>>
Hotel dla psa i kota - Ten system to rewolucja i przełom w sposobie odbywania kary - podkreśla były minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski, który zrealizował wymyślony jeszcze za czasów Zbigniewa Ziobry dozór elektroniczny, potocznie zwany elektroniczną obrożą.
Elektroniczne "kraty" działają w prosty sposób. Skazany dostanie plastikowy pasek (trudno go zniszczyć) z nadajnikiem i założy go na nogę. Nadajnik wyśle sygnał do skrzynki przekaźnikowej zamontowanej w domu więźnia, a ta dalej prześle go przez sieć komórkową do centrum monitoringu w stolicy. Jeśli więzień oddali się za bardzo od skrzynki np. wyjdzie z domu, to włączy się alarm. Wówczas pracownik centrum telefonicznie musi wyjaśnić, co się dzieje, lub wysłać na miejsce patrol interwencyjny. Ochroniarze nie będą jednak mogli wyważać domownikom drzwi. Co najwyżej zapytają o obrączkę. Jeśli będzie zniszczona, a skazany zniknie, o wszystkim dowie się sąd. To on zdecyduje, co dalej. - Jeśli przestępca nie będzie przestrzegał warunków elektronicznego dozoru, wróci do więzienia - podkreśla Mirosław Zawadzki z Ministerstwa Sprawiedliwości.
Zdaniem resortu nie ma obaw, że skazańcy będą uciekać, bo obrączki stosuje już wiele krajów np. część stanów USA, Wielka Brytania, Francja, Portugalia, Estonia. W Danii i Szwecji aż 98,7 proc. osób objętych dozorem przestrzega swoich obowiązków. Łamią je np. tylko zdesperowani narkomani.
Nie ma też obaw, że domowe areszty wykorzystają groźni przestępcy, obrączki bowiem są przewidziane tylko dla skazanych na maksymalnie rok więzienia, czyli np. rowerowych pijaków, drobnych złodziei, uczestników bójek, czy osób, które nie płacą alimentów. Obrączka ma być "nagrodą", bo skazany będzie mógł mieszkać z rodziną i pracować. Ponadto areszt domowy dostaną tylko ci, którzy sami się zgłoszą i dodatkowo zgodzi się na to sąd. I jeszcze jeden warunek. Jeśli ktoś został skazany na rok, to połowę kary będzie musiał odsiedzieć w normalnej celi. Za obrączkę więzień będzie musiał także zapłacić jednorazowo 80 zł. Za każdy dzień jej noszenia dodatkowo 2 zł. - Dozór ma trwać przynajmniej 12 godzin dziennie, zazwyczaj w nocy. Potem można pójść do pracy lub lekarza, albo dostać zgodę na dłuższe oddalenie się np. na pogrzeb czy ślub. O tym wszystkim zdecyduje sąd - wylicza Mirosław Zawadzki.
Od wtorku z obrączek skorzystać będzie mogło 500 osób i to tylko z Warszawy oraz okolic.
- Docelowo (za kilka lat) system obsłuży rocznie 15 tys. skazanych - zapewnia Zbigniew Ćwiąkalski. I przypomina o korzyściach. Zmniejszy się przeludnienie w więzieniach, Poza tym koszt obsługi obrączki to 100 zł miesięcznie, a utrzymanie więźnia w celi to wydatek 2,3 tys. zł.
Problem w tym, że przez najbliższe tygodnie system będzie obsługiwać powietrze, bo jak ustaliło "Metro", do Sądu Okręgowego w Warszawie nie wpłynął jeszcze żaden wniosek o obrączkę. System na razie przetestowali dziennikarze "Polityki" i tygodnika "Wprost". - Życie z obrączką to koszmar: drapie, swędzi i uwiera. Cała rodzina jest poszkodowana. Nie można pójść do znajomych, nie można wieczorem iść do kina (...). W końcu miałem już dość, przeciąłem obrączkę, żeby uciec na koncert Radiohead do Poznania - opisywał wrażenia z sześciu dni "kary" dziennikarz "Polityki" Juliusz Ćwieluch.
- Na pewno nie jest to komfortowe. Ale nie o to chodzi. To ma być kara, a nie ozdoba czy biżuteria - komentuje Zbigniew Ćwiąkalski.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl