
- Bardzo mi przykro, nie zdał pan - dowiaduje się egzaminowany po trzech kwadransach jazdy po mieście. Błąd mógł popełnić już w pierwszych pięciu minutach. Dzięki zmianom wprowadzonym przez Ministerstwo Infrastruktury od wtorku egzaminator będzie musiał informować o każdym błędzie popełnionym przez kursanta. Jeśli ktoś obleje egzamin, dowie się o tym natychmiast. Nie obowiązuje już sztywny czas trwania egzaminu. Do tej pory egzaminowany musiał jeździć nie krócej niż 40 minut, oblewał najczęściej przez nieuwagę, popełniając błąd w ostatnich minutach jazdy. Teraz - jeśli odpowiednio szybko zaliczy wszystkie wymagane manewry - będzie mógł wrócić do ośrodka egzaminacyjnego nawet po 25 minutach. Z jego dokonań sporządzony zostanie dokładny protokół, którego kopię otrzyma. To skrócenie ma nie tylko poprawić zdawalność egzaminu na prawo jazdy, lecz także przede wszystkim skrócić kolejki oczekujących. Zdający oczywiście będzie musiał znać działanie poszczególnych świateł w samochodzie oraz wiedzieć "gdzie się co wlewa", ale zostanie odpytany tylko z dwóch losowo wybranych tematów.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl