>>
Nowy, ciekawy zawód... Po pięciu miesiącach trwania kontroli skarbowych Ministerstwo Finansów ujawniło wczoraj wstępny raport. Z informacji przekazanych przez resort wynika, że właściciele tzw. funshopów nie zapłacili 1mln 200 tys. zł podatku. Sprzedawcy dopalaczy handlowali towarami "spod lady" wartymi ponad 132 tys. zł, zaniżali też podatek VAT (w sumie o 692 tys. zł) oraz nie zgłosili do opodatkowania towarów wartych 360 tys. zł, kupionych na unijnym rynku. Należności może być więcej, ponieważ skarbówka wciąż sprawdza rachunki kolejnych 28 sklepów. - Wszystkie należności podatnicy będą musieli spłacić razem z odsetkami. Niewykluczone są też konsekwencje karno-skarbowe - mówi Magdalena Kobos, rzeczniczka resortu finansów.
Kontrola skarbowa w sklepach z dopalaczami zaczęła się w styczniu. Inspektorzy sprawdzali legalność pochodzenia sprzedawanego towaru, zgodność dokumentów celnych z asortymentem, porównywali dokumentacje z ilością towaru na półkach i w magazynie
- Dopalacze stają się coraz bardziej popularne wśród młodzieży. Po marihuanie i alkoholu są używką, po którą młodzi ludzie sięgają najczęściej. Popieram każdą legalną metodę walki z ich sprzedawcami - nie ukrywał zadowolenia z działań skarbówki Piotr Jabłoński, dyrektor Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii.
To kolejna próba walki ze sprzedawcami dopalaczy. Działalności sklepów przyglądała się też prokuratura, sanepid i inspekcja farmaceutyczna. Wszystkie kontrole wypadły dla handlujących korzystnie. Efektów nie przyniosła także obowiązująca od pierwszych dni maja nowelizacja listy nielegalnych substancji - urzędnicy wierzyli, że wydłużona o 17 środków lista zatrzyma rozwój rynku wspomagaczy w Polsce. Tak się nie stało - producent używek, firma Rancard Trading LTD, jeszcze przed jej wprowadzeniem poinformował, że wszystkie zabronione substancje zastąpił nowymi, jak się chwali na stronie internetowej - "równie skutecznymi" środkami.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl