Z prof. Anną Gizą-Poleszczuk z Instytutu Socjologii UW rozmawia Michał Stangret
Jak stworzyć kapitał społeczny, sprawić, byśmy sobie ufali i współpracowali ze sobą? - Oczywiście, dużo lepiej by się w Polsce żyło, gdybyśmy potrafili się organizować, wspólnie ulepszać nasze otoczenie, chętniej pomagali innym. Ale tego nie da się zmienić, apelując do ludzkich serc czy reformując edukację. Nasz podstawowy problem polega na braku komunikacji, nie rozmawiamy ze sobą o tym, czego potrzebujemy.
To znaczy? - Czy któraś szkoła pyta uczniów, co chcieliby zmienić w budynku? Czy któraś rada miasta pyta mieszkańców, co chcieliby zmienić w mieście? Decyzje są podejmowane w urzędach, a mieszkańcy mogą się najwyżej wypowiedzieć: zgadzam się na staw w tym miejscu albo nie. Ale już nie mają szans brać udziału w decydowaniu, jaki to ma być staw, co tam ma pływać, ani nawet samemu popracować przy jego tworzeniu. Trzeba im to umożliwić.
Są dyżurne listy akcji społecznych, którymi się z doskoku zajmujemy, robiąc pospolite ruszenia. Rzeczy spoza listy są niezauważane, a wystarczy przejść się po okolicy i porozmawiać z ludźmi, zapytać, czego potrzebują. Niedawno robiliśmy wśród organizacji pozarządowych ankietę, pytaliśmy, skąd wzięli pomysły na działalność. Szokujące było to, że ani jedna organizacja nie powiedziała, że to ludzie przyszli do niej z problemem. Wszyscy wskazywali, że to sami organizatorzy wymyślili, co i dla kogo będą robić. Powszechne jest myślenie "ja wiem, co innym jest potrzebne i postanowiłem, ze będę im pomagał". W efekcie wiele organizacji narzeka, że ludzie ich nie doceniają, bo oni robią np. darmowe warsztaty gry na mandolinie, a mieszkańcy dzielnicy się nie zgłaszają. Bo oni w rzeczywistości martwią się np. jak załatwić kredyt dla wspólnoty mieszkaniowej, do kogo należy hydrant na podwórku, bo chcą go przestawić. Ale żeby pomóc załatwiać takie przyziemne sprawy, nie ma chętnych, bo do tego potrzeba sporej wiedzy, a przepisy są u nas nieprzejrzyste.
Jak to zmienić? To jest właśnie najważniejsze wyzwanie dla Polski na najbliższe 20 lat. Marzy mi się taki Narodowy Program Terapii. Takie forum dyskusyjne, żeby ci, którzy chcą coś w Polsce zrobić dla dobra wspólnego - a wierzę, że jest ich sporo - nauczyli się tam ze sobą rozmawiać i wsłuchiwać w potrzeby innych.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl