Na barce zacumowanej w pobliżu pomnika syrenki miały się w niedzielne popołudnie być śpiewy o symbolu miasta. Na chętnych czekało dwóch wyluzowanych trzydziestolatków prowadzących warsztaty, kilku muzyków z etnicznymi instrumentami i kilka osób wtajemniczonych w to, co miało się odbyć. Po chwili przechodnie spacerujący bulwarem przeżyli szok: zamiast chwytających za serce i uwodzących syrenich pień, usłyszeli przypominające - zależnie od gustu słuchacza - potępieńczy ryk, beczenie kóz albo metafizyczne basowe wibracje.
- Chodźcie do nas - zachęcali prowadzący warsztaty śpiewu gardłowego
, ale odważyły się tylko cztery panie w średnim wieku. Dla rozgrzewki kazano im stanąć w rozkroku, kręcić głową, potem wykonywać ćwiczenia oddechowe i wreszcie stanąć w kręgu i basowo ryczeć a..., e..., i...
- Gdyby człowiek wiedział, to by się na sportowo jakoś ubrał - rzuciła jedna z pań. Po kilku minutach wszystkie siedziały z boku, a warsztaty trwały dalej. Brali w nich udział głównie prowadzący z otwartym już gardłem i umysłem na śpiew gardłowy.
- Ja jestem bardzo otwartą osobą - zapewniała ubrana w czerwone spodnie i białe słoneczne okulary pani Elżbieta. - Lubię muzykę, zwłaszcza jazz. Ale z takimi porykiwaniami to do Puszczy Białowieskiej, a nie pod pomnik warszawskiej syrenki. To się nie przyjmie. Syrenka to dobry duch miasta i raczej subtelniejszym głosem powinna śpiewać.
- Jest przecież dużo piosenek warszawskich Foga czy Santorki - dodaje pani Henryka, które również już nie chce pobierać lekcji śpiewu gardłowego. Resztę popołudnia panie spędziły na Starówce.
Co ma śpiew gardłowy do syrenki? - zapytaliśmy inicjatorów spotkań pod hasłem Syreny dla Warszawy, które odbywają się w ramach festiwalu Przemiany. - Chcemy, żeby symbol miasta przemówił nowym głosem. Na barce śpiewano już warszawskie przyśpiewki z akompaniamentem DJ-ów, było przekrzykiwanie pędzących samochodów, będzie chór na głosy i beatbox, czyli imitowanie głosem instrumentów perkusyjnych. Wszystkie staną się częścią surrealistycznej kompozycji wyśpiewanej ustami warszawiaków, która powstanie pod koniec września - mówi organizator, Kuba Słomkowski.
Informacje o kolejnych spotkaniach: www.syrenadlawarszawy.blog.pl
Sztuka śpiewu gardłowego Technika ta wywodzi się z Azji, z Mongolii i graniczącej z nią rosyjskiej republiki Tuwa. Nazywa się ją śpiewem aliktowym, czyli takim, w którym różne składowe głosu słychać jako oddzielne dźwięki. To bardzo trudna umiejętność wymagająca długiej praktyki wydobywania kilku dźwięków jednocześnie. Jeden z najbardziej znanych zespołów śpiewających w ten sposób to tuwiński Huun-Huur-Tu. W Polsce gardłowo śpiewa m.in. zespół Yerba Mater.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl