http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Komu rząd dopłaci do kredytu?

Katarzyna Zachariasz
2009-05-19, ostatnia aktualizacja 2009-05-20 13:59

Rząd przyjął projekt dopłat do kredytów mieszkaniowych dla bezrobotnych. Pomoc dostaną tylko małżeństwa i single. O związkach nieformalnych w dokumencie nie ma mowy

Jolanta Fedak
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Jolanta Fedak
Po ponad trzech miesiącach od pierwszych zapowiedzi rząd przyjął wczoraj projekt ustawy o dopłatach do kredytów mieszkaniowych dla osób bezrobotnych. Będą się o nie mogli ubiegać ci, którzy stracili pracę po 1 lipca 2008, zarejestrowali się w urzędzie pracy i mają prawo do zasiłku. Ostatecznie rząd poparł też pomysł, który forsował minister Michał Boni - pomoc będzie przysługiwała nawet wówczas, gdy tylko jedno z małżonków straci pracę (minister Jolanta Fedak proponowała, by przyznawano ją tylko w wypadkach, gdy oboje małżonkowie są bezrobotni). Dopłaty nie dostaną ci, którzy zostali zwolnieni dyscyplinarnie lub odeszli sami. W projekcie nie ma jednak mowy o osobach, które wzięły kredyt wspólnie z partnerem z nieformalnego związku.

O tym, czy należy się pomoc i jak duża ona ma być, zadecyduje starosta. Kredytobiorca nie dostanie pieniędzy do ręki. Fundusz Pracy, z którego będzie finansowany program (są w nim gromadzone środki na łagodzenie skutków bezrobocia, pochodzące m.in. ze składek pracodawców, dotacji z budżetu i Unii) przekaże środki do Banku Gospodarstwa Krajowego, a ten przeleje je bezpośrednio do banków, w którym zaciągnięto kredyt. Dotacje nie staną się jednak bezzwrotnym prezentem, ale rodzajem nieoprocentowanej pożyczki. Pieniądze będą wypłacane przez 12 miesięcy, maksymalnie po 1200 złotych. Z wyliczeń firmy Expander wynika, że to wystarczy na spłatę pełnej raty kredytu w złotych w wysokości 170 tys. zaciągniętego na 30 lat. Po dwóch latach pożyczkobiorcy zaczną spłacać rządową pożyczkę. Czas spłaty wyniesie osiem lat, ale w wyjątkowych sytuacjach zaistnieje możliwość przedłużenia terminu. Wnioski o dopłaty będzie można składać do 31 grudnia 2010.

Ustawa cieszy spłacających kredyty, którzy stracili pracę, ale eksperci już wytykają jej wady:

- To dobry pomysł, żeby przeciwdziałać psychologicznym skutkom kryzysu, ale dopłaty nie powinny być dostępne dla każdego. Nie ustalono żadnego kryterium dochodowego ograniczającego ich dostępność - mówi Mirosław Barszcz z Business Centre Club. - Dopłaty będą więc przysługiwały bardzo zamożnym kredytobiorcom, ale Kowalskiemu, który straci pracę i znajdzie nową za 1000 zł, już nie - mówi Janusz Piechociński z PSL. - W dodatku w ich przyznawanie zaangażuje się urzędy pracy, które nie mają odpowiedniego doświadczenia - dodaje.

- Za pieniądze podatników rząd rozwiązuje problemy banków i deweloperów, a ludzie są używani jako system przepływu środków. Nie ma potrzeby tworzenia ustawy. Wolny rynek poradził sobie sam. Przecież od dawna instytucje finansowe oferują elastyczne formy spłacania kredytu - mówi Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.

Teraz ustawą w ciągu najbliższych kilkunastu dni zajmie się Sejm. Szef klubu PO, Zbigniew Chlebowski zapowiedział, że koalicja zrobi wszystko, by ustawa ta została przez Sejm przyjęta w czerwcu biegłego roku. - Marzy mi się, żeby ta ustawa mogła obowiązywać od 1 lipca 2009 r. - zapewnił Chlebowski.



Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl





Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów