http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Warszawska bitwa o handel

Jacek Różalski
2009-08-13, ostatnia aktualizacja 2009-08-13 19:02

Stołeczny ratusz, podbudowany sukcesem w walce z kupcami z KDT, na całego rozprawia się z nielegalnym ulicznym handlem


Fot. MATERIALY STRAZY MIEJSKIEJ
>> Hotel dla psa i kota na wakacje

Ulica Marszałkowska w centrum Warszawy. Z jednej strony ekskluzywne butiki Galerii Centrum, a pod wejściem łóżka polowe ze stanikami, płytami i okularami. Skrzyżowanie ul. Gagarina i Czerniakowskiej, jedno z większych na Mokotowie. Pasażerowie, czekając na autobus, mogą kupić owoce, warzywa, ale też garnki i talerze. Prosto z bagażnika zaparkowanego samochodu. Straganami ze sznurowadłami, skarpetami czy wkładkami do butów zastawione jest prawie każde wejście do stacji metra. W Warszawie handluje się niemal wszędzie i wszystkim. Do niedawna władze stolicy nic z tym nie robiły. Odwagi nabrały po 21 lipca i głośnej eksmisji kupców z KDT (handlujący pobili się z wynajętą przez komornika ochroną i policją). W opublikowanym później sondażu 72 proc. warszawiaków uznało likwidację hali za słuszną. Przeciwnego zdania było 24 proc.

W środę straż miejska i policja siłą wyrzuciły ludzi od lat sprzedających owoce i warzywa przy skrzyżowaniu ulic Powsińskiej i św. Bonifacego na Sadybie. Stragany zniknęły też spod sklepu Marcpol przy Puławskiej, spod Rotundzie oraz ze skrzyżowania ulic Sobieskiego i Dolnej na Mokotowie. Handlarzy nie ma też przy skrzyżowaniu al. Zielenickiej i ul. Zamoyskiego przy Teatrze Powszechnym.

- Nie prowadzimy specjalnej wojny z handlarzami. To wszystko zaczęło się wcześniej, a ostanie akcje rozdmuchały media - twierdzi Marcin Ochmański ze stołecznego ratusza. Zapowiada, że oczyszczanie ulic z nielegalnego handlu będzie kontynuowane. Wie, że łatwo nie będzie. - Handlarze są sprytni i dobrze zorganizowani. Usuwa się ich, a oni i tak wracają w te same miejsca. W dodatku udają, że nie handlują, tylko pomagają właścicielom straganu, którzy właśnie gdzieś sobie poszli. Często nie ma więc kogo ukarać - opowiada Ochmański.

Na niepokornych czekają mandaty. Od 1 czerwca kara może wynieść od 150 do 500 zł, w zależności od wartości sprzedawanego towaru i dzielnicy. Najwyższe mandaty strażnicy wlepiają w Śródmieściu i na Mokotowie. Bardziej łaskawi są po prawej stronie Wisły.

Sprzedający przyznają, że odczuwają ostatnie naloty straży miejskiej i urzędników z wydziału działalności gospodarczej. - Mnie już wszystko jedno. Mam tylko 400 zł renty. Ze sprzedaży staników i rajstop zarabiam dziennie od 30 do 40 zł - mówi pani Małgorzata, 70-latka handlująca na rozkładanym stoliku w ścisłym centrum. Przez kilka miesięcy zebrała mandaty na 8 tys. zł i kilkanaście wezwań do sądu grodzkiego. - Nie mam pieniędzy, żeby to spłacić. Niech mnie wsadzą do więzienia - mówi.

Ale wielu kupcom handel i tak się opłaca. - Nie płaci się za miejsce na targowisku. Od czasu do czasu przyjedzie straż miejska, wypisze mandat. Ale i tak lepiej wziąć wezwanie do sądu. Sędziowie są wyrozumiali, umarzają sprawę albo dają 50 zł kary - mówi Justyna handlująca na skrzyżowaniu Czerniakowskiej i Gagarina.

Ostre traktowanie ulicznych straganiarzy podoba się legalnie handlującym na bazarach. - Dobrze im tak. My płacimy opłaty za plac i podatki, a tamci cały zarobek chowają do kieszeni - mówi właściciel budki z owocami na Sadybie. Radość "legalnych" potęgują też plany ratusza wobec bazarów. - Nie zamierzamy ich likwidować, tylko cywilizować. Chcemy, by stawały się bardziej estetyczne - deklaruje Ochmański.

Dla handlujących na chodnikach oprócz coraz częstszych nalotów i mandatów, ratusz też ma propozycję. W tej chwili czeka na nich ponad tysiąc wolnych miejsc handlowych na terenie warszawskich i podwarszawskich targowisk. Opłata za jedno stanowisko - 6-8 zł dziennie.

Za i przeciw ulicznemu handlowi

Wanda Murawska, 58 lat, emerytowana nauczycielka

Jestem całym sercem za tym, by ludzie mogli handlować na ulicach. Nie przeszkadza mi to. Wiem, że ci, którzy muszą stać za straganami, często nie mają innych środków na życie. Wielkim plusem takiego handlu są o wiele tańsze niż w sklepach świeże owoce, warzywa i nabiał, który niemal codziennie kupuję w tym samym miejscu na Mokotowie.

Michał, 33 lata, informatyk pracujący w międzynarodowym koncernie

Wreszcie władze Warszawy robią to, co powinno być załatwione lata temu. Jak można tolerować takie bezprawie? Handlarze uliczni nie dość, że nie płacą podatków i mandatów, to jeszcze przez cały dzień zajmują chodniki, na których wieczorem pozostaje bród. Mieszkam przy ul. Sobieskiego. Tu po jednej stronie handlarze parkują swoje samochody, po drugiej stawiają stragany, wolna zostaje tylko ścieżka rowerowa. Nie da się nią jednak przejechać, bo po ścieżce chodzą ludzie.



Przeszkadza wam uliczny handel? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów