>>
Konkurs *Załoga G*. Łap nagrody Ciało kpt. Ambrozińskiego, 32-latka na co dzień służącego w 1. batalionie Kawalerii Powietrznej w Leźnicy, polscy żołnierze odnaleźli wczoraj nad ranem. Doszło do niej w zachodniej części prowincji Ghazni, za bezpieczeństwo której odpowiadają Polacy. Kilkunastu naszych żołnierzy patrolowało razem z kilkudziesięcioma Afgańczykami górzysty powiat Adżiristan. Dostali się pod obstrzał talibów. Doszło do regularnej walki. Atakujący użyli moździerzy i granatników. Polacy i Afgańczycy rozproszyli się. Strzały ucichły po przybyciu amerykańskich śmigłowców i samolotów. Na polu bitwy zostało czterech rannych Polaków i kilku zabitych Afgańczyków. Brakowało kpt. Ambrozińskiego. Odnaleziono go dopiero 18 godzin później. Nie żył, zginął od ran postrzałowych. Jest dziesiątą polską ofiarą misji w Afganistanie.
Premier Donald Tusk, który złożył wczoraj kondolencje rodzinie zabitego żołnierza, powiedział, że oczekuje na raport, dlaczego polscy żołnierze tak długo czekali na pomoc w trakcie ostrzału. W jego ocenie sama operacja i reakcja polskich śmigłowców "wydaje się spóźniona".
- Minister Klich będzie musiał mnie przekonać, że właśnie brak ludzi spowodował taką reakcję, która nie wystarczyła, aby uratować życie i zdrowie naszych żołnierzy - mówił premier.
Mjr Arkadiusz Kups, b. żołnierz jednostek specjalnych: - W sprawie ataku jest zbyt wiele niewiadomych, co nie pozwala na jednoznaczną ocenę. Akcja ewakuacji żołnierzy wygląda jednak na chaotyczną.
Od raportu MON będzie zależało, czy do Afganistanu pojedzie dodatkowych 200 żołnierzy. Stanowią oni tzw. strategiczny odwód. O jego utworzeniu wiosną, na wniosek rządu, zdecydował prezydent Lech Kaczyński, gdy liczebność polskiego kontyngentu w Afganistanie zwiększano z 1,6 do 2 tys. żołnierzy. - O użyciu odwodu decyduje minister obrony. Może się na to zdecydować, gdy wzrasta zagrożenie będących już na misji żołnierzy. Wydarzenia z poniedziałku mogą być przesłanką do podjęcia decyzji o wzmocnieniu naszych sił - opowiada w rozmowie z "Metrem" szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Aleksander Szczygło. Tygodnik "Polityka" podał, że decyzja w tej sprawie już zresztą zapadła, a żołnierzom cofnięto urlopy.
Wysłanie posiłków może być niezbędne, bo sytuacja w Afganistanie przed zaplanowanymi na 20 sierpnia wyborami jest coraz bardziej napięta. - Między talibami a siłami koalicji trwa rywalizacja, kto zapanuje nad cywilami, kto ich przekona, że jest stroną dominującą - opowiadał w radiu TOK FM były wiceszef MON gen. Stanisław Koziej. Ostatnio górą są talibowie.
W poniedziałek w wywiadzie dla "Wall Street Journal" przyznał to dowódca wojsk amerykańskich w Afganistanie generał Stanley McChrystal.
Po wyborach sytuacja wcale nie musi się poprawić. - Bo Afgańczycy będą wybierać nie tylko prezydenta, ale i władze lokalne. Pewne grupy mogą nie pogodzić się z ich wynikiem - przypomina Szczygło. Jak długo w takiej sytuacji polscy żołnierze będą służyć w Afganistanie? - Wycofać się stamtąd zawsze będzie czas - uważa Szczygło.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl