http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Siedem ofiar protestów w Iranie

Jacek Różalski
2009-06-16, ostatnia aktualizacja 2009-06-16 19:36

W czasie starć z policją na ulicach Teheranu zginęło siedem osób. Dziesiątki zostało rannych, setki uwięziono

Dmitrij Miedwiediew wita prezydenta Iranu Mahmuda Ahmadinedżada
Fot. VLADIMIR RODIONOV AFP
Dmitrij Miedwiediew wita prezydenta Iranu Mahmuda Ahmadinedżada
ZOBACZ TAKŻE
Z Iranu wciąż napływają sprzeczne informacje, gdyż władze robią wszystko, by utrudnić pracę zagranicznym dziennikarzom. Wczoraj zakazano im wychodzenia na ulice. Informacje mogą czerpać ze źródeł oficjalnych i bardziej wiarygodnego internetu. Co faktycznie dzieje się na ulicach stolicy Iranu, można dowiedzieć się z relacji przekazywanych na blogach lub w filmach wrzucanych na YouTube. Na bardzo popularnym portalu społecznościowym Twitter można było np. przeczytać, że w kierunku Teheranu zmierzają oddziały wojska. Informacje powtarzały się tak często, że można je uznać za wiarygodne. Na YouTube co chwila pokazują się nowe nagrania, na których widać zakrwawionych młodych ludzi, płonące samochody, tłumy uciekające przed wyposażonymi w broń i pałki policjantami. Wczoraj najwięcej informacji relacjonowało kolejny wiec, który tak jak poniedziałkowy, miał być protestem przeciw sfałszowaniu przez władze wyników piątkowych wyborów prezydenckich. Nieoczekiwanie godzinę wcześniej na placu Valli Asr w Teheranie zebrali się zwolennicy oficjalnie uznanego za zwycięzcę dotychczasowego prezydenta Mahmuda Ahmadineżada. On sam w tym czasie przebywał w Rosji, na szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy. W związku z proprezydencką manifestacją jeszcze w południe pojawiły się informacje, że Mousawi swoją demonstrację odwołał.

Tę decyzję tłumaczył troską o swoich zwolenników. Mimo to, wielu głównie młodych ludzi i tak zaczęło się gromadzić w pobliżu placu Valli Asr. Niektórzy mieli na głowach zielone opaski i krzyczeli "Allahu Akbar" (czyli Allah jest wielki) - znak zwolenników Mousawiego. Była ich jednak garstka w porównaniu z poprzednią manifestacją gromadzącą nawet 2 mln ludzi.

Policja reagowała błyskawicznie i odwoziła demonstrantów w nieznane miejsca. Po raz pierwszy pojawiły się też informacje, że do protestów doszło w mniejszych miastach. Wieczorem państwowa telewizja podała, że wśród aresztowanych wczoraj byli głównie "agenci, którzy dysponowali materiałami wybuchowymi i bronią palną" i to oni są winni śmierci siedmiu manifestantów.

Młodzi Irańczycy chcą demokracji, wolności i pracy

Z Piotrem Krawczykiem, analitykiem Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych rozmawia Jacek Różalski

Czy to możliwe, że podczas poniedziałkowego wiecu w centrum Teheranu protestowały dwa miliony ludzi?

Na pewno były ich setki tysięcy. Ale dwa miliony też nie byłyby zaskoczeniem. W Teheranie i na jego obrzeżach mieszka ok. 15 milionów ludzi. Lutowe obchody 30. rocznicy rewolucji, która obaliła szacha, zgromadziły pięć milionów ludzi.

Kto wyszedł na ulice?

Nie tylko studenci i młodzi, jak przekazują niektóre media. Generalnie ludzie zmęczeni polityką prezydenta Mahmuda Ahmadineżada. Domagają się nie tylko ponownego przeliczenia głosów. Mają dość jego agresywnego języka, populizmu, chcą polepszenia stosunków ze światem zachodnim, który Ahmadineżad uważa za wrogi. Chcieliby też większej wolności mediów, ale także poprawy sytuacji gospodarczej, w Iranie panuje wysokie bezrobocie, zwłaszcza wśród młodych. Tego nie da się porównać do rewolucji, która w 1979 r. obaliła szacha.

Mir Husejn Mousawi to zmieni?

Na pewno nie używałby już tak agresywnego języka. Ograniczyłby marnotrawienie pieniędzy pochodzących ze sprzedaży ropy, które Ahmadineżad wydaje na zapewnienie sobie popularności. Mousawi chce przeznaczyć je na inwestycje, rozwój infrastruktury, co zmniejszyłoby bezrobocie.

Czy mamy do czynienia z przejmowaniem władzy przez pokolenie urodzone w latach 70. i 80.?

Raczej pokolenie 40-50-latków, które pamięta wojnę iracko-irańsko z lat 80. Oni chcą wprowadzenia bardziej demokratycznych zasad. Ale wszystko ma się odbyć w ramach systemu republiki islamskiej. Młodzi, którzy w Iranie stanowią większość społeczeństwa [60 proc. ma poniżej 30 lat], przejmą władzę, ale za jakieś 10 lat.

Jaki im się marzy Iran?

Otwarty na świat. Bez zakazów w korzystaniu z telewizji satelitarnej, blokowania telefonów komórkowych, by uniemożliwić opozycji zorganizowanie wieców, z internetem bez jakiejkolwiek cenzury. Chcą, by Iran szybciej rozwijał się gospodarczo, bo dziś co roku ok. 400 tys. ludzi opuszcza kraj z powodów ekonomicznych.

A nie z powodów politycznych?

Głównym powodem emigracji Irańczyków jest bezrobocie. Oczywiście w Iranie są więźniowie polityczni i tajemnicze aresztowania, ale mimo wszystko nie jest to kraj, gdzie represje mają masowy charakter. Młodzi Irańczycy wcale nie czują, że żyją w państwie totalitarnym, tak jak np. Koreańczycy z Phenianu. Ludzie mogą swobodnie podróżować. Poza tym Iran na tle Pakistanu, Afganistanu czy Iraku to kraj stabilny, w którym nie toczy się wojna, a kobiety cieszą się największymi w regionie swobodami.

Ale wciąż muszą nosić chusty.

To Europie wydaje się, że kobiety w Iranie chętnie by je zrzuciły. To nieprawda. Nawet gdyby dano im swobodę wyboru, i tak większość nadal by je nosiła. To wynika z tradycji, choć nie bez znaczenia jest też presja otoczenia, głównie ojców, braci.

Jak skończą się protesty?

Władze zgadzając się na ponowne przeliczenie głosów robią gest pod adresem opozycji. To powinno za kilka dni uspokoić nastroje.

Nie myślmy o Iranie stereotypami

prof. Jolanta Sierakowska-Dyndo (w poniedziałek wróciła z Teheranu)

W Polsce o Iranie mówi się i myśli stereotypami. Powtarza się, że Irańczycy chcieliby takiej wolności i demokracji, jaka obowiązuje w naszej części świata, a to nie prawda. Byłam tam jeszcze kilka dni temu, rozmawiałam z mnóstwem Irańczyków i nie słyszałam, żeby ktokolwiek domagał się zmiany ustroju. Jest on inny niż nasz, ale wynika to z kultury. Irańczykom nie przeszkadza teokratyczna republika ustanowiona po obaleniu szacha w 1979 r. Irańczycy mają swoją liczącą ponad 2,5 tys. lat historię i wspaniałą kulturę, z której są bardzo dumni. Wielką wartością jest dla nich rodzina. Mimo wszystko to kraj demokratyczny w tym sensie, że odbywają się tam bezpośrednie wybory prezydenta i innych władz. Można prowadzić kampanię wyborczą.

Błędem byłoby organizowanie akcji poparcia dla Musawiego. Protesty np. pod ambasadą z jego zdjęciami mogłyby być wykorzystane przez ludzi Ahmadineżada. Mogliby wtedy pokazać to w telewizji i powiedzieć, że jego zwolennicy są manipulowani przez Zachód. Najlepiej więc, jeśli będziemy popierać prawo Irańczyków do domagania się sprawiedliwości, protestowania przeciw nadużyciom pisząc o tym w prasie lub internecie.

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów