W ciągu kilkunastu minut nawałnicy, jaka wczoraj przetoczyła się nad Gdańskiem, spadło nawet do 50 litrów deszczu na metr kwadratowy. Woda w niektórych miejscach sięgała do pasa. Kierowcy uciekali z samochodów ratując się przed uwięzieniem. Dopiero po kilku godzinach po mieście można było poruszać się bez przeszkód. Ale nie wszędzie. Przez stację Gdańsk Główny nie kursowały pociągi, bo na tory w samym centrum Gdańska osunęła się 30-metrowa skarpa, która miała za kilka dni zostać oddana do użytku jako "syfon" odprowadzający nadmiar wody. Zalane zostały też tory w okolicy Pruszcza Gdańskiego. Wcześniej żywioł uderzył w Wejherowo i Gdynię. Strażacy byli wzywani prawie 100 razy do zalanych piwnic.
Nawałnice, takie jak w Gdańsku, są przewidywalne? dr Anita Bokwa z Zakładu Klimatologii Instytutu Geografii i Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu Jagiellońskiego: Takie gwałtowne zjawiska są nieprzewidywalne z dużym wyprzedzeniem. Oczywiście synoptycy mogą zgłaszać, że w danym rejonie widzą tworzące się komórki burzowe, ale to jak one się zachowają, można przewidywać tylko z kilkugodzinnym wyprzedzeniem. To samo dotyczy gradobicia czy trąb powietrznych. Ale generalnie jest tak, że jeśli nad danym terenem spotykają się dwie masy powietrza o bardzo różnych własnościach (temperatura, wilgotność) to na ich styku, czyli w strefie frontu atmosferycznego takie zjawiska są czymś normalnym.
Czyli nawałnice, które przetaczają się przez Polskę nie są niczym nadzwyczajnym? Nad Polską spotkały się dwie masy powietrza - bardzo ciepła i wilgotna z południa oraz zimna z północy. Na zetknięciu mamy burze, ulewy. Polska leży w strefie klimatu przejściowego, inaczej niż np. Kuwejt, gdzie przez większość roku pogoda mało się zmienia, jest słonecznie i ciepło. Nad obszar Polski napływają różne masy powietrza i sytuacja synoptyczna zmienia się czasami bardzo znacząco z dnia na dzień.
Skąd więc powódź i aż tak gwałtowne opady? Wyjątkowe w tym roku jest to, że te dwie masy, które spotkały się nad Polską, zostały tutaj tak długo. Sytuacja jest jednak inna od tej w 1997 r. - teraz mamy dużo komórek burzowych, które dają gwałtowne opady na stosunkowo niewielkim obszarze, wtedy padało ciągle na bardzo dużych obszarach.
I nie jest tak, że nawałnice nawiedzają tylko duże miasta? Nie. Procesy cyrkulacji atmosfery i związane z tym ośrodki wyżowe i niżowe, fronty atmosferyczne i masy powietrza obejmują wielkie obszary, np. nieraz pół Europy. Po prostu nad miastami oraz obszarami, na których mieszkają ludzie bardziej widać skutki ulew czy powodzi. Są takie teorie, że wielkie miasta mogą intensyfikować powstawanie burz czy wręcz powodować powstawanie burz, ale dotyczą one raczej takich wielkich miast jak Nowy Jork.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl