>>
Nie tylko nastolatki cierpią na trądzik Państwowa polityka miejska to zupełna nowość. Rząd Donalda Tuska chce ją wprowadzić razem z ustawą metropolitarną, która ma ułatwić rozwój największych aglomeracji i ich okolic np. Warszawy i Śląska. Tyle że polityka miejska będzie dotyczyć wszystkich miast, również tych liczących po kilka tysięcy mieszkańców.
Do tej pory w miastach rządziły samorządy, a prawa miały pilnować niektóre publiczne instytucje np. służby ochrony zabytków.
W praktyce centra miast rozwijają się chaotycznie, a samorządy nie radzą sobie z rozłażącymi się po obrzeżach nowymi, grodzonymi osiedlami, które powstają między zagonami kapusty lub łanami żyta. Nie potrafią też chronić przed zabudową cennych terenów przyrodniczych i zabytków. To nie tylko wina lokalnych włodarzy, urzędników ulegającym inwestorom, ale też przepisów, które nie nadążają za rzeczywistością.
Dlatego po latach bujnego i niekontrolowanego rozwoju rząd chce okiełznać zabudowę Polski. W środę podczas przedstawiania strategii rozwoju "Polska 2030" premier Donald Tusk mówił nawet o rewitalizacji otaczającej nas przestrzeni. A pomoże ją przeprowadzić właśnie polityka miejska, która będzie częścią strategii rozwoju kraju. Najważniejszy cel tej polityki to racjonalne kształtowanie przestrzeni. Rząd chce chronić zabytki, tereny zielone i lasy (zamiast budować na obrzeżach nowe osiedla, lepiej jest wykorzystać wolne tereny w centrum), budować obwodnice, preferować transport publiczny oraz rewitalizować centra miast oraz tereny zdegradowane. Jak? Rząd będzie dzielił pieniądze na konkretne projekty i poprawiał przepisy lub uchwalał nowe. Politykę miejską zamierza koordynować minister rozwoju regionalnego, a doradzać mu będzie Komitet ds. Polityki Miejskiej Państwa. Projekt ustawy za kilka tygodni ma być przyjęty przez rząd.
Mariusz Jałoszewski: Po co rząd bierze się za miasta? Marek Wójcik, doradca wicepremiera i Ministra Spraw Wewnętrznych Grzegorza Schetyny, autora ustawy metropolitarnej: - Nie ma obecnie żadnych precyzyjnych standardów tworzenia przestrzeni miejskiej. Nie wiadomo jaka ma być gęstość infrastruktury, ile ma być terenów zielonych. Teraz to wszystko zależy od tego, co już udało się zbudować i wrażliwości lokalnych polityków. Dlatego chcemy określić ogólne standardy planowania przestrzeni. Na przykład, jeśli ktoś będzie chciał budować nowe osiedla, to żeby nie powstały tylko sypialnie, plan zagospodarowania gminy będzie też musiał przewidzieć obiekty publiczne np. przedszkole, drogi, place zabaw. W Warszawie wiele nowych osiedli nie ma nawet podstawowej infrastruktury komunalnej, nie mówiąc już o miejscach użyteczności publicznej i terenach zielonych.
Ale rządzenie miastem to domena samorządu. Chcecie zabrać mu część kompetencji? - Nie chcemy wkraczać w ich kompetencje, ani ręcznie sterować samorządami. Chcemy tylko stworzyć regulacje prawne i określić ogólne standardy i ramy rozwoju miast. Do tej pory nikt nie traktował polityki miejskiej jako odrębnej strategii. Gdy chroni się zabytki, to patrzy się tylko na pojedyncze budynki, a nie na całe otoczenie, które tworzy całość koncepcji architektonicznej. Chcemy przejrzeć dotychczasowe regulacje wpływające na miasta i sprawdzić, czy nie są sprzeczne i czy nie potrzeba nowych.
Wierzy Pan, że nowe przepisy pomogą chronić zabytki? W stolicy w ciągu kilku dni znika bez śladu kamienica w samym centrum miasta, albo wyburza się starą parowozownię na oczach konserwatora zabytków. A policja nie reaguje. - To jest problem. Rząd musi pomóc samorządom walczyć z takimi sytuacjami choćby zmieniając sposób myślenia odpowiedzialnych za to służb. Pomóc mogą też projekty rewitalizacji miast finansowane z budżetu i Unii Europejskiej, gdzie preferuje się odnowę zabytków.
A jak rząd uratuje lasy i parki w miastach przez zabudową kolejnymi apartamentowcami? Przykład znowu ze stolicy. Irlandzki fundusz upatrzył sobie kawałek starego klubu sportowego i na siłę chce tam budować biurowce i bloki. Większość warszawiaków nie chce inwestycji, bo okroi to Pole Mokotowskie, czyli nasz Central Park. Samorząd zwlekał ponad rok z uchwaleniem planu zagospodarowania, który zablokuje budowę. - W rozporządzeniach będzie np. zapis określający ile ma być procentowo terenów zielonych w miastach. Jeśli samorząd nie zachowa minimalnych wskaźników powierzchni terenów zielonych, to rząd będzie mógł zakazać zabudowy tego, co już jest. Chcemy też ograniczyć rozpraszanie się zabudowy, a z drugiej strony powstrzymać jej nadmierną koncentrację. Tu też będą wskaźniki określające np. maksymalną intensywność zabudowy (by ludzie nie musieli sobie patrzeć w okna). A sejmik województwa nawet będzie mógł w planie zagospodarowania województwa określić gabaryty zabudowy i styl architektoniczny budynków. Rząd określi też zasady umieszczania w miastach dużych reklam, nad czym już trwają prace.
No dobrze, ale jak to ma zadziałać, skoro gminom brakuje planów zagospodarowania? - Miasta będą miały bodziec do robienia planów. Jeśli ich nie będzie, to nie dostaną dofinansowania na inwestycje publiczne np. remont drogi, szkołę, wodociągi. Możemy to robić, bo takie są wytyczne do dzielenia funduszy unijnych.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl