http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kryzys dobija pociągi

Mariusz Jałoszewski
2009-08-12, ostatnia aktualizacja 2009-08-13 13:16

Nie będzie pieniędzy na ratowanie ok. 70 połączeń kolejowych pomiędzy największymi miastami w Polsce. Zawinił kryzys. Pociągi znikną z rozkładu jazdy już od pierwszego września

Z powodu kryzysu zniknie 70 połączeń
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Z powodu kryzysu zniknie 70 połączeń
Wielkie cięcia w rozkładzie PKP są już pewne. Jak dowiedziało się "Metro", ministerstwo infrastruktury nie znalazło dodatkowych 60 mln zł na sfinansowanie deficytowych pociągów. - Cięcia połączeń są nieuniknione - potwierdza wiceminister infrastruktury Juliusz Engelhardt.

Spółka PKP Intercity, choć ostatecznej decyzji jeszcze nie podjęła, przyznaje, że to oznacza likwidację połączeń.

- Nikt się nie spodziewał, że pieniądze się znajdą, skoro jest kryzys - przyznaje Paweł Ney, rzecznik PKP Intercity.

Lista pociągów do kasacji, m.in. ekspresów i pospiesznych, nie jest jeszcze zatwierdzona. Ale już wiadomo, że koleją nie dojdziemy np. do Zamościa. Zawieszona będzie część kursów na trasach Wrocław-Lublin, Gliwice-Kielce, Jelenia Góra-Szklarska Poręba, Częstochowa-Szczecin i Toruń-Poznań. Inne zostaną skrócone. Część pociągów dalekobieżnych nie dojedzie np. do Raciborza, Ełku, Jeleniej Góry, Słupska, Przemyśla, Tarnowa czy Nowego Sącza. By dotrzeć do tych miejscowości, trzeba się będzie przesiąść.

Cięcia ponad 10 proc. połączeń z całego rozkładu jazdy spółka PKP Intercity tłumaczy oszczędnościami oraz niską frekwencją. W dni robocze na niektórych trasach jeździ po 30-40 osób, a w najlepszym przypadku niewiele ponad sto.

Dotacja miała być ostatnią deską ratunku dla deficytowych połączeń. Mieszkańcy, włodarze miast, a także specjaliści cięciami są oburzeni. - Te zmiany uderzą głównie w ludzi, dla których głównym środkiem komunikacji był pociąg. W tych wszystkich, którzy korzystali np. z biletów miesięcznych, a jest to połowa klientów kolei - potwierdza Piotr Kazimierowski, redaktor naczelny branżowego pisma "Transport i Komunikacja".

Jak pasażerowie mają teraz jeździć do pracy, na uczelnię czy na wakacje? - PKP przed stanem wojennym woziło 1 mld 100 mln pasażerów. Dziś tylko 250 mln i tamte czasy już nie wrócą. Świat się zmienił. Dziś samochód to dobro powszechnego użytku - stwierdza minister Engelhardt. Dodaje, że połączenia regionalne pomiędzy miastami mogą przejąć marszałkowie województw. Tomasza Andrukiewicza, prezydenta Ełku, to nie przekonuje. O pomoc chce prosić posłów.

- Rozumiem, że jest kryzys, trzeba oszczędzać. Ale są jakieś granice. Nie każdego stać na samochód, a komunikacja autobusowa nie jest dobrze rozwinięta. Nie może być tak, żeby do największego miasta na Mazurach nie można było dojechać.

Wstydzę się za nasze dworce - rozmowa z wiceministrem infrastruktury Juliuszem Engelhardtem

Znowu nie ma pieniędzy na kolej i będą likwidowane połączenia. Pociągi jeżdżą coraz wolniej i się psują. A miał być deszcz pieniędzy z Unii i wielkie inwestycje.

- Przyszłość kolei w Polsce widzę średnio optymistycznie. To wina ostatnich 20-letnich zaniedbań, które doprowadziły do degradacji całej infrastruktury kolejowej. Dopiero po wejściu do Unii Europejskiej mamy wzrost inwestycji w tym sektorze. Ale chcemy to zmienić, usprawniając system finansowania i zarządzania koleją. Mamy przygotowane programy współfinansowane przez Unię na 37 mld zł, z czego budżet państwa musi wyłożyć 13 mld zł. Mój średni optymizm wynika stąd, że te 37 mld zł wystarczy tylko na modernizację 1,5-1,7 tys. km z 5 tys. km najważniejszych linii kolejowych.

Które linie będą wyremontowane w pierwszej kolejności?

- Te objęte umowami międzynarodowymi. Przede wszystkim linia północ-południe z Trójmiasta, przez Warszawę, do Krakowa i Katowic. To w Polsce podstawowy ciąg kolejowy. Kolejne linie to: z Niemiec na wschód, przez Poznań i Warszawę oraz od granicy zachodniej do Wrocławia, Katowic i Rzeszowa, a także ze Świnoujścia do Czech. Uzupełnieniem tych tras jest Real Baltica ze stolicy, przez Białystok, na Litwę oraz linie z Warszawy do Łodzi i Kielc. To wszystko, choć nie w całości, zostanie zmodernizowane w najbliższych latach. Pociągi będą mogły jeździć po tych trasach do 160 km/h. Inne duże miasta mogą liczyć na połączenie z prędkością do 120 km/h. Kończymy np. modernizację torów na Pomorzu, ze Szczecina do Gdyni.

A kto wyremontuje małe, lokalne trasy, po których pociągi jeżdżą koszmarnie wolno?

- Obowiązek ich utrzymania ma spółka Polskie Linie Kolejowe. Ale ona nie ma pieniędzy. Jak rozwiązać ten problem? Musi być więcej środków z budżetu.

Ale jest kryzys i na wszystko brakuje. Tymczasem pociągi się spóźniają, bo psują się już nawet lokomotywy.

- To z kolei problem PKP Intercity. W sezonie zwiększył się ruch, ale mamy za mały park lokomotyw. I są problemy. PKP kupi na razie 10 sztuk, po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat. Będą też pociągi zespolone w Intercity. Jest przetarg na 20 takich składów z prędkością do 220 km/h, a kolejny na remont starych wagonów.

Co z zapuszczonymi i brudnymi dworcami?

- W Polsce jest eksploatowanych 1010 dworców. I ja się wstydzę za nie. Te w największych aglomeracjach (24) będą gruntownie modernizowane. Mamy program przygotowania stacji na EURO 2012. Zdążyliśmy podpisać umowę na modernizację dworca w Katowicach i stacji Warszawa Zachodnia. Nadal rozmawiamy o dworcu Poznań Główny. Inne chcemy modernizować za pieniądze z Unii Europejskiej, środki własne PKP i z budżetu. Dworzec Centralny w Warszawie przejdzie na razie lifting. Po kryzysie będziemy szukali dla niego prywatnego inwestora. To atrakcyjny teren, więc chętnych nie zabraknie. Jest planowany międzynarodowy konkurs architektoniczny na nową stację. Remonty będą też na dworcach głównych we Wrocławiu, w Krakowie i Gdyni. Ale to nie rozwiązuje problemu, bo to tylko parę miejsc. Docelowo musimy zmienić zarządzanie nimi, bo są deficytowe. Planujemy też wprowadzić opłatę dworcową dla przewoźników, żeby dokładali się do utrzymania stacji.

Nie lepiej sprzedać dworce lub oddać gminom?

- Sto dworców jest już tak zagospodarowanych. Pracujemy nad przepisami, które ułatwią przekazywanie stacji gminom w zamian za zaległe podatki PKP czy w wieloletnie dzierżawy, przy zachowaniu obsługi pasażerów. Ale samorządy muszą też tego chcieć i mieć na to pieniądze.

Kiedy pojedziemy polskim TGV?

- W 2020 r., z Warszawy do Wrocławia i Poznania, z przystankami w Łodzi i pomiędzy Kaliszem a Ostrowem Wielkopolskim. Linia będzie miała kształt Y, za Kaliszem będzie się rozgałęziać. Podróż potrwa do godziny czterdziestu minut, z prędkością handlową 250 km/h, choć pociąg będzie mógł rozwijać 360 km/h. Docelowo planujemy połączyć naszą szybką kolej z Berlinem czy Pragą. Ale tego muszą też chcieć tamtejsze koleje. Na razie mamy problem z przekonaniem Niemców do modernizacji obecnych torów do Polski, żeby można było nimi jeździć160 km/h. Do Szczecina z Berlina nadal jeżdżą pociągi spalinowe, po jednym torze.

Jechałeś w wakacje pociągiem? Opisz nam swoje kolejowe przygody Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • 77 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • Pora na likfidację PKP ksks3 13.08.09, 08:22

    Mniej pasażerów - mniej połączeń. Mniej połączeń - mniejsze wpływy.Błędne koło !Ludzie przestają korzystać z PKP - bo za wolno, za mało połączeń, brud, smród i ogólna klapa. Odkąd PKP stało »

  • Skandal! mr_kagan 13.08.09, 09:29

    Zamiast rozwijac kolej, u nas sie ja wciaz zwija, mimo iz kolej to najlepszy srodek transportu: energooszczedny prawie jak zegluga (ale znacznie od niej szybszy), bezpieczny prawie jak »

  • no i właśnie dlatego antyliberal22 13.08.09, 11:03

    potem czytamy wstrząsającą wg mnie, ale wg innych, zwyczajną, nawet nie na czołówki - wiadomość - ponad 60. osób zginęło na drogach przez dwa dni, kilkaset rannych.Bo nie mamy komunikacji »