>>
Pij piesku, pij... Piwo dla psów... Dwudniowa wizyta Dalajlamy XIV ograniczy się tylko do Warszawy. Poprzednia, grudniowa, trwała ponad tydzień, Dalajlama odwiedził też Wrocław i Gdańsk, spotkał się m.in. z premierem Tuskiem.
Dziś wygłosi wykład na UW, zje obiad z prezydent Hanną Gronkiewicz-Waltz, po południu odwiedzi Muzeum Powstania Warszawskiego, a wieczorem otworzy tradycyjną tybetańską klinikę swojego przyjaciela doktora Tenzina Jangczuba.
Jutro na Zamku Królewskim otrzyma honorowe obywatelstwo Warszawy.
- Jesteśmy niezwykle szczęśliwi i wdzięczni Polakom, a przede wszystkim władzom Warszawy za uhonorowanie Jego Świątobliwości. Jesteśmy też przekonani, że Warszawa zyskała prestiż, przyznając mu honorowe obywatelstwo. Pożytki są obustronne - mówił niedawno przedstawiciel Dalajlamy w New Delhi.
Dalajlama zaś powiedział: - Kiedykolwiek jadę do Polski, uczę się waszej silnej determinacji oraz siły woli. Zawsze uważałem, że ludzie z Polski mają silną wolę, reprezentują silnego polskiego ducha.
Radość z wizyty Dalajlamy mąci postawa części radnych stolicy, którzy nie chcą, by w Warszawie powstało rondo Wolnego Tybetu. Na pomysł nadania takiej nazwy wpadł prawie rok temu radny dzielnicy Wola, Michał Kubiak z PO. Chciał, żeby taką nazwę otrzymało rondo na skrzyżowaniu alei Prymasa Tysiąclecia z ulicą Kasprzaka. Jego propozycję podchwycili inni radni PO. - Pokażemy, że warszawiakom sprawa Tybetu nie jest obojętna - mówili w ubiegłym roku.
Nadanie nazwy miało zbiec się z ubiegłoroczną wizytą Dalajlamy. Wszystko było na dobrej drodze, podkomisja ds. nazewnictwa ulic była za, ale w listopadzie ambasada Chin oficjalnie zaprotestowała przeciw upamiętnianiu Tybetu, a w szczególności sugerowaniu jego odłączenia od Chin. Od tej pory sprawa grzęźnie. W maju zapał radnych jeszcze bardziej ostudziło MSZ. W liście wysłanym do Rady Warszawy uznało, że sformułowanie "Wolny Tybet" jest sprzeczne ze stanowiskiem rządu i UE, które uznają "jedne Chiny" i "szanują ich integralność terytorialną". Według MSZ nazwa ronda mogłaby narazić na szwank interesy Polski z Chinami. Na jednym z ostatnich posiedzeń podkomisji ronda Wolnego Tybetu bronili radni PiS. Z PO na placu boju został Michał Kubiak. - Kto jak kto, ale Polacy powinni przypominać o narodach, które walczą o wolność - mówi.
Adam Kozieł z Fundacji Helsińskiej o zmianie frontu przez radnych PO: - Głoszenie pięknych haseł o wolnym Tybecie nic nie kosztuje, gdy chodzi o poklask. Dziś niektórzy radni PO mówią, że ważniejsze są stosunki gospodarcze z Chinami. Wizyta Dalajlamy zbiega się z wizytą delegacji rządowej z Chin. Rozmowy mają dotyczyć modernizacji i budowy infrastruktury kolejowej w Polsce.
Kto ma rację: radni, którzy starają się o rondo im. Wolnego Tybetu? Czy ci, którzy uważają, że ważniejsze są dobre stosunki z Chinami? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl