http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Będą szukać dawców życia

akar
2009-08-20, ostatnia aktualizacja 2009-08-20 20:48

We wrześniu w szpitalach zaczną się pojawiać pierwsi z ponad 200 koordynatorów pobierania narządów, którzy będą wyszukiwać pacjentów ze śmiercią mózgu, ale bijącym sercem. Rozmawiamy z nauczycielem koordynatorów, prof. Andrzejem Chmurą

Prof. Andrzej Chmura, konsultant wojewódzki ds. transplantologii klinicznej, kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus w Warszawie
Fot. Alina Gajdamowicz / AG
Prof. Andrzej Chmura, konsultant wojewódzki ds. transplantologii klinicznej...
ZOBACZ TAKŻE
W kolejce po przeszczep czeka 2019 osób, w pierwszej połowie roku wykonano niespełna 700 operacji. W porównaniu z ubiegłymi latami, to i tak całkiem niezły wynik, bo w całym 2007 r. organy przeszczepiono 922 osobom. W Polsce przeszczepia się dwa do trzech razy mniej narządów na milion mieszkańców niż w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, we Francji czy Włoszech.

Mają to zmienić nowe przepisy, które zaczną obowiązywać we wrześniu. Ich autorzy wzięli za wzór Hiszpanię, która przoduje w liczbie transplantacji (ok. 4 tys. rocznie). W szpitalach pojawią się "koordynatorzy przeszczepiania narządów", czyli ponad 200 lekarzy i pielęgniarek przeszkolonych w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Oto co będą robić:

- wyszukiwać potencjalnych dawców wśród pacjentów ze śmiercią mózgu,

- zwoływać lekarzy potrzebnych do szybkiego zorganizowania tzw. komisji śmierci mózgu, potwierdzającej śmierć mózgową,

- zorganizować przeszczep (chodzi zarówno o pobranie, jak i dostarczenie organu do szpitala, w którym czeka biorca),

- rozmawiać z rodziną dawcy przed zabiegiem i po nim,

- dopilnować, aby ciało dawcy po pobraniu narządów wyglądało jak przed zabiegiem.

Od szpitali zależy, czy będzie to jedyne zajęcie koordynatorów, czy dodatkowe. Lecznice będą musiały co kilka lat wymieniać pracowników na tym stanowisku, bo grozi im wypalenie zawodowe. - Ciężar psychiczny, jaki musi udźwignąć osoba, która powiadamia rodzinę o śmierci pacjenta i prosi o zgodę na przeszczep, jest nie do opisania. Choć koordynatorzy są do tego przeszkoleni, to emocje z czasem dają o sobie znać - tak pracę koordynatora opisuje na swojej stronie internetowej hiszpańska Narodowa Organizacja Transplantacji.

Przeszczepiłem 600 nerek, 80 wątrób i 10 trzustek

Anita Karwowska: Czy pamięta pan, ile narządów pan przeszczepił?

Prof. Andrzej Chmura*: Próbowałem to ostatnio policzyć. Wyszło ok. 600 nerek, 80 wątrób, 10 trzustek.

W jakim czasie?

- Nerki przeszczepiamy w klinice od 1982 r.

Lekarze cieszą się, że po trzyletniej zapaści poprawia się sytuacja naszej transplantologii.

- Rok 2007 był najgorszym od wielu lat. Powoli liczba przeszczepów rośnie. Cieszyliśmy się z dobrej pierwszej połowy roku, ale w wakacje znów jest gorzej.

Dzięki szpitalnym koordynatorom ds. transplantacji ma to się zmienić?

- Tak właśnie stało się w Hiszpanii, z której czerpiemy przykład. W latach 80. uruchomiono rządowy program, w który zaangażowano lekarzy, pielęgniarki i pacjentów. A jak będzie u nas? Obawiam się, że od zarządzenia do wykonania jest daleka droga, jeśli na transplantologię nie pójdzie więcej pieniędzy. Ale próbować trzeba.

Hiszpanom zbudowanie sprawnie działającego systemu zajęło zaledwie kilka lat.

- Gdybyśmy przeznaczyli na to tak duże środki jak Hiszpania, też moglibyśmy szybko zbudować podobny system. Ale dobre i to, że szpitale, od których pochodzą dawcy, dostają całkiem przyzwoite pieniądze - ok. 10 tys. zł - w zależności od rodzaju pobranych narządów. Dla szpitali to środki nie do pogardzenia.

Wciąż wielu Polaków sprzeciwia się pobieraniu organów od zmarłych.

- Dlatego do społeczeństwa powinien iść jasny komunikat, że wszystkie nasze działania są obwarowane bardzo restrykcyjnymi przepisami. Nie ma możliwości, aby dawcą był pacjent, u którego nie nastąpiła śmierć mózgu. W potocznym rozumieniu ludzie mylą często stan śpiączki ze śmiercią mózgu. Stąd bierze się w rodzinie zmarłego nadzieja, że uda się jeszcze go uratować. Ale jeżeli mamy do czynienia ze śmiercią mózgu, to nie ma możliwości powrotu z tego stanu. Taka osoba nie żyje.

Jak wygląda procedura "identyfikacji dawcy", czyli potwierdzenia, że od kogoś można pobrać organy?

- Zanim odpowiem, muszę zastrzec: dopóki nie ma stwierdzenia śmierci mózgu u pacjenta, to nie mamy prawa używać określenia "dawca". Polska jest jednym z krajów o najbardziej restrykcyjnych przepisach dotyczących transplantacji. Jeśli lekarz poweźmie podejrzenie śmierci mózgu u pacjenta, musi zorganizować komisję śmierci mózgu (trzech lekarzy, wśród nich anestezjolog i neurolog lub neurochirurg) i dopiero jej orzeczenie, po dwa razy przeprowadzonych próbach klinicznych, zapisuje się w postaci protokołu śmierci mózgu. Jest to jednoznaczne ze śmiercią osobniczą i wtedy możemy mówić o "rozpoznaniu" dawcy narządów.

Kim są najczęściej dawcy?

- To zwykle pacjenci, których przyczyną śmierci jest np. wylew krwi do mózgu spowodowany tętniakiem lub inne "epizody mózgowe". Dawców jest znacznie więcej w tej grupie pacjentów niż np. wśród ofiar wypadków. Narządy od tych drugich można pobrać tylko wtedy, kiedy nastąpiła śmierć mózgu, ale po dowiezieniu do szpitala serce wciąż pracuje. A to zdarza się bardzo rzadko.

W jaki sposób stwierdza się, że ktoś może być dawcą?

- Najczęściej wstępnie kwalifikują dawców lekarze z oddziału intensywnej opieki, neurologii i neurochirurgii, gdzie są najcięższe przypadki. Lekarz może wysunąć podejrzenie śmierci mózgu na podstawie pewnych objawów, m.in. utraty oddechu, stanu głębokiej nieprzytomności, poszerzenia źrenic bez reakcji na światło. Na tej podstawie może zwrócić się o wydanie opinii do komisji śmierci mózgu. Lekarze nie mogą być związani z dotychczasowym leczeniem chorego, ani potencjalnego biorcy. Badania komisji prowadzone są w ścisłych odstępach czasu, których nie można skrócić. Jeśli którykolwiek z członków komisji ma wątpliwości co do śmierci mózgu, to nie podpisuje protokołu śmierci. Decyzja zawsze musi być jednogłośna, tylko wtedy można pobrać narządy.

Ile organów można pobrać z ciała człowieka?

- Zawsze dążymy do pobrania wielonarządowego. Optymalnie od dawcy można pobrać płuca, serce, nerki, wątrobę, trzustkę, jelito. Dzięki temu jeden dawca może uchronić od śmierci wielu ludzi. W najgorszym wypadku pobierane są same nerki. Zwykle oprócz narządów unaczynionych, można też pobrać rogówkę i tkankę kostną, a także naczynia tętnicze i żylne. Przy tej czynności pracuje zwykle kilka zespołów. Pierwszy pobiera z reguły serce i płuca, drugi wątrobę, trzeci zaś nerki i trzustkę.

Czy dawcą może być każdy, kto nie zgłosił swojego sprzeciwu do centralnego rejestru?

- Tak, bo w Polsce obowiązuje zgoda domniemana. Jeżeli jednak pacjent zgłosił zastrzeżenie w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów (to zawsze się sprawdza w Poltransplancie) lub ma przy sobie kartkę z informacją, że nie chce być dawcą albo kiedy rodzina sprzeciwia się lub twierdzi, że ten pacjent nie chciał na pewno oddać narządów, wtedy odstępujemy od pobrania.

* Prof. Andrzej Chmura, konsultant wojewódzki ds. transplantologii klinicznej, kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus w Warszawie

Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy