>>
Pij piesku, pij... Piwo dla psów... Jak wynika z najnowszych statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości, do których dotarło "Metro", do końca czerwca do sądów wpłynęło 447 wniosków Polaków o bankructwo: 72 oddalono, a 130 zwrócono z powodu różnych formalnych braków. Jedynie w 2 przypadkach sąd zgodził się ogłosić upadłość konsumencką - pierwszy raz w Koszalinie, drugi w Warszawie. W obu sprawach chodzi o kobiety, które poręczyły kredyty. Warszawianka, menedżerka w dużej korporacji, przekonała sędziów, że jako matka samotnie wychowująca dziecko nie jest w stanie zapłacić ponad pół miliona złotych (z odsetkami), którego żąda od niej bank. Utrzymuje, że w 2000 r. musiała poręczyć kredyt dla firmy, w której pracowała, inaczej straciłaby zatrudnienie. Tyle że firma wkrótce przestała istnieć i bank wysłał komornika również do niej, jako żyrantki kredytu. W ostatnich dniach czerwca stołeczny sąd uznał, że kobieta zasługuje na szansę oddłużenia i ogłosił jej upadłość.
Sąd rozumie kłopoty W podobnej sytuacji znalazła się mieszkanka Pomorza, której historię opisała "Gazeta Wyborcza". Kobieta ma ponad 50 lat. Jej kłopoty zaczęły się 10 lat temu, gdy mąż - właściciel firmy eksportowej - wziął kredyt. Jego żona, podobnie jak warszawianka, zgodziła się na zabezpieczenie kredytu swoim podpisem na wekslu bankowym wartym 50 tys. zł. Wierzyła w zapewnienie banku, że w razie problemów dług zostanie pokryty z majątku firmy. - To był jego biznes, do którego się nie wtrącałam. Mieliśmy rozdzielność majątkową - tłumaczyła "Gazecie". Ale kiedy firma upadła, komornik zażądał spłaty weksla. Razem z odsetkami uzbierało się 130 tys. zł.
Obie panie miały dużo szczęścia. Inne sądy nie mają tyle serca i twardo interpretują prawo. Żeby dostać zgodę na ogłoszenie upadłości trzeba spełnić kilka warunków. Dług nie może powstać z powodu lekkomyślnego brania kredytów, tylko np. choroby lub utraty pracy.
Na przeprowadzenie upadłości trzeba też wyłożyć aż kilkanaście tysięcy złotych na opłacenie syndyka i ogłoszenia w prasie. Na to mało kogo stać, a sąd z tych kosztów zwolnić nie może. Bankrutka z Pomorza też dysponowała tylko częścią potrzebnej kwoty, ale sąd poszedł jej na rękę. - To eksperymentalny przypadek. Chcieliśmy przerobić procedury na przyszłość. Ta pani chce szukać dodatkowej pracy i spłacić długi. A bez upadłości komornik ciągle zajmowałby jej pensję. Nie wyszłaby z długów - tłumaczy "Metru" sędzia Mariusz Dańczyszyn z Wydziału Upadłościowego Sądu Rejonowego w Koszalinie. I dodaje: - Postępujemy niejako charytatywnie, bo gdyby trzymać się twardo litery prawa, to kiedy nie ma majątku, nie ma upadłości. Na szczęście syndyk zgodził się praktycznie pracować za darmo. Kobieta czeka teraz na zaproponowany przez sąd plan spłaty długów.
Ustawę trzeba zliberalizować Zdaniem prawników, działająca zaledwie od kilku miesięcy ustawa jest martwa, bo ma za dużo restrykcyjnych wymagań (mają być zaporą dla naciągaczy). - Oceniamy ją negatywnie. Zgłaszaliśmy uwagi jeszcze na etapie przygotowania. Sugerowaliśmy, by postępowanie sądowe było tanie - mówi "Metru" Jerzy Bańka ze Związku Banków Polskich. - Teraz od razu wchodzi syndyk i wyprzedaje majątek. My proponujemy, żeby najpierw była możliwość upadłości z opcją układową, w której dłużnik mógłby się dogadać z wierzycielem bez udziału syndyka - dodaje Bańka. Banki chcą też, żeby za zgodą sądu bankrut nadal mógł zaciągać nowe kredyty. Kolejny problem to zabieranie bankrutom mieszkania - obecnie to skutecznie odstrasza od oddłużenia.
Takie prawo, bardziej przyjazne dla bankrutów, obowiązuje już w innych krajach UE, a w USA dłużnik nie musi się nawet tłumaczyć z tego, jak popadł w długi.
Jest jednak szansa, że na jesieni rząd zgodzi się na złagodzenie restrykcji. - Przyglądamy się działaniu ustawy i nie wykluczamy nowelizacji. Zleciłem już Instytutowi Wymiaru Sprawiedliwości porównanie naszego prawa z rozwiązaniami w innych krajach UE - zapewnia "Metro" wiceminister sprawiedliwości Zbigniew Wrona. Zastrzega jednak, że nie będzie zgody na bardzo liberalny wariant amerykański.
O mniej restrykcyjne przepisy walczy też Związek Banków Polskich, który w maju złożył do sejmowej komisji "Przyjazne Państwo" projekt nowelizacji. Komisja czeka na opinię prawników. Jeśli spodobają się jej propozycje ZBP, to zgłosi ten projekt w Sejmie.
Czy państwo powinno ułatwić Polakom pozbywanie się długów przez upadłość? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl