Darek, napadnięty student politologii, stracił telefon i pieniądze. Nic mu się nie stało. Policja pojawiła się na miejscu 10 minut po napadzie. Bandyta zniknął. - Jestem pewien, że wcześniej już go w tym miejscu widziałem - twierdzi Darek. - Ale teraz byłem inaczej ubrany, bo szedłem na rozmowę w sprawie pracy, więc pewnie uznał mnie za kogoś, kogo warto okraść - dodaje.
Student był pewien, że bandytę da się złapać, bo na przystankach, gdzie często dochodzi do napadów, zakłada się monitoring. Nic z tego, bo na pętli wciąż jest zbyt bezpiecznie! Z policyjnych statystyk wynika bowiem, że w ub. roku w tym miejscu doszło do "zaledwie" 8 wykroczeń i przestępstw. Dla porównania, na stołecznej Pradze, na monitorowanych placu Hallera i ulicy Brzeskiej - łącznie do ponad 60.
- To miasto decyduje, gdzie montować kamery. My tylko podpowiadamy - broni się rzecznik stołecznej policji, nadkom. Marcin Szyndler.
- Ostatecznie o rozmieszczeniu kamer decyduje policja, my jesteśmy wykonawcą - twierdzi natomiast Jacek Gniadek, dyrektor Zakładu Obsługi Systemu Monitoringu w Warszawie. Na rozbudowę sieci kamer w stolicy w 2009 i 2010 roku przeznaczono z budżetu miasta 10 mln złotych. W tym roku przybędzie około 30 kamer - w tej chwili warszawskie ulice obserwuje ich około 500. Ale jak twierdzi dyrektor Gniadek, żadna z kamer nie zostanie zamontowana na żerańskiej pętli. - Tego miejsca nie przewidziano - przyznaje.
- Nie zamierzam czekać, aż w tym miejscu dojdzie do jeszcze większej tragedii - mówi Darek. I dlatego w swojej uczelni - Szkole Wyższej im. Bogdana Jańskiego zamierza zbierać podpisy pod petycją ws. założenia monitoringu na pętli. - Głos społeczeństwa jest jednym z elementów, na podstawie których wybieramy miejsca, gdzie powinny stanąć kamery - dodaje Szyndler.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl