http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kto nigdy nie ufa, nie zostanie zdradzony

red.
2009-06-22, ostatnia aktualizacja 2009-06-22 23:03

Nie zawsze brak zaufania wynika z tego, że nie rozumiemy innych czy wyobrażamy sobie ich złe intencje. Czasem ktoś zawiedzie nasze zaufanie w stopniu najwyższym. Na przykład zdradzi. Oto wyznania trzech czytelniczek "Metra"

Jak odzyskać zaufanie po śmierci tego, który zdradził?
Julie (Juliette Binoche), bohaterka *Niebieskiego* Krzysztofa Kieślowskiego, nie umie znaleźć sobie miejsca po stracie córki oraz męża - sławnego kompozytora. Pogrążona w rozpaczy odkrywa, że jej partner, który dzięki niej zyskał sławę, miał też inną kobietę, z którą spodziewa się dziecka. Czy oddając jej swój dom, bohaterka wybaczyła zdradę mężowi?
Fot. AGENCJA GAZETA AGENCJA GAZETA
Jak odzyskać zaufanie po śmierci tego, który zdradził? Julie (Juliette...
Po zdradzie liżemy rany, staramy się podnieść, ale nawet jeśli potrafimy uporać się z bólem, wybaczyć, ułożyć jakoś sprawy, to zostajemy sam na sam z lękiem. Czasem próbujemy na nowo z tą samą osobą, która nas zraniła, czasem z kimś nowym. Ale lęk jest ten sam. Jak ciężko jest ponownie otworzyć serce wiedzą tylko ci, co to przeżyli. Jak trudno jest zaufać komuś po zdradzi, nawet jeśli ma się w sobie wielką umiejętność przebaczania. Często krzywdzimy siebie i innych nie odważając się na bliskość. A przecież nie da się zbudować tej bliskości bez inwestycji w zaufanie.

Ewa: Dziś spotykam się z mężczyznami tylko do chwili, kiedy trzeba zacząć ufać

Nie pamiętam dlaczego nie potrafię ufać i chyba nie chcę sobie tego przypominać, nawet pod opieką terapeuty. W życiu osobistym wyszło mi tak, że najpierw były szalone lata, potem dwa poważne związki, w których za każdym razem wystawiałam narzeczonym walizki za drzwi.

Ten drugi, najważniejszy w moim życiu był ideałem. Kiedy się oświadczył i zaczęliśmy planować ślub, wszystko zaczęłam psuć. Z przerażeniem patrzyłam w przyszłość i widziałam siebie za kilkanaście lat z dwójką dzieci, kiedy on mówi, że odchodzi do innej. Dlaczego? Nie wiem, bez powodów byłam o niego potwornie zazdrosna i nie potrafiłam mu ufać. Pamiętam, że raz w czasie awantury pod tytułem "że on kłamie" rzuciłam w jego kierunku tym, co miałam pod ręką. Przypadkowo był to nóż, bo robiłam jeść.

Otrzeźwienie trwało tylko jakieś trzy miesiące. Dzisiaj wiem, że nie było powodów, żeby mu nie ufać, nie wierzyć, a jednak przeczucie ewentualnego wielkiego bólu, strach przed jego zdradą były zbyt silne. Potem zaczęłam wchodzić w związki, które z definicji były zaprzeczeniem zaufania. A czasem zwyczajnie je nadużywały czyjeś. Dla mnie ważne było tylko to, że nie moje.

Potem już była katastrofa i potrzeba, czy może konieczność samotności. Po mniej więcej dwóch latach spotykania się sama ze sobą podjęłam próbę wyjścia do świata mężczyzn i zaczęłam chodzić na randki. I co? Mogę tylko do pewnego momentu. Pomimo, a może właśnie z powodu szokowej życiowej terapii, mogę się spotykać z mężczyznami tylko do momentu, kiedy trzeba zacząć ufać. Dzisiaj kończy się to wcześniej niż kiedyś, bo już wiem, że o to zaufanie trzeba włączyć gdzieś na początku. Ale jak, kiedy i właściwe dlaczego - jak byłam, głupia tak jestem.
Ewa, 35 lat, tłumaczka
O czym chcielibyście powiedzieć Ewie? Piszcie: metro@agora.pl

Maja: Co jest takiego we mnie, że spotkało mnie to dwa razy?

Aśkę znam z liceum. Przez cztery lata siedziałyśmy w jednej ławce i - jak to panienki mają w zwyczaju - zwierzałyśmy się sobie ze wszystkiego. Poszłyśmy razem na studia. Wtedy poznałam Maćka i po kilku miesiącach zostaliśmy parą. Przez dwa lata było idealnie, potem zaczęło się psuć. Biegałam do Aśki i ze szczegółami opowiadałam o kłopotach i nieporozumieniach z Maćkiem. Ona przytakiwała i pocieszała. Któregoś dnia... zastałam u niej Maćka. Niby tylko siedzieli i rozmawiali. Ale przecież wcześniej nie się nie przyjaźnili, jeśli się spotykaliśmy, to wszyscy razem. Zażądałam wyjaśnień. Oburzyli się moimi podejrzeniami i twierdzili, że spotkali się w dobrej wierze, a Aśka radzi mu, jak ratować nasz związek. Uwierzyłam. I jeszcze ich przepraszałam... Jak się okazało - niepotrzebnie. Bo kilka dni później zobaczyłam, jak się całują.

Wyłam w domu trzy dni. Kiedy wróciłam na zajęcia, oni byli oficjalną "parą". Czułam się jak ostatnia kretynka, oszukało mnie dwoje ludzi, którym tak bardzo ufałam. Długo nie mogłam się pozbierać. Wzięłam rok dziekanki, chodziłam do psychologa. Doszłam do siebie, głównie z pomocą innych przyjaciół.

Myślałam, że najgorsze już za mną. Bo przecież taka telenowela mnie może zdarzyć się dwa razy tej samej osobie... Okazało się, że może. I znów za sprawą "najlepszej przyjaciółki".

Darek pojawił się gdy w grupie znajomych, z którymi jeździliśmy na Mazury. Coś między nami zaiskrzyło. Magda - moja serdeczna przyjaciółka też kibicowała temu związkowi. Dlatego, gdy powiedziała, że poznała fantastycznego faceta, że zakochała się na śmierć, że spotykają się już kilka miesięcy i jedyny problem w tym, że on ma dziewczynę, nie wpadłam na to, że tym jej ukochanym jest mój Darek i że to z nim od pół roku sypia (notabene - również w moim łóżku np. gdy ja robiłam sylwestrowe zakupy). Oznajmiła mi w moje urodziny, bo "nie mogła już dłużej wytrzymać". On, gdy się dowiedział, że wiem, powiedział tylko, że był ciekawy, kiedy mi powie i coś że przeprasza, bo faktycznie głupio wyszło.

Dziś już nie wiem, w czym jest problem. Czy trafiłam na wybrakowane egzemplarze facetów, czy źle dobieram sobie przyjaciół? Bo, o dziwo, mniej mnie bolały ich zdrady, bardziej fakt, że kobiety którym bezgranicznie ufałam mnie zawiodły. Powoli tracę też zaufanie i wiarę w samą siebie. W to, że jestem warta tego, żeby mnie nie zdradzić.
Maja z Warszawy, 29 lat
O czym chciałbyś powiedzieć Mai? Pisz: metro@agora.pl

Cz: Wciąż słyszę: to był tylko jeden raz

Nikt, kto tego nie przeżył, nie zrozumie, o czym mówię. Kiedy ktoś chce umówić się ze mną na kawę, do ostatniej chwili mam wątpliwości, czy przyjdzie. Gdy zaprasza mnie na imprezę zastanawiam się, czy nie żartuje. Gdy mówi, że lubi ze mną rozmawiać myślę: ciekawe, czego chce? Gdy słyszę komplement myślę: i co z tego? Pewnie powiedziałeś to wielu innym dziewczynom, spadaj.

Walczę z tym, bo trudno żyć mając wciąż wątpliwości. Na razie kiepsko wychodzi. Ale w końcu mam prawo być wkur..., bo mąż zdradził mnie po trzech latach od ślubu, a byliśmy ze sobą od drugiego roku studiów. Nic nie podejrzewałam. Owszem, był zmęczony, rozdrażniony, ale podobno przez kłopoty w pracy. Ten "kłopot" miał jednak imię i słał mu pikantne SMS-y. To przez nie wszystko się wydało. Mąż poszedł się kąpać, a ja jakoś tak bezmyślnie zajrzałam do jego telefonu (on kiedyś też tak robił, znaliśmy też swoje hasła do poczty). Przyznał się, powiedział, że chce wszystko naprawić. Ale ja już nas nie widzę razem. Zdecydowałam się na rozwód, tylko jeszcze nie mam siły. Trzeba sprzedać mieszkanie, samochód i podzielić się pieniędzmi. Na razie wyprowadziłam się do rodziców.

Mijają już dwa miesiące, a ja potrzebuję czasu, żeby wszystko poukładać. I nie pociesza mnie to, że to klasyka. Wolałabym wierzyć, że jestem wyjątkiem, że nigdy coś takiego mnie nie spotka, a każdym rogiem czeka uczciwy człowiek.

PS. Mam 28 lat, jestem wysoka, szczupła (raz blondynka, raz brunetka) i podobam się facetom. O męża wciąż słyszę: to był tylko jeden raz.
Cz.
O czym chcielibyście powiedzieć Cz.? Piszcie: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów