Mariusz Jałoszewski: Wydziały grodzkie mają zostać zlikwidowane po zaledwie ośmiu latach pracy. Ministerstwo Sprawiedliwości analizuje też, czy nie zlikwidować w ogóle małych sądów rejonowych. To dobry pomysł?
Sędzia Stanisław Dąbrowski, przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa: - Nie kwestionujemy potrzeby likwidacji wydziałów grodzkich w niektórych miastach. Ale nie wolno tego robić automatycznie, zwłaszcza likwidować wydziałów zamiejscowych, które często powstały dzięki zaangażowaniu lokalnych samorządów. Sądy w małych miastach spełniają nie tylko rolę orzeczniczą, ale też kulturotwórczą. Dodają im prestiżu, tworzy się krąg inteligencji. Do tego trzeba uwzględniać potrzeby mieszkańców. Owszem, prościej jest dziś dojechać do sądów w dużych miastach, ale małymi łatwiej kierować. Tam nikt nie zwala pracy na kolegę, a sprawy toczą się znacznie szybciej.
Ministerstwo liczy na oszczędności. Poza tym w małych sądach sędziowie często nie mają co robić, a duże miasta mają wieloletnie zaległości i tam czeka się na wyrok latami. Nie przekonuje to pana?
- W wymiarze sprawiedliwości pracuję od 40 lat i widzę, jak działa prawo wahadła. Raz ktoś przychodzi i mówi, że trzeba oszczędzać, że małe jest be i likwiduje to. Po kilku latach przychodzi ktoś nowy i mówi, że małe sądy są sprawne i dzieli duże jednostki. Najłatwiej jest reorganizować.
Niestety wymiar sprawiedliwości ciągle się reformuje. Ostatnio powstały tzw. sądy 24-godzinne, ale też pojawiają się głosy, żeby je likwidować. Przeciętny Kowalski się w tym gubi.
- To skutek ciągłych zmian kadrowych w Ministerstwie. W ciągu ostatnich siedmiu lat był średnio jeden nowy minister na rok. W Austrii ten sam minister sprawiedliwości jest od 20 lat mimo zmieniających się rządów, bo tam wiedzą, że potrzebna jest stabilność.
Źródło: Dziennik Metro