http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wybory w cieniu bomb

akar
2009-08-20, ostatnia aktualizacja 2009-08-20 20:48

Połowa Afgańczyków wzięła wczoraj udział w drugich w historii tego kraju wolnych wyborach prezydenckich. Talibowie, którzy próbowali zastraszyć głosujących, zdołali zorganizować tylko kilka zamachów

Afganka głosująca w miejscowości Dżalalabad
Fot. Rahmat Gul AP
Afganka głosująca w miejscowości Dżalalabad
ZOBACZ TAKŻE
Afgańscy urzędnicy szacują, że w połączonych wyborach prezydenckich i do tzw. rad prowincji zagłosowała połowa z 17 mln uprawnionych osób. Ich wyniki mamy poznać za dwa.

Sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen: - Sojusz uważa przebieg wyborów za zachęcający. Te wybory są ważnym etapem na drodze do stabilnego i pewnego Afganistanu" - podkreślił sekretarz.

Przed liczniejszym udziałem w głosowaniu Afgańczyków wystraszyli Talibowie, którzy odbierali wyborcom karty do głosowania i grozili atakami terrorystycznymi. Obawy potwierdziły się - talibskie pociski rakietowe spadły m.in. na miasta w prowincjach Kandahar, Ghazni, Helmand, Nangarhar i Kunar. Wśród ofiar byli żołnierze, policjanci i ludność cywilna. Szacuje się, że zginęło ponad 50 osób.

W cieniu zamachów o fotel prezydenta ubiegało się aż trzydziestu kandydatów. Ale obserwatorzy zadawali tylko jedno pytanie - czy rządzący krajem od siedmiu lat prezydent Hamid Karzaj będzie potrzebował do zwycięstwa tylko pierwszej tury, czy w drugiej będzie musiał zmierzyć się z najpoważniejszym przeciwnikiem, byłym szefem MSZ, dr Abdullahem Abdullahem. Na odsunięciu od władzy Karzaja szczególnie zależy Amerykanom, którzy nie kryją rozczarowania jego rządami. Oskarżają go o nieporadność i tchórzostwo. Według sondaży pokonanie Karzaja w pierwszej turze jest jednak niemożliwe (ma 45 proc. poparcia, Abdullah 25 proc.) Zachód liczy na drugą turę wyborów, do której mogłoby dojść w październiku.

Talibowie chcą odcinać palce za udział w wyborach

Rozmowa z Katarzyną Javaheri, doktorantką z Wydziału Orientalistyki Uniwersytetu Warszawskiego, współautorką serwisu afganistan.waw.pl

Anita Karwowska: Zaskoczyło coś panią w przebiegu wyborów w Afganistanie?

Potwierdziły się wcześniejsze obawy związane z tym, że nie wszystkie punkty wyborcze zostaną otwarte., m.in. w prowincji Pakita i Nuristanie. Pracownicy komisji w obawie o swoje życie odmówili przeprowadzenia głosowania w tych miejscach.

Prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama określił te wybory jako najważniejsze wydarzenie w Afganistanie w tym roku. Czy te wybory zmienią życie Afgańczyków?

Wybory przede wszystkim pokazały zmiany w świadomości Afgańczyków. Bardziej niż kiedykolwiek chcą mieć wpływ na przyszłość swojego kraju i manifestują to. Dlatego do udziału w wyborach zarejestrowało się aż o 4,5 mln osób więcej (w sumie 17 milionów wyborców) niż w poprzednim głosowaniu. Do urn zgłosiło się też więcej kobiet (ponad 30 proc.) i niepełnosprawnych.

Jak zorganizowane było same głosowanie?

Afganistan przygotowywał się do tych wyborów już pod koniec 2008 r.,. Głosujący dostawał wówczas kartę ze zdjęciem, z którą miał zgłosić się do punktu w dniu głosowania. W ostatnich dniach Talibowie zabierali Afgańczykom te karty, blokując udział w głosowaniu. Na potrzeby wyborów utworzono kilka tysięcy komisji wyborczych. Na karcie do głosowania umieszczono zdjęcia wszystkich kandydatów wraz z przypisanymi im znakami, które miały pomóc w rozpoznaniu kandydata wyborcom niepotrafiącym czytać. Każdy, kto pobierał kartę do głosowania musiał poświadczyć oddanie głosu odciskiem palca zamoczonym w tuszu, który utrzymuje się na palcu dwa tygodnie. Talibowie ostrzegali, że będą wyborcom te oznaczone palce odcinać.

Duże szanse na wygraną mają rywale obecnego prezydenta Hamida Karzja?

Nie byłabym zaskoczona, gdyby doszło do drugiej tury. Sądzę też, że dr Abdullah Abdullah, który w przedwyborczych sondażach był drugi po Karzaju, nie jest pozbawiony szans na wygraną. Jest wykształcony, cieszy się poparciem Stanów Zjednoczonych, ale jednocześnie - co jest ważne dla Afgańczyków - nie afiszuje się z tym. Jest w swoich poglądach samodzielny.

Gdyby wygrał, to pierwszy raz na czele państwa nie stanąłby Pasztun, czyli rzekomo rdzenny Afgańczyk.

Dr Abdullah to pół Pasztun, pół Tadżyk, który żeby zajść w polityce tak wysoko, musiał pokonać niechęć obu grup etnicznych, z którymi jest spokrewniony.

Jaką mamy pewność, że wybory nie zostaną sfałszowane?

Władze Afganistanu nie chciałyby skandalu jaki miał niedawno miejsce w związku ze sfałszowaniem wyborów w Iranie. Dlatego nie obawiałabym się oszustw wyborczych na wielką skalę, choć na pewno kilka procent głosów zostanie sfałszowanych.

Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy