http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Podstawą programową w przedszkola

Marcelina Szumer, kig
2009-06-11, ostatnia aktualizacja 2009-06-11 21:53

Miniprzedszkola także będą musiały zrealizować całą podstawę programową - takie rozporządzenie kilka dni temu podpisała Katarzyna Hall. Pytanie tylko, jak mają to zrobić, skoro pracują krócej niż zwykłe placówki. - Wiele małych przedszkoli po prostu zniknie - alarmują organizacje edukacyjne

ZOBACZ TAKŻE
>> Nie tylko nastolatki cierpią na trądzik

Patent na miniprzedszkola (oficjalnie nazywane innymi formami wychowania przedszkolnego) wydawał się prosty. Ponieważ w Polsce brakuje przedszkoli publicznych, MEN stworzył prawo, pozwalające organizować małe placówki (nawet dla 3 dzieci) w mieszkaniach albo przy domach kultury. Z pomocą samorządowych dotacji prowadzić je miały np. mamy (z przygotowaniem pedagogicznym), które przebywając na urlopie macierzyńskim, chcą się zająć nie tylko swoim dzieckiem, lecz także kilkorgiem maluchów z sąsiedztwa. W zależności od potrzeb rodziców i chęci prowadzących, takie punkty przedszkolne miały działać przez kilka dni w tygodniu, w niepełnym wymiarze godzin (min. 12 tygodniowo).

Ale choć chętnych do ich zakładania było bardzo wielu, półtora roku od wejścia w życie MEN-owskich przepisów, takich placówek w całym kraju powstało zaledwie 600. Otworzyły je głównie obyte w prawie oświatowym fundacje, których nie zniechęcały ciągłe zmiany, jakie resort wprowadzał w rozporządzeniu. Przedszkoli zakładanych przez prywatne osoby, zwłaszcza na wsiach, wciąż jest niewiele. I raczej ich nie przybędzie.

Bo MEN znowu zmienił przepisy. Nowe rozporządzenie zakłada, że miniprzedszkola muszą realizować całą podstawę programową przewidzianą dla przedszkolaków (zakłada ona m.in.: przygotowanie do pisania i czytania, edukację artystyczną, podstawy gry na instrumentach, rytmikę, wizyty w teatrach i kinach itp.). Chodzi o to, by dzieci uczące się w punktach przedszkolnych umiały tyle samo, co te chodzące do zwykłych przedszkoli, a także, by w małych placówkach pięciolatki, które obejmie reforma oświaty, mogły się przygotować do szkoły tak samo dobrze, jak ich rówieśnicy.

Problem w tym, że zwykłe przedszkole pracuje około 8 godzin dziennie. Miniprzedszkole - około 3. Zdaniem MEN dokładnie tyle potrzeba, by podstawę programową zrealizować: - Ten czas to zdecydowanie za mało - odpowiada Katarzyna Czublun ze Stowarzyszenia Rodziców Tu, które szkoli chętnych do zakładani miniprzedszkoli.

Ten limit oznacza, że dzieci, które trafiają do takiej placówki dokładnie na 3 godziny, nie będą miały czasu nawet na posiłek: - Niech wydłużą godziny pracy - odpowiada MEN. Według ministerialnego rozporządzenia, miniprzedszkola, w których jest powyżej 16 dzieci, powinny pracować 16 godzin tygodniowo, a powyżej 20 - 20 godzin tygodniowo: - To wyrok na placówki na wsiach. Większość z nich jest prowadzona społecznie i nikogo nie będzie stać na wydłużenie godzin pracy - uważa Czublun.

Ministerstwo z jednej strony zapewnia, że podstawa jest elastyczna. Z drugiej (w przysłanej do redakcji "Metra" odpowiedzi) grozi, że jej niewykonanie jest niezgodne z prawem, a na placówki nie radzące sobie z podstawą "nie ma miejsca w systemie oświaty". Takie miniprzedszkola stracą ministerialną dotację, która dziś wynosi około 200 zł na dziecko.

- Po raz kolejny zwyciężyło urzędactwo - komentuje Joanna Kluzik-Rostkowska, minister pracy w rządzie PiS. - To rozporządzenie jest dyskryminujące dla miniprzedszkoli na wsiach i w małych miastach, a tam takie placówki są szczególnie potrzebne. Dobrze będzie, jeśli te już istniejące nie znikną - dodaje.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów