>>
Konkurs *Załoga G*. Łap nagrody Panikę wywołała akcja policji z Gorzowa Wielkopolskiego. W ubiegłym tygodniu przeprowadzono tam całodzienną kontrolę drogową. Przy okazji kilku kierowcom sprawdzono nawigator satelitarny. Jednemu zabrano urządzenie do analizy. Wątpliwości funkcjonariuszy wzbudziło wahanie kierowcy, który nie wiedział, co odpowiedzieć na pytanie, czy oprogramowanie GPS-u jest legalne.
- Przy kontroli był oficer z wydziału przestępczości gospodarczej. Sprawdzano oprogramowanie AutoMapy, bo z tego mieliśmy szkolenia. Nie wchodziliśmy z buta, tylko pytaliśmy, czy program jest legalny, a kierowca sam dawał nam zgodę na sprawdzenie - tłumaczy "Metru" rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp. Marek Waraksa.
Gdy sprawę ujawniła lokalna prasa, pojawiły się wątpliwości, czy policja podczas rutynowych kontroli drogowych może sprawdzać GPS-y. Specjalizujący się w prawie karnym poznański prawnik, mec. Wojciech Wiza, nie ma wątpliwości, że przeszukanie było bezprawne. - Takie rzeczy można robić tylko wtedy, gdy pojawia się uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa. A nie przy okazji. Przecież na tej samej zasadzie policja legitymująca kogoś na ulicy mogłaby sprawdzać, czy aby na pewno nosi on markowe obuwie - podkreśla Wiza. I dodaje: - Wahanie kierowcy nie może uzasadniać przeszukania. Ja bym poprosił o postanowienie o przeszukaniu zatwierdzone przez prokuratora, które musi zawierać zarzuty. Jeśli policja go nie ma, odmówiłbym udostępnienia GPS-u do kontroli.
Adwokat zaznacza, że można też złożyć skargę na bezprawne przeszukanie, a nawet kwestionować zdobyte w jego trakcie dowody.
Policja przyznaje, że podczas rutynowej kontroli drogowej może sprawdzać tylko stan techniczny pojazdu, trzeźwość kierowcy oraz czy jeździ on zgodnie z przepisami. Dlatego nalotów na GPS-y już nie będzie. - Nikt nie ma obowiązku wozić przy sobie dokumentów potwierdzających zakup legalnego oprogramowania - przyznaje rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Sokołowski. I przypomina, że w przypadku oprogramowania komputerowego policja też nie robi nalotów na przypadkowe mieszkania.
Nie oznacza to jednak, że kierowcy używający pirackich automap będą bezkarni. Za łamanie praw autorskich mogą wpaść przy innej okazji. - W Polsce zatrzymywanych jest wiele osób, które nielegalnie instalują pirackie oprogramowanie. Wpadają handlarze, mówią komu sprzedali program, a policja odszukuje tych klientów - mówi pracownik firmy Lege-Artis-Service, tropiącej złodziei oprogramowania. Chętnych na nielegalne mapy nie brakuje, bo oryginalne programy z planami Polski, takie jak AutoMapa, kosztują ok. 300 zł, a całej Europy - prawie 600 zł. Tych, którzy sami ściągają pirackie oprogramowanie z internetu, można wytropić po IP komputera.
Za kradzież oprogramowania grozi nawet pięć lat więzienia. Ale jak do tej pory wyroki zapadają w zawieszeniu.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl