>>
Nowy, ciekawy zawód... Kibice, którzy przyjechali w 2004 r. na mistrzostwa Europy do Portugalii, zostawili tam 92 mln euro. W następnym roku Portugalczycy podwoili swoje przychody z turystyki. Przed rokiem Austriacy zarobili na mistrzostwach aż 415 mln euro, Szwajcarzy niewiele mniej. Ten kraj odwiedziło milion kibiców. Gdyby za trzy lata podobna liczba przyjechała do nas, moglibyśmy liczyć na 500 mln dolarów, zakładając, że przeciętny turysta zostawia w Polsce 500 dolarów (szacunki Instytutu Turystyki).
Ale czy tak się stanie? Tego nikt nie oszacował. Nikt też dotychczas nie pomyślał, jak ściągnąć dodatkowych turystów (a tak przygotowywali się organizatorzy poprzednich Mistrzostw Europy).
Według rządowego Instytutu Turystyki w 2012 r. Polskę odwiedzi 14,2 mln turystów, a rok później o 100 tys. mniej. To bardzo dziwne szacunki, zważywszy na całkowicie odmienne doświadczenia poprzednich organizatorów mistrzostw. Niestety, mogą się okazać prawdziwe, bo jak na razie, nikt poważnie się nie zabiera do promocyjnego wykorzystania Euro 2012. Co więcej, według strategii również rządowej Polskiej Organizacji Turystycznej zajmującej się promocją naszego kraju, Euro 2012 będzie nie większym powodem do przyjazdu do Polski, niż obchody roku chopinowskiego czy prezydencja naszego kraju w Unii Europejskiej.
Urzędnicy uważają, że mają jeszcze czas, aby poważnie zająć się promocją Polski z okazji Euro 2012. - Działania promocyjne mogą rozpocząć się najwcześniej po mistrzostwach świata w RPA w 2010 r. - uważa Katarzyna Draba, rzecznik POT. Ale zwraca uwagę, że reklamowanie naszego kraju nie jest tak łatwe, jak Grecji czy Turcji, gdzie wystarczy pokazać piękne plaże (choć Austriacy i Szwajcarzy, kraje sportów zimowych, pokazali się jako miejsce, które można odwiedzać również latem). Spokój zachowuje też PL 2012, spółka odpowiedzialna za organizację turnieju. - Jesteśmy w trakcie opracowywania kampanii. Powinna być gotowa do końca roku - mówi Katarzyna Meller, rzecznik spółki.
Austriackie Narodowe Biuro Turystyczne już na cztery lata przed Euro 2008 zaczęło przygotowywać się do ściągnięcia turystów. - Polska właśnie marnuje wielką szansę. Dobre przygotowanie samej strategii promocyjnej zajmuje dwa lata - twierdzi Adam Mikołajczyk, wykładowca marketingu miejsc na Uniwersytecie Warszawskim, redaktor branżowego portalu "Brief for Poland". Przypomina, że Londyn, arena igrzysk olimpijskich w 2012 r., swoją strategię promocyjną zaczął przygotowywać już w 2006 r. - A w Polsce mamy grę interesów między takimi organizacjami, jak POT czy PL 2012. Każdy ciągnie w swoją stronę, walczy o większy budżet - dodaje Mikołajczyk.
- Tak to się kończy zawsze, gdy za promocję zabiera się kilka instytucji. Rząd powinien ogłosić jeden przetarg na kompleksową kampanię. I nie można wszystkiego zostawiać na ostatnią chwilę - ocenia Andrzej Sadowski, ekonomista Centrum im. Adama Smitha.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl