Mariusz Jałoszewski: Drogi się sypią, kolej miejscami jeździ wolniej niż przed II wojną, a dworce cuchną. Jak będzie za 20 lat? Adrian Furgalski: - Jeszcze kilkunastu następnych ministrów infrastruktury będzie miało co robić. Ale w drogach coś ruszyło. Dla polityków drogi są sexy, zapewniają popularność. Za to dystans kolei do Europy, to przynajmniej 30 lat. Jeżeli nie przyspieszymy i w najbliższych dniach zostaną obcięte inwestycje na ten rodzaj transportu, będzie jeszcze gorzej.
A nie lepiej postawić na rozwój kolei, zamiast dróg? - Obie rzeczy są potrzebne. Ale kolej jest bardziej przyjazna środowisku i bardziej wydajna. Jestem za hasłem "kontenery z tirów na tory". Najpierw jednak musimy kolej doinwestować, pobudować terminale przeładunkowe. Cel na przyszłość, to budowa polskiego TGV - musimy włączyć się do sieci szybkich kolei łączących Europę.
Nie wolno zapominać o modernizacji linii lokalnych. Do takich połączeń trzeba będzie dokładać, pilnując kosztów, ale samorząd, jako właściciel przewozów regionalnych, jest z tym pogodzony, bo tak jest na całym świecie.
Kolej to przyszłość, tak jak i kolejka podmiejska, którą można najszybciej dojechać do dużych miast, bo nie stoi się w korkach. No, ale jak nie zniknie tak zbędna i nieefektywna struktura, jak PKP, to niewiele się zmieni, a Europę będziemy gonić nawet 100 lat, jak wieszczy w kwestii modernizacji dworców Najwyższa Izba Kontroli. Dworce trzeba oddać samorządom, które lepiej będą wiedziały, jak o nie zadbać. Rząd musi przyspieszyć prywatyzację spółek kolejowych, bo państwo jako właściciel, nie jest od wożenia węgla czy ludzi.
Odpuściłbym sobie ratowanie za wszelką cenę transportu rzecznego. Nie opłaca się też budować centralnego portu lotniczego pomiędzy Łodzią, a Warszawą na 50-70 mln pasażerów, nie wiadomo skąd i dokąd mających latać. Lepiej wspierać rozwój lotnisk regionalnych.
A na jaki cel zagłosuje Pan w akcji Polska '2029? - O drogi zatroszczą się politycy, więc stawiam na kolej.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl