http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jeść mało i zdrowo oraz umieć odpoczywać

Jacek Różalski
2009-08-16, ostatnia aktualizacja 2009-08-16 21:48

Mnich spojrzał na mnie, zbadał puls, dotknął moich skroni, nosa i powiek. - Żyjesz zbyt intensywnie. Za dużo pracujesz i nie odpoczywasz. W dodatku źle się odżywiasz. Stąd twoje kłopoty z zasypianiem - powiedział. Potem wziął mnie za rękę i oprowadził po klinice, gdzie zamierza leczyć ludzi. Na koniec dał mi woreczek z ziołowymi kulkami

>> Coś z niczego - zabawki dla oszczędnych

Tenzin Jangchub na wizytówce ma przed nazwiskiem napisane "doktor". Przyjął mnie w tradycyjnym stroju buddyjskiego mnicha. - Jestem lekarzem, ukończyłem studia w Tybetańskim Instytucie Medycyny i Astrologii Jego Świątobliwości Dalajlamy w Dharamsali w Indiach. Tam Jego Świątobliwość i nasz rząd mają siedzibę na uchodźstwie - wyjaśnia dr Jangchub. Powitał mnie w progu założonej przez siebie Tradycyjnej Tybetańskiej Kliniki Ziołolecznictwa na warszawskim Żoliborzu. 28 lipca uroczyście otworzył ją Dalajlama, podczas ostatniej wizyty w Polsce.

W środku jest czysto. Dr Jangchub wprowadza mnie do małej salki i pokazuje krzesło, na którym siedział Jego Świątobliwość. - Na nim nie wolno siadać - ostrzega. Wokół wiszą wizerunki Buddy i Dalajlamy, polskie i tybetańskie flagi. Pod ścianami półki z setkami plastikowych buteleczek. Nie widać łóżek czy choćby stetoskopu.

Siadamy. Dr Jangchub otwiera małą łyżeczką dwie butelki wody mineralnej, którą nalewa mi do szklanki. Zachęca do picia, sam pije z butelki. Rozmawiamy po angielsku, bo choć dr Jangchub mieszka w Polsce od blisko 10 lat, to nauka naszego języka idzie mu opornie.

Mnich chwyta mnie za rękę i bada puls. Przygląda się, dotyka moich skroni, powiek i nosa. - Widzę zaczerwienienie u nasady nosa. Masz uczulenie na słodycze. Nie powinieneś ich zbyt dużo jeść - mówi dr Jangchub (od miesięcy zachodziłem w głowę, skąd plamki na nosie, dermatolog też mówił, że to alergia, choć nie powiedział na co).

- Najważniejsze to spróbować odpowiedzieć na pytanie, skąd się biorą nasze problemy ze zdrowiem? Ważne jest jedzenie. To, co przechodzi przez nasz organizm - objaśnia stawianie diagnozy w tybetańskim systemie leczenia i dodaje. - Aby określić przyczyny większości chorób, buddyjscy mnisi sprawdzają mocz pacjenta. Krwi się nie pobiera - mówi.

W tej chwili mnich otwiera dwie kolejne butelki wody (też przy pomocy łyżeczki). Znów pijemy.

- Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak ogromny wpływ ma dieta na ich zdrowie i pogodę ducha. Jedzą za dużo ciężkich potraw, smażone mięsa albo potrawy wyciągane wprost z lodówki. Do tego kawa i mocne alkohole. Czuliby się o wiele lepiej, gdyby jedli więcej potraw przygotowywanych na parze, warzyw, ryżu i sałatek - poucza dr Jangchub. I namawia do umiarkowania w jedzeniu. - Przeciążony żołądek osłabia system trawienny, zablokowane zostają kanały energetyczne, którymi energia dostaje się do mózgu, układu krwionośnego i mięśni, możemy doprowadzić do zatrucia organizmu. A jedzenie powinno szybko przepływać przez organizm. Wówczas będziemy lepiej funkcjonować - tłumaczy i znów zachęca do picia wody.

Zdradzam, że mam kłopoty z zasypianiem. Mnich się tylko uśmiecha. - Przecież to widać. Masz podkrążone oczy. Wyglądasz na zmęczonego. Za dużo pracujesz i założę się, że źle odpoczywasz. Jesz co popadnie - podaje przyczyny moich problemów ze snem. I ma rację. Wszystko się zgadza. - Więc co powinienem zrobić?

- Zero kawy, mocnych alkoholi, ostrych potraw. Zmień styl życia. Więcej odpoczywaj, gdy masz wolny czas. Nie siedź w domu przed komputerem czy telewizorem, tylko wyjdź i popatrz na drzewa. Przed snem weź chłodny prysznic. Bo za szybko żyjesz. Daj swojemu ciału i umysłowi odpocząć.

Nagle wstaje, bierze mnie za rękę i prowadzi do innego pomieszczenia. Ruch się przyda, bo w klimatyzowanej klinice jest dość chłodno.

Na zapleczu pokoju stoją na półkach kolejne rzędy buteleczek. - Są w nich zioła. Ich przygotowanie i produkcja odbywją się w warunkach pełnej kontroli i higieny, ale zgodnie z mającą ponad dwa tysiące lat tradycją tybetańską - wyjaśnia mnich i pokazuje stertę zaświadczeń i pozwoleń, o które musiał się starać w Ministerstwie Zdrowia i Głównym Inspektoracie Sanitarnym.

Wracamy do gabinetu. Dopijamy wodę. - Dam ci coś, co pomoże w zasypianiu. Dr Jangchub wręcza mi foliowy woreczek z mieszanką kilku ziół. - Ale pamiętaj! Jeśli nie zmienisz stylu życia, pozytywnego myślenia, nawet najlepsze zioła nie pomogą - powtarza, gdy się żegnamy.

Pierwszej nocy po wizycie u mnicha zaparzyłem sobie ziółka. Spałem jak zabity. Co zadziałało? Zioła czy wiara, że mi pomogą?

Tenzin Jangchub uważa, że oparta na ziołolecznictwie medycyna tybetańska jest skuteczna w leczeniu m.in. żółtaczki, wrzodów, paraliżu, astmy, epilepsji, kamieni wątrobowych i żółciowych, guzów, cukrzycy, nadciśnienia, bólów pleców, artretyzmu, zaburzeń trawiennych, chorób skórnych, chorób kobiecych, alergii, chorób serca, niektórych odmian raka, zaburzeń o podłożu nerwowym.
W swojej klinice przyjmuje osobiście (w Polsce są podobne placówki, ale ta jest pierwszą pobłogosławioną przez Dalajlamę), sam też przygotowuje ziołowe lekarstwa. Korzysta z ponad 40 mieszanek sprowadzanych z Tybetu ziół. Leki mają kosztować od 25 do 30 zł. Opłata za wizytę ma być uzależniona od dolegliwości i zamożności pacjenta, ale nie mniejsza niż 70 zł.
Podczas otwarcia kliniki pod koniec lipca, pod rękę z Dalajlamą przechadzał się prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Konstanty Radziwiłł. Później stwierdził, że jego wizyta nie oznaczała uznania dla działalności dr Jangchuba. - Choć medycynę tybetańską z tą tradycyjną łączy szacunek do życia i człowieka - powiedział. Rzecznik NIL Tomasz Korkosz powiedział nam, że gospodarcza działalność, którą prowadzi dr Tenzin Jangchub, nie ma nic wspólnego z leczeniem w rozumieniu medycyny.
Dalajlama podczas uroczystości oświadczył natomiast: - Bądźcie realistami. Do leczenia pewnych chorób lepsza jest medycyna akademicka. Przy innych lepiej sprawdza się tybetańska.
Klinika będzie otwarta dla wszystkich od września, mieści się przy ulicy Hanki Czaki 2 w Warszawie. Ale wiadomo, że już teraz pacjentami dr Jangchuba są znani celebryci.

Tenzin Jangchub urodził się w 1957 r. w Tybecie. Dwa lata później znalazł się z matką w pierwszej grupie emigrantów, którzy uciekli z Dalajlamą z Tybetu i schronili się w Dharamsali w Indiach. Początkowo mieli trudności z przystosowaniem się do nowego klimatu i chorowali. Dalajlama zainicjował powstanie Tybetańskiego Instytutu Medyczno-Astrologicznego, dziś centrum medycyny tybetańskiej. Tenzin Jangchub trafił najpierw to tzw. szkoły udzielania pierwszej pomocy, a w 1993 r. został doktorem tybetańskiej wiedzy medycznej. Jest też mnichem buddyjskim z pełnymi święceniami. Trenował techniki walk wschodnich, skoki spadochronowe, wspinaczkę górską, był komandosem. Dzięki temu został wybrany do osobistej ochrony Dalajlamy. W 1997 r. u boku Brada Pitta zagrał w filmie "7 lat w Tybecie". W Polsce mieszka od 10 lat. Spodobał mu się nasz kraj, gdy przyjechał tu jako ochroniarz XIV Dalajlamy. Dziś jest uważany za jego osobistego przedstawiciela.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy