Dziś restauracji McDonald's, potocznie nazywanych fast foodami, jest 225 i co roku przybywa kilka nowych. W samej Warszawie działa ich 35.
Firma zatrudnia 10 tys. osób. Głównie są to ludzie młodzi (średnia wieku - 22 lata). Dla większości zatrudnionych praca w McDonald's to pierwsze w życiu doświadczenie zawodowe. Wielu z nich zostaje w firmie po studiach.
Pierwszemu otwarciu towarzyszyło wielkie zamieszanie. Debiutującego lokalu na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej strzegła liczna grupa ochroniarzy. Chwalono szybkość obsługi - na Big Maca za ówczesne 25 tysięcy trzeba było czekać najwyżej 3 minuty. Obiecywano, że wszystkie dania od 1993 roku miały być robione z polskich produktów - wtedy mleko dostarczała warszawska Wola (dziś Danone), soki Hortex, ale mięso pochodziło z Niemiec, a frytki z Moskwy. Dziś również nie wszystkie produkty są krajowego pochodzenia. - System dostaw McDonald's Polska jest częścią systemu europejskiego. Bywa więc, że zaopatrujemy się w dany surowiec u zaaprobowanego dostawcy spoza granic Polski, podczas gdy dostawca polski sprzedaje na inne rynki, np. skandynawskie - mówi rzecznik firmy. - Wciąż jednak większość składników w naszych produktach jest pochodzenia krajowego - podkreśla. W ciągu 17 lat zdecydowanie powiększyło się menu. W pierwszym McDonaldsie były tylko Big Macki, cheeseburgery, hamburgery, frytki, lody, kawa, herbata, soki, napoje gazowane czy milkshake'i.
We współczesnym menu obok tych standardów są też McFishe, McChickeny, muffiny a czasem nawet krewetki. Kilka lat temu dodano też sałatki, jogurty i jabłka. Spekuluje się, że do wprowadzenia bardziej zróżnicowanej oferty, głównie zdrowszej, zmusili największego gracza na globalnym rynku gastronomicznym krytycy - środowiska lewicowe i neoliberalne. McDonald's zapewnia, że po prostu uważnie słucha klientów. Poczynania międzynarodowego giganta i zmieniającą się dzięki niemu rzeczywistość obserwują naukowcy, stąd pojęcia "makdonaldyzacja" czy "McPraca", które podobnie jak McDonald's, na stałe zagościły w polskim słowniku.
Światowy Dzień Bojkotu McDonaldsa 16 października od ponad 20 lat na całym świecie obchodzony jest Anty-McDonaldsowy Dzień. To protest przeciwko promocji niezdrowego jedzenia, nieetycznego marketingu wobec dzieci, okrutnego traktowania zwierząt, niszczenia środowiska i globalnej dominacji korporacyjnej. Został ustanowiony przez Greenpeace w 1985 roku. Protesty na całym świecie najrzetelniej monitorowano w 1999 roku - odnotowano ich wtedy 425. Pikietowano w 345 miastach w 23 krajach m.in. Argentynie, Australii, Meksyku, Południowej Afryce, Szwecji, Niemczech. - Jesteśmy wdzięcznym tematem do atakowania. Ponosimy konsekwencje tego, że jesteśmy największym graczem na rynku. Liczba naszych klientów wciąż wzrasta, dlatego nie przejmujemy się, jeśli jakaś grupka anarchistów stanie pod restauracją z czarną flagą - komentuje protesty Dominik Szulowski, rzecznik prasowy korporacji w Polsce.
Makdonaldyzacja Termin ukuł amerykański naukowiec George Ritzer publikacją książki w 1993 roku pt. „ Makdonaldyzacja społeczeństwa”.
Jego teoria opiera się na nadefektywności, kalkulatywności, przewidywalności i subtelnej manipulacji. Czyli szybkie życie, intensywne - podwójne, potrójne porcje wrażeń jak hamburgery McDonaldsa. Nieszczery uśmiech czy darmowe dodatki to kuszenie klientów w myśl zasady "jesteście mile widziani i obdarowani". Niezależnie od szerokości geograficznej, produkt smakuje dokładnie tak samo.
- Ten termin jest używany jako przykład zjawiska, łatwo tworzy się go językowo - coca-colizacja czy disneyizacja nie są atrakcyjne w brzmieniu. Chodziło o pokazanie standaryzacji działania tzw. globalnych sieci, które same w sobie niosą bardzo dużo pozytywów, takich jak zapewnienie bezpieczeństwa. W "No Logo" Naomi Klein McDonald's jest używany jako symbol zjawisk złych, z którymi my się nie utożsamiamy - mówi Domink Szulowski z McDonald's Polska.
McJob McPraca to w skrócie synonim źle opłacanej pracy i niegodnych warunków pracowniczych - liczne przykłady pokazywała Naomi Klein w "No Logo" - McDonald's Worker Ressistance - to organizacja zrzeszająca pracowników McDonaldsa. Są niezadowoleni z niskich płac, nadgodzin i "ciągle krążących menadżerów, wciskających im idiotyczną propagandę" - czytamy na stronie www.mwr.org.uk - Płace w Polsce są konkurencyjne, większość naszych pracowników nie ma doświadczenia, wszystkiego ich uczymy. Na terenach metropolii podstawowa stawka pełnego etatu to 1500 złotych. Istnieje też możliwość kariery - przekonuje rzecznik McDonald's. - Jesteśmy jedyną firma w Polsce, która zdobyła licencję na zatrudnienie młodocianych. Funkcjonujemy na globalnym rynku już ponad 50 lat, gdybyśmy nie przestrzegali zasad kodeksu pracowniczego, nie odnieślibyśmy sukcesu - dodaje.
Super Size Me Amerykański filmowiec Morgan Spurlock, który przez miesiąc żywił się tylko w restauracjach McDonald's, przytył ponad 11 kilogramów. Wyłącznie McDonaldsowa dieta spowodowała również huśtawkę nastroju, dysfunkcję seksualną i zniszczyła mu wątrobę (Spurlock w filmie był pod opieką lekarzy). Film był wielokrotnie nagradzany i nieoficjalnie mówi się, że pod jego wpływem firma wprowadziła do menu sałatki czy gratisowe jabłko do zestawu Happy Meal. - Wiadomo, że co za dużo, to niezdrowo. Nasz kotlet wołowy to czyste mięso, ma poniżej 10 proc. tłuszczu, pieczony jest na beztłuszczowym grillu. Nasze jedzenie jest zdrowe i jako pierwsi wprowadziliśmy tabele kaloryczne na naszych produktach - podkreśla Dominik Szulowski.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl