http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Klich: Z Afganistanu nie wyjdziemy

Jacek Różalski
2009-08-12, ostatnia aktualizacja 2009-08-12 20:34

Dlaczego zginął kpt. Daniel Ambroziński, a nasi żołnierze w czasie zasadzki w Afganistanie musieli czekać na wsparcie prawie godzinę? Czy mogli zostać zdradzeni przez współpracujących z talibami Afgańczyków? Przebieg tragicznej akcji, w której zginął polski oficer, bada prokuratura wojskowa

Polscy żołnierze z bazy Ghazni
Fot. Damian Kramski / AG
Polscy żołnierze z bazy Ghazni
ZOBACZ TAKŻE
Śmierć kpt. Daniela Amrozińskiego w czasie poniedziałkowej strzelaniny w kontrolowanej przez Polaków prowincji Ghazni w Afganistanie jest badana przez prokuraturę wojskową i departament kontroli Ministerstwa Obrony Narodowej - ujawnił wczoraj minister obrony narodowej Bogdan Klich.

Na specjalnej konferencji najważniejsi przedstawiciele MON i sztabu generalnego po raz pierwszy opowiadali, co się wydarzyło trzy dni temu.

- Polscy żołnierze wchodzili w skład 62-osobowego polsko-afgańskiego patrolu, który w poniedziałek o 7.30 rano został zaatakowany przez 100-osobowy oddział rebeliantów - opowiadał gen. Bronisław Kwiatkowski, dowódca operacyjny sił zbrojnych. Patrol wpadł w zasadzkę przygotowaną przez rebeliantów, którzy zaszli naszych żołnierzy od tyłu. Polacy schronili się w pobliskich budynkach. Tam kpt. Ambroziński został zastrzelony przez snajpera. Ostrzał uniemożliwił zabranie ciała. Gdy później po nie wrócono, okazało się, że na miejscu leżały inne zwłoki (prawdopodobnie zabitego rebelianta), przykryte kamizelką kuloodporną. - Ciało Polaka odnaleziono później w innym miejscu - relacjonował gen. Kwiatkowski.

- Nasi żołnierze w czasie poniedziałkowych wydarzeń zachowali się znakomicie. Wykazali się zimną krwią i znajomością rzemiosła - zapewniał Bogdan Klich.

Bogdan Klich i generałowie byli też pytani, dlaczego żołnierze tak długo musieli czekać na wsparcie lotnicze. - Nasze śmigłowce były w innym dystrykcie, musiały wrócić, zmienić załogi, odebrać rozkazy i dopiero udać się na miejsce akcji, oddalone o 120 km - tłumaczył szef sztabu generalnego gen. Franciszek Gągor.

Kpt. Ambroziński był pierwszym żołnierzem, który zginął, odkąd 30 października ubiegłego roku Polska objęła kontrolę nad prowincją Ghazni, położoną w południowym Afganistanie. Klich, który przedstawił wczoraj raport w sprawie tragedii premierowi Donaldowi Tuskowi, nie pozostawił też wątpliwości co do dalszej obecności naszych żołnierzy w Afganistanie. - W Afganistanie byliśmy, jesteśmy i będziemy. Taka jest polska racja stanu - powiedział. Według ministra, warunki w tym kraju "drastycznie się pogorszyły". Dlatego polscy żołnierze zostali dozbrojeni.

- Nie będziemy oszczędzać na doposażeniu naszego kontyngentu. Środków na to nie zabraknie - deklarował Klich. Ostrzegł też, że niebezpiecznych sytuacji będzie w Afganistanie więcej z powodu wyznaczonych na 20 sierpnia wyborów prezydenckich.

Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos