Z Błażejem Kaczorowskim z polskiej filii Partii Piratów rozmawia Edyta BłaszczakMacie już plan działania, gotowe wnioski do poszczególnych komisji, co dla was oznaczają brukselskie fotele?Jest za wcześnie na wprowadzanie konkretnych pomysłów. Najpierw musimy zorientować się, jak to wszystko działa. Nareszcie w Brukseli pojawią się ludzie, którzy znają się na nowych technologiach i będą mogli tworzyć dobre prawo, bo obecnie obowiązujące nie wynika ze złych intencji, ale z nieznajomości tematyki. Będziemy mogli nareszcie otrzymywać informacje z pierwszej ręki, bo do tej pory o tym, jakie plany wobec internetu ma Bruksela, słyszeliśmy z różnych doniesień.
Będziecie walczyć o nieobwarowany żadnymi ograniczeniami dostęp do internetu?To nie jest bitwa o darmową muzykę czy filmy, tylko o prawa zagwarantowane w konstytucji, czyli prawo do prywatności, do tajemnicy komunikacji. Te prawa są zagrożone z powodu dotychczasowych regulacji - tzw. pakietu komunikacyjnego, czyli m.in. odcinania ludzi od internetu, po to, żeby kontrolować dystrybucje dóbr, które są chronione prawami autorskimi. Dystrybutorzy muszą pogodzić się z faktem, że nie są w stanie kontrolować każdej kopii w internecie.
Dlaczego? Przecież na przykład na tworzenie filmów wydawane są często grube miliony dolarów. Ci ludzie nie mają prawa zabezpieczać się przed kradzieżą?Mają i prawo powinno być do tego dostosowane - trzeba dokonać zmiany w kodeksie karnym. Ale postulujemy 5-letnią ochronę praw autorskich, a nie 50 czy 75-letnią, tak jak jest teraz. A kopiowanie nie jest kradzieżą, bo nie zabieramy komuś jego dobra, tylko je powielamy, a to co innego. Myślimy nad tym, żeby wprowadzić może 0,5-procentowy podatek od internetu, który przynosiłby twórcom kolosalne sumy w zamian za możliwość swobodnego kopiowania od kogoś filmu czy muzyki.
Jak oceniasz pomysł opodatkowania internetu? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl