Kierowcy quadów i motocrossów od dawna rozjeżdżają park. Ale to, co robią w tym roku, przekracza ludzkie pojęcie: rozjeżdżają szlaki, płoszą zwierzęta nie patrząc na to, że trwa okres lęgowy ptaków - ubolewa Edward Wlazło, komendant straży TPN.
Do tej pory strażnicy pozostawali bezradni. Nawet jeśli wytropili miłośników leśnej jazdy, nie mogli ich ścigać. - Ostatnio widzieliśmy cała grupę quadowców, a wśród nich dziesięciolatka. Kto z nas weźmie odpowiedzialność, jeśli coś mu się stanie podczas pościgu? - mówi Wlazło.
Teraz strażnicy zmieniają taktykę. Na tych, którzy nielegalnie zapuszczą się na tereny TPN, będą przez całe lato urządzać obławy. Wezmą w nich udział nie tylko pracownicy parku, ale także straż graniczna i policja. - Rzucimy duże siły i będziemy zamykać szczelnie część parku. Wszyscy, którzy znajdą się w środku dostaną 500 złotych mandatu - mówi Wlazło.
Na obławy zdecydowali się także strażnicy z nadleśnictwa w Nowym Targu. Za każdym razem bierze w nich udział 40-50 osób - strażników, policjantów, pograniczników. - W tym roku złapaliśmy już blisko 50 miłośników nielegalnej jazdy. Niestety, ciągle wracają. Od kiedy Słowacja wprowadziła całkowity zakaz jazdy po lasach i jego złamanie jest teraz przestępstwem, zatrzymujemy tu nawet Słowaków - mówi Władysław Sowa, szef tutejszej straży leśnej. Jego zdaniem nie ma innego sposobu. - Spisywać ich nie ma jak, bo większość jest w kaskach i bez rejestracji. Jadą na oślep, trzeba uskakiwać, bo inaczej rozjadą - opowiada.
Jeszcze większy problem ma Park Krajobrazowy Orlich Gniazd. Jego teren to nie las, a głównie skały. - I dlatego rozjeżdżanie go quadami nie jest tu karane nawet mandatem. Strażnicy muszą sami przeganiać wandali - mówi bezradny Michał Góral, zastępca dyrektora Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Śląskiego.
- Na quadach jeździ już przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy ludzi iw Polsce nie można nadal ich nie zauważać. Oni po prostu muszą gdzieś jeździć - uważa Jacek MrQuad Bujański, były wiceszef Polskiego Stowarzyszenia Czterokołowców ATV Polska. Jego zdaniem problemem są anachroniczne przepisy dotyczące lasów państwowych. Uniemożliwiają one zalegalizowanie rajdów quadami nawet tam, gdzie środowisko by na tym nie ucierpiało. - Można by otworzyć dla nich zdewastowane tereny leśne, np. w pobliżu torów kolejowych albo po poligonach. Gminy miałyby na tym niezły zarobek. A tak - zakaz jest wszędzie to i wszędzie się go łamie - przyznaje.
Ministerstwo Infrastruktury pracuje na razie nad nowelizacją prawa o ruchu drogowym, które wprowadza nową kategorie prawa jazdy AM, obejmującą także quady. Nadal nie rozwiązuje to jednak problemu przynajmniej kilkudziesięciu tysięcy takich pojazdów, które jeżdżą po Polsce bez rejestracji. Nie mogą jej dostać, bo nie mają tzw. homologacji. - To są i będą pojazdy poza prawem - podsumowuje Bujański.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl