Jeden z najbardziej znanych i obleganych w Polsce regionów turystycznych musi powalczyć o coraz bardziej wymagających turystów. Z danych Instytutu Turystyki wynika, że choć w 2008 roku warmińsko-mazurskie odwiedziło 2,1 mln Polaków, to było ich o aż ćwierć miliona mniej niż przed rokiem.
Najwięcej ubywa żeglarzy, dlatego władze Giżycka, letniej stolicy Polski, zaczęły szukać wykonawcy dużego portu nad jeziorem Niegocin na 136 żaglówek i statków. Do budowy obiektu wartego 20 mln dołoży się Unia Europejska. Port ma być gotowy jesienią 2010 roku. W planach jest jeszcze pięć mniejszych ekomarin na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich. Dodatkowe wybudują prywatni inwestorzy. Jedna z nich w okolicach Pisza, przyjmie żeglarzy już tego lata. Skąd ten boom budowlany? W portach brakuje sanitariatów, restauracji i miejsc, gdzie można pozbyć się nieczystości z łodzi.
- Dlatego dziś, żeby wejść na wyspę na Śniardwach, trzeba wcześniej założyć gumiaki, bo każdy załatwia się gdzie popadnie - podkreśla Stefan Heinrich z Polskiego Związku Żeglarskiego, który pływa po Mazurach od 1954 roku.
- Żeglarze są dziś bardziej wymagający. Muszą pójść do toalety, wziąć prysznic a takich miejsc dziś jest za mało - potwierdza burmistrz Giżycka Jolanta Piotrowska.
Ale to nie koniec inwestycji. Samorządowcy odkurzają niemieckie plany sprzed II wojny i planują budowę nowych kanałów, które połączą jeziora mazurskie w jeden szlak. Na początek chodzi o niecałe dwa kilometry kanału, który zespolą jezioro Śniardwy z Giżyckiem od strony wschodniej, z pominięciem zatłoczonych Mikołajek. Jeszcze bardziej śmiały pomysł to połączenie Śniardw z jeziorami w okolicach Ełku. Pozwoli to w sumie na stworzenie prawie dodatkowych 50 kilometrów nowego szlaku wodnego. Wykopać trzeba tylko kilkanaście kilometrów ziemi, bo reszta to rzeczki i jeziora.
Obie inwestycje są warte kilkaset milionów złotych. Samorządowcy liczą na pomoc państwa, a gorący zwolennik budowy kanałów, mazurski senator PO Marek Konopka wierzy, że do inwestycji uda się przekonać Unię Europejską. - Sprawę poruszę na spotkaniu z Januszem Lewandowskim, który będzie naszym unijnym komisarzem. Kanały rozładują tłok na Mazurach i pozwolą omijać żeglarzom niebezpieczne Śniardwy - przekonuje senator Konopka. Czy inwestycje zaszkodzą przyrodzie? Samorządowcy podkreślają, że planowane kanały leżą poza terenami najbardziej cennymi przyrodniczo, czyli poza Mazurskim Parkiem Krajobrazowym i obszarami Natura 2000.
Czy planowane inwestycje rzeczywiście nie zaszkodzą mazurskiej przyrodzie?
Wszystko zrobili Niemcy. Teraz czas na nas
Mariusz Jałoszewski: Dlaczego lobbuje pan za nowymi kanałami na Mazurach? Co z przyrodą?
Senator Marek Konopka (PO): - Kanały przyrodzie nie zaszkodzą. Za to będzie coś nowego dla żeglarzy. Nie wszyscy mają odwagę pływać po Śniardwach. Są tam kamienie, a przy wietrznej pogodzie - duże fale. Nowe kanały pozwolą ominąć Śniardwy, rozszerzą ofertę turystyczną i rozładują tłok na obecnym szlaku. Też jestem za zachowaniem walorów przyrodniczych, ale w rozsądnej równowadze.
Kanały to kosztowna inwestycja. Stać nas na to? Kto wyłoży pieniądze?
- Obecne kanały na Mazurach zaczęli budować Niemcy już w XIX wieku. My nie zrobiliśmy nic. To przykre. Nowych kanałów chcą wszyscy. Unia Europejska finansuje różne projekty. Dlaczego mamy nie spróbować i my?
Jeśli nic nie zrobimy, jeziorom grozi klęska
Mariusz Jałoszewski: Podobają się panu plany samorządowców z Mazur?
Stefan Heinrich z Polskiego Związku Żeglarskiego, na Mazurach pływa od 1954 r.:
Z nowym kanałem ze Śniardw na Giżycko może być problem. Tam jest 35-metrowa góra i las. Ta inwestycja to astronomiczne kwoty. Łatwiej jest zrobić pochylnię do wciągania żaglówek, taką jak na kanale ostródzko-elbląskim, ale na dwa miesiące to się nie opłaca. Najtaniej jest postawić przyczepę i przewozić łódki. Bardziej realny wydaje mi się projekt kanałów do Ełku. Ale też jest drogi. Za to ekomariny są zdecydowanie trafionym pomysłem. Bez nich jeziorom będzie grozić ekologiczna klęska, bo nie ma gdzie zrzucać ścieków z jachtów. Teraz trafiają prosto do wody.
Ale gdy Mazury będą bardziej przyjazne dla turystów, to żeglarzy jak i śmieci będzie jeszcze więcej.
- Na Mazurach już turystów nie przybywa i szybko nie przybędzie. Rok temu było ich wielu, bo zadziałało tanie euro, ale część żeglarzy uciekła na morskie rejsy na południu Europy. Nie przyciągniemy też turystów z Zachodu, bo standard naszych szlaków żeglarskich przez wiele lat będzie wołał o pomstę do nieba. Poza tym tylko w Polsce pływanie po jeziorach jest tak popularne. Większym niż turyści zagrożeniem dla jezior są nawozy spływające z pól czy też głośne skutery wodne, przez które na jeziorach jest tak hałaśliwie jak w centrum Warszawy.
Turystów już dziś jest za dużo
Mariusz Jałoszewski: Pana stowarzyszenie walczy z budową trasy ekspresowej z Ełku do Olsztyna przez Mikołajki i Mrągowo. Wydaje się, że odniósł pan sukces, bo drogowcy myślą o odsunięciu ekspresówki bardziej na północ, pod Giżycko, tak by nie przecinała cennych jezior i siedlisk zwierzyny. A co myśli pan o nowych kanałach? Krzysztof Worobiec, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur "Sadyba": Rozwój żeglarstwa jest wskazany, ale bez przesady. To dobrze, że ktoś myśli o turystach, ale latem już teraz jest ich za dużo. Lepiej jest tak zagospodarować Mazury, żeby turyści przyjeżdżali tu nie tylko na dwa miesiące, lecz żeby byli też jesienią i zimą. Nie jestem przeciw kanałom, ale ekonomicznie jest to niewykonalne.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl
Źródło: Dziennik Metro