Dziś każdy student uczący się w trybie dziennym może za darmo zacząć drugi kierunek studiów. Musi mieć tylko wysoką średnią ocen (wtedy przyjmowany jest bez testów) lub zdać egzamin wstępny. Według Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego z 800 tys. studiujących na bezpłatnych kierunkach, co dziesiąta osoba uczy się na kilku wydziałach. Na Uniwersytecie Gdańskim uczy się tak 30 proc. studentów, w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie 12 proc. Taki sposób nauki staje popularniejszy. Trzy lata temu na Uniwersytecie Jagiellońskim na kilku kierunkach uczyło się 2,4 tys., teraz ponad 4 tys. - Wymaga tego rynek pracy. Jest wiele kierunków, na których studenci dobierają drugi, bo to, czego się uczą, nie spełnia ich oczekiwań i konieczna jest specjalizacja - mówi Bartłomiej Banaszak z Parlamentu Studentów Rzeczpospolitej Polskiej. Studenci prawo łączą z administracją, politologię lub europeistyką, biologię z biotechnologią, a informatykę z matematyką. - Po kilku miesiącach dziennikarstwa stwierdziłam, że to kierunek o wszystkim i o niczym. Dlatego zdałam jeszcze na polonistykę - opowiada Anita Jaworska, która skończyła dwa kierunki Uniwersytetu Warszawskiego. Dziś pracuje jako korektorka w wydawnictwie. - Gdyby nie polonistyka, nie miałabym tej pracy - dodaje.
Jednak zdaniem Ministerstwa Nauki ten system nie jest sprawiedliwy, bo nieprzykładający się do nauki na dwóch kierunkach zabierają innym miejsce na bezpłatnych studiach. Dlatego resort przedstawił założenia do projektu ustawy wprowadzającej opłaty za drugi kierunek. Każdemu dziennemu studentowi przysługiwać będzie zakres zajęć, przeliczany na punkty. Dziś jeden rok bezpłatnych studiów to 60 pkt. Ale nie ma limitu punktów, które można zdobyć, więc za darmo można studiować na wielu kierunkach. Projekt zakłada, że studentowi przysługiwać będzie 300 pkt. Po jego przekroczeniu za każdy kolejny semestr studiów trzeba będzie płacić.
Co jeśli ktoś uzna, że źle wybrał studia i będzie chciał je zmienić? - Będzie bezpłatny semestr na zmianę decyzji - przekonuje Bartosz Loba, rzecznik resortu i dodaje: - 10 proc najlepszych studentów i tak będzie mogło studiować za darmo na dwóch kierunkach.
Studenci niedowierzają. Ich argumenty? • stracą ci, którzy nie maja w indeksie piątek, ale chcą się rozwijać, • nie ma przecież pewności, czy miejsca, które uda się uczelniom w ten sposób odzyskać, nie zostaną zlikwidowane pod pretekstem mniejszego zapotrzebowania na rynku, (co w sytuacji kiedy np. student AWF, który na III roku dozna ciężkiej kontuzji, musi zacząć inne studia?
Resort zapewnia, że tak się nie stanie. - A indywidualne przypadki będą rozpatrywane osobno - odpowiada Loba.
Zwolennicy pomysłu twierdzą też, że: • nie wszyscy studenci zaczynający drugi kierunek kończą go, pieniądze zainwestowane w takiego studenta przepadają, • młodzi ludzie poważniej podejdą do nauki i rozważniej będą wybierać studia, • skończy się z dewaluacją wartości wykształcenia, a dzieje się tak, gdy studia na kilku kierunkach są powszechne.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl