też), że w największych polskich miastach, a w Warszawie w szczególności, dramatycznie brakuje przedszkoli i żłobków. Tymczasem władze Warszawy z uporem marginalizują problem. Bo to co zrobiły z pewnością nie wystarcza.
Jaki przykład innym miastom daje stolica, jeśli pan, panie prezydencie, zrzuca odpowiedzialność na podległych urzędników, przyłączając się do medialnej na nich nagonki?
Źródło: Dziennik Metro