>>
Coś z niczego - zabawki dla oszczędnych Wtorkowy wybór Jerzego Buzka na fotel szefa Parlamentu Europejskiego jest największym personalnym sukcesem polskiej dyplomacji ostatnich lat. Wcześniej były nieudane próby zdobycia stanowisk w NATO dla Radosława Sikorskiego. Mówiło się też o byłym prezydencie Aleksandrze Kwaśniewskim jako przewodniczącym ONZ. W grze jest jeszcze Włodzimierz Cimoszewicz, który chce stanąć na czele Rady Europy.
Jerzy Buzek o nic zabiegać już nie musi. Dziś w Strasburgu zdecydowana większość z 785 europosłów ma go poprzeć w głosowaniu. Podniosą za nim ręce nie tylko konserwatyści i chrześcijańscy demokraci z Europejskiej Partii Ludowej, do której należą PO i PSL, lecz także europejscy socjaliści i liberałowie. Były premier Polski zastąpi Niemca Hansa-Gerta Petteringa, który sprawował urząd przez połowę kadencji europarlamentu, czyli 2,5 roku. Taki sam okres ma zagwarantowany były polski premier.
To efekt zabiegów premiera Donalda Tuska, który o poparcie dla Buzka starał się w najważniejszych stolicach Europy. Sukces były premier zawdzięcza jednak przede wszystkim sobie. W czerwcowych wyborach zdobył prawie 400 tys. głosów, co było najlepszym indywidualnym wynikiem w kraju.
Pracuś z gołębiem
W poprzedniej kadencji PE dał się poznać jako pracuś. Działał w pięciu komisjach, w tym ochrony środowiska, co uważa zresztą za jedno z największych wyzwań dla siebie jako szefa Parlamentu. - Ta pracowitość to cecha typowo śląska, ale jest też cholernie inteligentny i ma wielki urok osobisty, czym zdobywa zaufanie - mówi reżyser i poseł Kazimierz Kutz. Były premier w poprzedniej kadencji był jednym z najbardziej popularnych europosłów. Za walkę o prawa człowieka i szerzenie tolerancji ustępujący Hans-Gert Pettering uhonorował go statuetką gołębia. Czyżby miał na to wpływa fakt, że Buzek-luteranin wychował się w katolickiej Polsce? Dał się poznać jako uważny, cierpliwy i znający się na rzeczy rozmówca. - Bardzo ceni się jego umiejętność szukania kompromisu - mówi europoseł Jacek Saryusz-Wolski. Jego opanowanie stało się wręcz legendarne. Te cechy bardzo mu się przydadzą, bo wbrew pozorom stanowisko przewodniczącego PE to nie tylko prestiż. - Każdy szczyt Unii zaczyna się od spotkania poszczególnych delegacji z szefem europarlamentu. Ma on więc okazję porozmawiać przed rozpoczęciem negocjacji z najważniejszymi politykami z każdego z 27 państw członkowskich. Może coś zasugerować, podpowiedzieć. Jeśli ma autorytet i silną osobowość, może wpłynąć na decyzje poszczególnych krajów - mówi Paweł Świeboda, dyrektor Centrum Strategii Europejskiej "demosEuropa".
A jeszcze nie tak dawno Jerzy Buzka uważany był za przegranego polityka z przypadku. Niechętni mu politycy utrzymywali, że w 1997 r. premierem został tylko dlatego, że stanowiska nie chciał ówczesny szef AWS Marian Krzaklewski. Niektórzy uważają też, że wprowadzone za jego premierostwa cztery wielkie reformy (emerytalna, zdrowia, administracji i oświaty) zakończyły się porażką.
W 2001 r., po przegranych przez AWS wyborach, Buzek odchodził w niesławie. Wrócił do pracy naukowej, zostając prorektorem Akademii Polonijnej w Częstochowie. Jako Ślązak (urodził się w 1940 r. w Śmiłowicach na Śląsku Cieszyńskim), jest gorącym zwolennikiem upowszechnienia czystych technologii węglowych. Jego zdaniem węgiel wykorzystywany przy użyciu nowoczesnych, nieszkodzących środowisku technologii, może być paliwem kluczowym dla bezpieczeństwa energetycznego UE.
W 2004 r. wrócił do polityki i został po raz pierwszy europosłem. Od dziś 69-letni Jerzy Buzek będzie szefem całego Parlamentu Europejskiego. Mimo to, pozostał skromnym człowiekiem. - Jeśli chodzi o wybór na szefa PE, byłem optymistą, ale oczywiście w demokracji nigdy nic nie wiadomo - mówił kilka dni temu.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl