- Zaczynasz swoją ostatnią misję, żegnaj, będziemy pamiętać - mówił podczas uroczystości premier Donald Tusk. Prezydent Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie oficera Krzyżem Komandorskim Orderu Krzyża Wojskowego.
Po śmierci kpt. Ambrozińskiego rząd zastanawiał się nad wzmocnieniem naszego kontyngentu o dodatkowych 200 żołnierzy. Później wycofał się z tego pomysłu. Wygrał pogląd, że polskie siły trzeba doposażyć w nowoczesny sprzęt. Na wczorajszym posiedzeniu przyjęto projekt ustawy mającej ułatwić procedury związane z zakupem uzbrojenia.
W państwach, które podobnie jak my wysłały swoje wojska do Afganistanu, coraz głośniej mówi się o potrzebie ich wycofania. Chce tego np. 52 proc. Brytyjczyków. Ponad połowa z nich sądzi, że wojny nie da się wygrać tylko środkami militarnymi. Czy rzeczywiście tak jest? O przyszłość naszej misji w Afganistanie zapytaliśmy: gen. Stanisława Kozieja, byłego wiceministra obrony narodowej, jednego z autorów polskiej doktryny obronnej lat 90., prof. Romana Kuźniara, doradcę szefa MON Bogdana Klicha, specjalistę ds. stosunków międzynarodowych i Michała Sutowskiego, politologa z lewicowego pisma "Krytyka Polityczna".
Co zyskujemy, a co tracimy na misji w Afganistanie? Gen. Stanisław Koziej: Poza moralnym wzmocnieniem naszej pozycji w NATO, dzięki czemu nasz głos jest lepiej słyszalny w debatach wewnątrz Sojuszu, nie widzę większych zysków. Niektórzy mówią, że w Afganistanie umiejętności podnoszą polscy żołnierze, ale nie po to wysyła się wojsko na wojnę, by się ćwiczyło.
Prof. Roman Kuźniar: W Afganistanie nie mogło nas nie być. Musieliśmy się zaangażować, dzięki temu zyskaliśmy w NATO sojuszniczą wiarygodność. To jest zysk, który będzie procentował.
Michał Sutowski: Straty są oczywiste: śmierć żołnierzy, ogromne koszty utrzymania naszych wojsk na innym kontynencie. I prowadzenie przez państwo polityki sprzecznej z oczekiwaniami społecznymi. Przecież rząd wysłała żołnierzy na wojnę bez przeprowadzenia poważnej debaty publicznej na ten temat. A że zyskujemy na arenie międzynarodowej? Prestiż nie zależy od gotowości posłania na wojnę kilkuset żołnierzy. Po kampanii irackiej nie przypominam sobie np. wzrostu prestiżu międzynarodowego Hondurasu, a to państwo wysłało całkiem spory, jak na swe możliwości, kontyngent. Zastanówmy się też, dlaczego prezydent USA nie może znaleźć dwóch wolnych dni, żeby na 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej odwiedzić swego „najwierniejszego sojusznika”? Może wcale nie jesteśmy tacy ważni, jak nam się wydaje?
Jak dalej powinno wyglądać nasze zaangażowanie w tym kraju? Gen. Stanisław Koziej: Polska powinna zainicjować w NATO dyskusję na temat przekształcenia formalnego statusu misji afgańskiej ze stabilizacyjnej [gdzie udział państw jest dobrowolny, a wojsko ma ograniczone możliwości działania] na wojenną. Wtedy NATO musiałby się w nią bardziej zaangażować, a wojsko miałoby większe prawo do używania siły i tym samym możliwości do odpierania ataków. Bez tego żołnierze mają związane ręce i prowadzenie obecnej misji skazane jest na porażkę. Bo dziś o zwycięstwie w Afganistanie nie możemy nawet marzyć.
Prof. Roman Kuźniar: Zmiana statusu misji też niewiele by dała. Wojskowi zawsze będą mówili, że chcą jak najmniej ograniczeń. To doprowadzi do tego, że jeszcze więcej osób będzie ginąć: naszych żołnierzy i tubylców. Trzeba szukać innej drogi. Należy zastanowić się, co NATO faktycznie ma w Afganistanie do zrobienia? Jest przecież od pilnowania bezpieczeństwa, a naszemu bezpieczeństwu nie zagrażają Afgańczycy, tylko terroryści. NATO tak powinno więc sprofilować swoje cele, by ograniczyć się właśnie do walki z terroryzmem, a nie - jak to się teraz odbywa - z miejscową ludnością.
Może powinniśmy wycofać się stamtąd? Michał Sutowski: Tak. A jeśli już mamy zostać, to biorąc pod uwagę konieczność odbudowy Afganistanu i utrzymywania porządku - przejść do wykonywania zadań o charakterze stabilizacyjnym. Zamiast brać udział w walkach, do czego nie jesteśmy sprzętowo przygotowani, należałoby skoncentrować się na budowie infrastruktury, ewentualnie na zadaniach policyjnych. Lepiej wyjdą na tym Afgańczycy, a także polska armia, która w tego typu misjach ma jakieś doświadczenie.
Gen. Stanisław Koziej: O zwijaniu się z Afganistanu można by zacząć myśleć, gdyby nie powiodła się nasza inicjatywa, o której mówiłem wcześniej. Ale i tu widzę marne szanse. Rząd podtrzymuje wolę zwiększenia naszego zaangażowania w Afganistanie, mówiąc, że to „sprawdzian” dla NATO. Dlatego, niestety, chyba będziemy tkwić w tej afgańskiej pułapce.
<i>
Czy nasi żołnierze powinni nadal służyć w Afganistanie? </i> Pisz: <a class=c1n href="mailto:metro@agora.pl">metro@agora.pl</a>