Nikt tak naprawdę nie wie, czego można się spodziewać po uroczystościach "ku czci Króla Popu", które odbędą się dziś wieczorem w hali widowiskowej Staples Center w Los Angeles. Wiadomo jednak, że będzie to najważniejszy dzień dla milionów fanów artysty, a przede wszystkim dla tych kilku tysięcy "szczęśliwców", biorących udział w specjalnej loterii, którzy otrzymali e-mail z zaproszeniem na uroczystości. A trzeba było mieć szczęście, żeby owo zaproszenie wylosować, bo chętnych było ponad półtora miliona. Ci, którzy zaproszenie otrzymali, będą mogli wejść do hali i tam przeżywać ceremonię w towarzystwie co najmniej kilku tysięcy VIP-ów i gwiazd.
Program uroczystości nie przewiduje procesji ani wystawienia ciała artysty na widok publiczny. Mimo to władze Los Angeles przewidują, że w okolice Staples Center zjedzie ponad 700 tys. osób. Ale żeby zniechęcić fanów do pielgrzymki, nie przewidziano wystawienia tam specjalnych telebimów, na których mogliby śledzić przebieg uroczystości. Zdecydowano, że relacja z uroczystości zostanie udostępniona wszystkim telewizjom na świecie za darmo. To samo dotyczy serwisów internetowych.
Z polskich telewizji na transmisję zdecydowały się TVP Info (przewiduje dwugodzinną relację) i TVN 24 (przygotowuje na tę okoliczność specjalne wydanie programu "Polska i Świat"). Do studia zostaną zaproszeni goście, aby komentować wydarzenia z USA. A tych pewnie nie zabraknie. Jeśli uroczystość miałaby swoim rozmachem dorównać temu, co przez lata Michael Jackson robił na scenie, byłoby to wydarzenie bez precedensu. I jako takie jest zapowiadane przez amerykańskie media, które wpadają niemal w histerię, pisząc m.in. o spodziewanym przemarszu gwiazd po czerwonym dywanie. Tymczasem nawet jeśli dojdzie do niego, trudno się spodziewać, żeby gwiazdy wdzięczyły się do tłumu, kamer i fotografów. Trudno też spodziewać się szaleństwa na ich widok. Może okazać się, że będzie to skromna - oczywiście pamiętając, że punktem odniesienia jest tu blichtr i rozmach twórczości Jacksona - uroczystość. Pamiętajmy jednak, że to właśnie w tej hali odbywały się próby i przygotowania Króla Popu do mającej się rozpocząć 13 lipca serii koncertów. Może więc w planach jest wykorzystanie części scenografii i elementów tego koncertu. Może nawet Michael pojawi się na widowni "jak żywy", bo jednym z elementów planowanego show było użycie holograficznych obrazów artysty. Jeśli Michael zaśpiewałby na własnym pogrzebie, po raz kolejny przełamałby barierę. I jeszcze raz wpisał się do historii. Ale czy on musi coś jeszcze udowadniać?
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl