>>
Hotel dla psa i kota na wakacje Badanie przeprowadzono na przełomie marca i kwietnia tego roku, gdy wszystkie światowe i polskie media donosiły już o spowolnieniu gospodarczym, rosnącym bezrobociu, trudnościach w uzyskaniu kredytów. Próba była ogromna: ponad 26 tys. respondentów i ponad 12 tys. gospodarstw domowych. A wyniki są zaskakujące: w polskich domach kryzysu nie ma.
Aż 76 proc. Polaków uważa się za szczęśliwych. To tyle samo, co przed kryzysem, w 2007 r. W tym czasie wzrósł nawet nieco odsetek tych, którzy oceniają swoje życie jako udane - z 45 do 47 proc. Stać nas na coraz więcej luksusów i zamiast zaciskać pasa szturmujemy sklepy. O połowę więcej Polaków ma plazmę (34 proc.), laptop jest w co czwartym domu (dwa lata temu - w co dziesiątym). Materialnie poprawiło się nawet najbiedniejszym: w poprzednim badaniu w 2007 r. 32 proc. rodzin narzekało, że dochody nie pozwalają im na zaspokojenie bieżących potrzeb, dziś twierdzi tak tylko 28 proc.
Kryzys spowodował też pogłębienie naszej wzajemnej ufności. Wręcz coś w nas drgnęło. O ile w 2007 r. ufało innym ludziom 11,6 proc. Polaków, o tyle dziś to 13,4 proc. - Jedyną oznaką kryzysu w świadomości Polaków wydaje się spadek zaufania do banków, z 58 do 44 proc. - mówi współautor badań prof. Janusz Czapiński.
Michał Stangret
Dlaczego prawie nie odczuwamy skutków kryzysu? prof. Januszem Czapińskim, psychologiem społecznym z UW i współautorem badań rozmawia Michał Stangret
Kryzys nie zdołał przetrącić nam kręgosłupów? - Wszystkie wskaźniki, mówiące o jakości życia w ciągu ostatnich dwóch lat się poprawiły. Wzrosło nasze zadowolenie z życia, spadł stres życiowy, ten w domu i w pracy. Lepiej oceniamy naszą kondycję zdrowotną, coraz mniej osób narzeka na depresję psychiczną, mamy poczucie, że na więcej nas stać. Można powiedzieć, że czujemy się o połowę bogatsi niż jeszcze w 2000 r. Rośnie też nasze poczucie bezpieczeństwa.
Jak to pogodzić z informacjami o kryzysie? - Może jeszcze kryzys nie zdążył na nas spłynąć. Ja sam dałem się zarazić przekazami analityków, ekonomistów i opozycji, że jest źle. Ale badania postawiły mnie do pionu. Jedyna oznaka kryzysu to spadek zaufania do instytucji finansowych, co obserwujemy na całym świecie.
Wzrósł też poziom naszego wzajemnego zaufania. - Faktycznie, o kilka procent przybyło tych, którzy twierdzą, że ufają innym ludziom. Trochę bardziej wzrósł nasz udział w pracach na rzecz społeczności lokalnych. Ale to zmiany za małe, by mówić o nowym trendzie. Choć Polacy chętniej sa skłonni np. wspólnie z sąsiadami naprawić drogę wiejską, to wciąż nie potrafią się organizować w trwałe struktury, spada nasza przynależność do organizacji. Nie drgnęła ocena demokracji. Wciąż, tak jak w 2007 roku, jedynie 24 proc. Polaków twierdzi, że demokracja ma przewagę nad innymi formami rządów. To bardzo mało.
Transformacja nas uzbroiła Wiesław Łagodziński, rzecznik Głównego Urzędu Statystycznego:
- Wszystkie nasze badania potwierdzają, że do polskich domów kryzys na razie nie dotarł. Zderzają się dwie opinie: finansistów straszących spowolnieniem gospodarczym i zwykłych obywateli, którzy normalnie żyją i specjalnie kryzysu nie odczuwają. Polacy nie dali się wdeptać w kryzysową histerię, nie zaczęli ograniczać swych marzeń i aspiracji. Może to wynikać m.in. z doświadczeń z socjalizmu i trudnej transformacji ustrojowej: oswoiliśmy się z życiem pod presją, wyrobiliśmy w sobie gotowość do zmian, zdolność przetrwania i wiarę, że damy sobie radę.
Jeszcze kryzys odczujemy Jacek Żakowski, publicysta Polityki:
- Badania Diagnozy robiono na przełomie marca i kwietnia, kiedy skutki kryzysu nie były jeszcze duże. Np. zwolnienia grupowe zaczęły się niedawno. Dopiero za jakiś czas odczujemy skutki cięć budżetowych, gdy np. szpitale będą dostawać mniejsze pieniądze. Według mnie prawdziwy obraz tego, jak odczuliśmy kryzys, dadzą dopiero późniejsze badania, a pełnię doświadczeń pokażą te z 2011 r.