To były minister sprawiedliwości dał sygnał do rozliczenia Michała Kamińskiego i Adama Bielana, którzy w PiS odpowiadali za przebieg kampanii do PE. W poniedziałek Zbigniew Ziobro powiedział, że "w Prawie i Sprawiedliwości potrzebna jest refleksja nad komunikacją społeczną, a w konsekwencji być może odsunięcie niektórych osób za nią odpowiedzialnych". Po tej wypowiedzi posypały się następne. Zwłaszcza z ust posłów uważanych w PiS za blisko związanych z byłym ministrem sprawiedliwości, którzy do PE się nie dostali. Poseł Arkadiusz Mularczyk stwierdził nawet, że kampania PiS z trzema posłankami (Gęsicką, Kluzik-Rostowską i Natali-Świat) sprzed paru miesięcy trafieniem jak kulą w płot.
Otwartej krytyki w mediach nie zdzierżył prezes PiS, Jarosław Kaczyńskii. W poniedziałek (też publicznie) zbeształ Ziobrę i kazał mu się uczyć języków, by nie był w PE posłem czwartej kategorii. Wczoraj powiedział: - Zbigniew Ziobro zrobił coś, co partii zaszkodziło i zachęciło innych do podobnych wypowiedzi. Wczorajsza "Rzeczpospolita" napisała, że w PiS wrze, a niedoszli eurodeputowani zarzucają szefom kampanii szykany, blokowanie inicjatyw i donosy. - To była jedna z najgorszych i najbardziej egoistycznych kampanii wyborczych, w jakich brałam udział - powiedziała posłanka Jolanta Szczypińska, której nie udało się dostać do PE z Pomorza. - Trzeba rozliczyć osoby, które ją prowadziły - powtórzyła za Ziobrą. Opowiedziała też, że kiedy pod koniec maja wewnątrzpartyjne sondaże pokazały, iż może wyprzedzić "jedynkę" listy PiS na Pomorzu - Hannę Foltyn-Kubicką, ze sztabu wyborczego otrzymała zakaz organizowania konferencji prasowych. Inni posłowie dodają, że mieli problemy z uzyskaniem większych funduszy na kampanię, zabraniano im udział w debatach wyborczych czy emisji spotów.
Zbigniewa Ziobrę czeka poważna rozmowa w cztery oczy z Jarosławem Kaczyńskim, który wczoraj to zapowiedział.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl