http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Stań i zabecz jednodcześnie: Aaaa.., Eeee...., Iiii....

Katarzyna Zacharska
2009-08-09, ostatnia aktualizacja 2009-08-09 21:11

Jestem bardzo otwartą osobą, ale z takimi porykiwaniami to do Puszczy Białowieskiej, a nie dla syrenki - powiedziała kobieta, uciekająca z warsztatów śpiewu gardłowego. Dźwięki płynące z barki na Wiśle jednym przypominały piekielne ryki, innym metafizyczne wibracje

Uczestnicy porykiwań nad Wisłą
Fot. Borys Roswadowski
Uczestnicy porykiwań nad Wisłą
ZOBACZ TAKŻE
Na barce zacumowanej w pobliżu pomnika syrenki miały się w niedzielne popołudnie być śpiewy o symbolu miasta. Na chętnych czekało dwóch wyluzowanych trzydziestolatków prowadzących warsztaty, kilku muzyków z etnicznymi instrumentami i kilka osób wtajemniczonych w to, co miało się odbyć. Po chwili przechodnie spacerujący bulwarem przeżyli szok: zamiast chwytających za serce i uwodzących syrenich pień, usłyszeli przypominające - zależnie od gustu słuchacza - potępieńczy ryk, beczenie kóz albo metafizyczne basowe wibracje.

- Chodźcie do nas - zachęcali prowadzący warsztaty śpiewu gardłowego, ale odważyły się tylko cztery panie w średnim wieku. Dla rozgrzewki kazano im stanąć w rozkroku, kręcić głową, potem wykonywać ćwiczenia oddechowe i wreszcie stanąć w kręgu i basowo ryczeć a..., e..., i...

- Gdyby człowiek wiedział, to by się na sportowo jakoś ubrał - rzuciła jedna z pań. Po kilku minutach wszystkie siedziały z boku, a warsztaty trwały dalej. Brali w nich udział głównie prowadzący z otwartym już gardłem i umysłem na śpiew gardłowy.

- Ja jestem bardzo otwartą osobą - zapewniała ubrana w czerwone spodnie i białe słoneczne okulary pani Elżbieta. - Lubię muzykę, zwłaszcza jazz. Ale z takimi porykiwaniami to do Puszczy Białowieskiej, a nie pod pomnik warszawskiej syrenki. To się nie przyjmie. Syrenka to dobry duch miasta i raczej subtelniejszym głosem powinna śpiewać.

- Jest przecież dużo piosenek warszawskich Foga czy Santorki - dodaje pani Henryka, które również już nie chce pobierać lekcji śpiewu gardłowego. Resztę popołudnia panie spędziły na Starówce.

Co ma śpiew gardłowy do syrenki? - zapytaliśmy inicjatorów spotkań pod hasłem Syreny dla Warszawy, które odbywają się w ramach festiwalu Przemiany. - Chcemy, żeby symbol miasta przemówił nowym głosem. Na barce śpiewano już warszawskie przyśpiewki z akompaniamentem DJ-ów, było przekrzykiwanie pędzących samochodów, będzie chór na głosy i beatbox, czyli imitowanie głosem instrumentów perkusyjnych. Wszystkie staną się częścią surrealistycznej kompozycji wyśpiewanej ustami warszawiaków, która powstanie pod koniec września - mówi organizator, Kuba Słomkowski.

Informacje o kolejnych spotkaniach: www.syrenadlawarszawy.blog.pl

Sztuka śpiewu gardłowego

Technika ta wywodzi się z Azji, z Mongolii i graniczącej z nią rosyjskiej republiki Tuwa. Nazywa się ją śpiewem aliktowym, czyli takim, w którym różne składowe głosu słychać jako oddzielne dźwięki. To bardzo trudna umiejętność wymagająca długiej praktyki wydobywania kilku dźwięków jednocześnie. Jeden z najbardziej znanych zespołów śpiewających w ten sposób to tuwiński Huun-Huur-Tu. W Polsce gardłowo śpiewa m.in. zespół Yerba Mater.

Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos