http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy bałagan w domu to powód do odebrania dzieci?

Mariusz Jałoszewski
2009-08-10, ostatnia aktualizacja 2009-08-10 19:28

Nie tylko malutką Różę sąd może odebrać biednej rodzinie z Wielkopolski. Jak ustaliło "Metro", kurator chce, żeby do ośrodka opiekuńczo-wychowawczego trafiła pozostała trójka dzieci


Fot. Andrzej Monczak / Agencja Gazeta
>> Hotel dla psa i kota na wakacje

O ubogiej rodzinie rolników ze wsi Błota Wielkie pod Wronkami cała Polska usłyszała tydzień temu. Wszystko za sprawą decyzji miejscowego sądu rejonowego, który 42-letniej kobiecie odebrał malutką córeczkę tuż po porodzie. Dziewczynka trafiła do rodziny zastępczej, bo sąd rodzinny, opierając się na opinii kuratora uznał, że w domu jest bałagan, a rodzice są niezaradni życiowo (matka ma problemy ze zdrowiem psychicznym, a ojciec-konkubent ma 63 lata). Kurator nie konsultował się ze szkołą, z ośrodkiem pomocy społecznej i księdzem, którzy mają o rodzinie dobre zdanie. Po tym wszystkim napływają do niej dary z całej Polski, sytuacja w domu się poprawiła.

W przyszłym tygodniu w piątek Sąd Okręgowy w Poznaniu zdecyduje, co będzie dalej z Różą. Ale większą batalię rodzice stoczą później. Jak dowiedziało się "Metro", kurator sądowy złożył wniosek, żeby odebrać im pozostałe dzieci - Natalię, Anię i Tomka, które są w wieku 7-11 lat. Sześć dni po rozprawie całą rodzinę czekają poważne badania. Biegli będą oceniać więzi pomiędzy rodzicami i dziećmi.

Dlaczego? Sąd tą rodziną zajmuje się od 2004 r. Po anonimie przydzielił im kuratora, bo stwierdzono uchybienia w ubiorze dzieci (np. za lekka odzież zimą). Nie dostawały też regularnych posiłków. Wtedy jednak sąd nie zgodził się - o co wnosił kurator - na odebranie wszystkich dzieci, bo rodzice nie wpuścili urzędników do domu, gdy przyszli odebrać maluchy.

W czerwcu tego roku, na ponad miesiąc przed narodzinami czwartego potomka, kurator ponowił swój wniosek (o odebraniu Róży sąd zdecydował po liście lekarzy ze szpitala, w którym rodziła kobieta). - Kurator uznał, że jego interwencje i zalecenia pozostają bez rezultatu. Matka zachowywała się biernie. Z wywiadów socjalnych wynika, że w domu było czysto tylko wtedy, kiedy był tam pracownik socjalny - opowiada wiceprezes Sądu Okręgowego w Poznaniu Andrzej Adamczuk. Sytuacja rodziny nie jest beznadziejna. Wiceprezes sądu zauważa, że odbierając Różę, nie uznano, że zagrożony jest w rodzinie byt pozostałych dzieci. Sporo jednak zależy od gminy, bo jak wynika z najnowszej opinii kuratora, matka Rózi może się nią opiekować tylko jeśli sama dostanie całodobową opiekę. A to oznacza, że codziennie powinna tam być pielęgniarka i pracownik socjalny. - Nie rozumiem tej sprawy. Nie wiem, co zrobię, jak przyjdą po dzieci. Ja po Rózi przeżyłem tragedię, nie spałem po nocach. Bardzo się cieszyłem z jej narodzin. Nie przeżyłbym straty dzieci - mówi Władysław Szwak, ojciec maluchów. Reprezentująca rodzinę poznańska mec. Małgorzata Heller-Kaczmarska nie ma wątpliwości, że to kuratorzy się mylą i zapowiada walkę o dzieci: - Bronię ich od 2004 r. W tej rodzinie są mocne więzi. Dzieci dobrze się uczą, są grzeczne. Jedyny problem to bałagan w domu. Ale czy to powód do odebrania dzieci?



Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów